Eurowizja, czyli konkurs piosenki radiowej. Też macie wrażenie, że wszystkie utwory są do siebie podobne?

Jamala cieszy się z wygranej. Zasłużyła na nią?
Jamala cieszy się z wygranej. Zasłużyła na nią? Fot. Jamala/Facebook.com
Piosenki eurowizyjne tak bardzo nie wpadają w ucho, że ich wykonawcy muszą dwoić się i troić, żeby zrobić jak największy show na scenie. Nijaki, typowy dla tego konkursu utwór reprezentanta Rosji, który zajął trzecie miejsce, nie przypadłby pewnie do gustu widzów, gdyby nie pomysłowy taniec świateł. Też macie takie wrażenie?


Ukraina być może nie wygrałaby, gdyby nie wpisała się w trend antyrosyjski i nie nawiązała do zbrodni stalinowskich. Australia zajęła drugie miejsce - mimo że przecież nie jest częścią Europy, prawdopodobnie dzięki temu, że czuć w tym utworze świeżość dalekiego kontynentu, a słodycz występu Dami Im może być urzekająca. Z pewnością zapada w pamięć.


Zacznijmy od 10 miejsca. Laura Tesoro wystąpiła z taneczną piosenką „What’s the Pressure”. Początek nawiązuje do disco i trochę przypomina utwór The Sugarhill Gang „Rapper’s Delight” albo Fleur East „Sax” - może nawet bardziej. Jednak belgijska piosenka jest skoczna, letnia i może przypaść do gustu. Oryginalna za to nie jest.

Litwin Donny Montell, którego piosenka "I’ve Been Waiting For This Night" wpisuje się w trend utworów brytyjskich boys bandów typu wczesne One Direction. Jest młody ma modną fryzurę i miłą twarz. Jednak jego utwór nie różni się niczym od milionów innych, które możemy usłyszeć w najbardziej mainstreamowych rozgłośniach radiowych. Przekaz tej piosenki jest miałki, po prostu dowiadujemy się, że "czekał na tę noc."

Michała Szpaka, który zajął ósme miejsce zostawiam w spokoju, sami go wybraliśmy zmęczeni takimi ekstremami, jak Donatan. Wykonał utwór w swoim stylu.Szpak to Szpak, kocha dramaturgię i jest diwą. Takie ballady mają wielu fanów, a Polak może pochwalić się oryginalnym głosem.
Siódme miejsce zajęła armeńska "superbohaterka" (miała na sobie przezroczyste body z cekinami i z peleryną) w stylu glam. Iveta Mukuchyan z jej „LoveWave” porwała widownię swoimi krzykami. Utwór jednak jest nie do końca spójny, a twórcy nie mogli zdecydować się na to, czy ma to być ballada ze skrzypcami - czyli gatunek preferowany na konkursie, czy rockowa petarda. I wyszła z tego piosenka z gatunku nijakiego.


Skrzypce plus pianino - kolejny stały element Eurowizji - pojawiają się u francuskiego Amira. „J’ai Cherché” opiera się na tanecznym popie rodem z Eski. Czyli wesołym, bezpiecznym, wpadającym w ucho. Ze sceny uśmiecha się do nas sympatyczny przystojniak ubrany trochę na luzie, a trochę w garniturze. Bardzo grzecznie - szóste miejsce zasłużone.

Trochę bardziej oryginalny i z pomysłem wydaje się Frans ze Szwecji. Jego utwór „If I Were Sorry” najbardziej wpada w ucho, jednak sposób, w jaki śpiewa, nie wyróżnia go spośród artystów, którzy występują na wakacyjnych festiwalach muzycznych na całym świecie. Jednak ten skromny chłopak porwał publiczność. Był naturalny. Jak na Eurowizję, ubrany normalnie, na scenie raczej nie tańczył. W sumie to nie ma się do czego przyczepić.
Poli Genova z "If Love Was A Crime" zrobiła show, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie dość nietypowa stylizacja, mało kto by ją zapamiętał. Nietypowa jak na konkurs tego typu, jednak podobna do tego, co od kilku lat reprezentują topowe piosenkarki znane na całym świecie. Piosenka jest nijaka, tak samo jak stylizacja. Nie wiadomo, czy to hit, czy kit.

Na Eurowizji "sprzedaje" się to, co w popularnych rozgłośniach radiowych. Utwory, które zyskują z każdym odsłuchaniem, choć na samym początku zupełnie ich nie zapamiętujemy. Wszystkie są do siebie podobne, mówią o szczęściu, miłości i krzywdzie. Ukraina w tym roku zamanifestowała swój żal do Rosji i dlatego wygrała. Jednak melodia piosenki Jamali, inspirowana chyba Burialem, i cała oprawa - nie była odkrywcza. Eurowizja jest konkursem skierowanym do ludzi, którzy lubią słuchać tego, co już znają.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl