"Proszę o zwrot pieniędzy!". 5 typów ludzi, którzy jeżdżą na festiwale muzyczne

Na festiwalach muzycznych spotykają przedstawiciele różnych grup i podejść do muzyki i zabawy.
Na festiwalach muzycznych spotykają przedstawiciele różnych grup i podejść do muzyki i zabawy. Fot. halfpoint / 123RF
Sezon festiwalowy w pełni. Przed nami OFF, Coke, Tauron Nowa Muzyka... można by jeszcze długo wymieniać. Każda impreza skierowana jest do innego odbiorcy, jednak ich zachowania i motywacje są podobne. Można wyróżnić co najmniej 5 typów ludzi, którzy kłębią się kolejce po opaski. Nie chcemy nikogo urazić, tekst należy potraktować z przymrużeniem oka. Ale chyba przyznacie, że coś w tym jest?


Jadę tam tylko dla headlinera

Główną motywacją do zakupienia biletu na festiwal jest w tym przypadku ulubiony wykonawca. Jeśli nie ulubiony, to taki, który rzadko, albo wcale nie występuje w Polsce. Albo taki, którego po prostu wypada posłuchać na żywo. Wypadki chodzą po ludziach i czasem dzieje się tak, że główna gwiazda nie może przyjechać. Być może dlatego, że ciężko zachorowała (Alison z The Kills życzymy zdrowia), albo po prostu jej się odwidziało, bo nie cierpi Polaków - bo takie domysły również rodzą się w głowach zawiedzionych fanów.


Jak reaguje ten festiwalowicz? Przede wszystkim pyta, czy organizator ma zamiar łaskawie zwrócić pieniądze za bilety? Objaśnia światu, że to skandal i stracił zaufanie i sympatię do festiwalu. – Lepiej znajdźcie jakieś godne zastępstwo, bo jak nie, pieniądze ze zwrotu jutro lądują na moim koncie! – grozi.

Jadę, bo nie wypada tam nie być

Chyba każdy z nas zna kogoś takiego. Co roku jest na innym festiwalu, chociaż Opener to jego tradycja. Nie obchodzi go line-up, ale nauczy się go na pamięć, żeby w towarzystwie bez patrzenia w telefon móc poinformować, kto i gdzie gra. Wybiera te koncerty, na które "jara się" tłum, ale nie słucha muzyki zbyt uważnie. Dużo energii poświęca rozglądaniu się na boki i przybijaniu piątek bliskim i dalekim znajomym.

Jego ulubiony okrzyk: – Ooo staaryy, ty też tu?! Jest najgłośniejszy i najbrudniejszy ze wszystkich członków "ekipy". Ekscytuje się jeszcze kilka tygodni po.

Jadę, bo chcę poznać nową muzykę

To chyba najszlachetniejszy typ festiwalowicza. Jest otwarty na świat, nowych ludzi, kuchnię z całego świata i mniejszości. Pozytywnie nastawiony, optymista. Jadąc na festiwal ma nadzieję, że trafi na koncert zespołu, który potem będzie tym ukochanym, którego płyty będzie znał na pamięć. Chodzi od sceny do sceny, a kiedy coś mu się w pierwszych minutach nie spodoba, nie odchodzi, ale daje temu szansę. Nie należy do żadnej subkultury, raczej słucha wszystkiego, nawet niektóre utwory Britney Spears uznaje za wartościowe. Jedzie zwykle z większą ekipą, ale w trakcie koncertów odłącza się, by w skupieniu słuchać muzyki sącząc powoli piwo.


Na pytanie, który koncert najbardziej mu się podobał, odpowiada dyplomatycznie, że jeszcze nie zdecydował. Kiedy się go pociągnie za język, potrafi bardzo długo opowiadać o mocnych i słabych stronach danego występu.

Jadę, bo znam i lubię prawie wszystkich wykonawców

To największy wygrany festiwalu. Organizatorzy chyba układali line - up z myślą o nim. Nic dla niego nie jest nowością, na niektórych koncertach już był. Dobrze zna i bardzo lubi połowę wykonawców, dlatego często ma dylemat, którego wybrać, jeśli ich występy nakładają się w timelinie. Jeśli czegoś nie zna - na kilka dni przed festiwalem nadrabia zaległości. Nie ekscytuje się, robił to dziesięć lat temu na swoim pierwszym Openerze w życiu. Teraz wybiera imprezy bardziej ambitne, coraz częściej tematyczne. Marzy mu się festiwal kameralny, na którym nie ma tłumów, za tą są sami melomani. Ale zawsze przegapi termin, w którym można kupić bilety.

W rozmowie ze znajomymi zwykle wtrąca: – Kiedy trzy lata temu byłem na ich koncercie w Londynie, bardziej się starali. Albo – Wolę go w wersji bardziej klubowej, nie koncertowej.

Jadę, bo dostałem karnet za darmo

On jest wygrywem, a wszyscy ci, którzy zapłacili kilkaset złotych za bilety - to zwykłe przegrywy. Wygrał swój bilet w konkursie, o którym nawet nie pamiętał, że brał w nim udział. Na początku planował go sprzedać, ale pomyślał, że zobaczy o co ten hałas. Chodzi między ludźmi z kpiącą miną, pije piwo za piwem, bo w końcu zaoszczędził kilkaset złotych, więc go stać. Muzyka go nie interesuje.

Kiedy jest już wystarczająco podpity, zagaduje ludzi w kolejce do toalety. – Ej, mordeczko, ile zapłaciłeś za ten śmieszny festiwal? Ja wygrałem bilet, wiesz o co chodzi?

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu