Grał w "Dziewczynach", był synem Hana Solo, pracuje ze Scorsese. Adam Driver to nadzieja światowego kina

Adam Driver - nadzieja światowego kina.
Adam Driver - nadzieja światowego kina. Fot. Materiały promocyjne filmu "Paterson"
Zabłysnął w serialu "Dziewczyny", a mógł pozostać żołnierzem. Jako aktor daje z siebie wszystko, za nic mając status gwiazdy i to, co rozumiemy pod pojęciem "sława". Niedawno Adam Driver skończył 35 lat, w przyszłym roku z jego nazwiskiem trzeba się będzie oswoić.


Wszystko o Adamie
15 kwietnia 2012 r. Adam Driver pojawia się w pilocie serialu Leny Dunham, "Dziewczyny". Prawdopodobnie wie, że opowieść, która wyszła spod pióra młodej scenarzystki z artystycznego domu wstrząśnie telewizją. Pierwsza scena, w której razem grają to scena seksu. Miłosny akt ich bohaterów nie jest romantyczny, ale przejdzie do historii stacji, która czegoś podobnego dotąd nie pokazywała. Kogoś w stylu postaci Drivera też raczej nie – pod względem wyglądu na pewno. To żaden amant, raczej facet, którego w szkole omijano szerokim łukiem. Ale, o dziwo, również dla niego ogląda się "Dziewczyny".
Ciekawe, że serialowy Adam Sackler mógł w ogóle Adamem nie być. – Wydarzył się 11 września i wszyscy moi koledzy mówili: "Musimy zaciągnąć się do wojska". Ostatecznie tylko ja to zrobiłem – opowiadał w jednym z wywiadów. Decyzja o odbyciu służby nie podobała się specjalnie ojcu aktora, mimo to Driver dopiął swego. Został żołnierzem Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych.


Przed wejściem w szeregi armii, doznał poważnej kontuzji. Z uszkodzonym na górskiej przejażdżce mostkiem i z wielką zawziętością służył krajowi przez 2 lata. Problemy zdrowotne zmusiły Drivera do odejścia – skutkiem była depresja. Deską ratunku okazało się aktorstwo, o którym pomyślał będąc jeszcze żołnierzem. Podczas któregoś z ćwiczeń widział jak bomba fosforowa zamiast trafić w cel, wybucha prawie nad głowami kolegów. Jedną z pierwszych rzeczy, jaka przyszła mu wtedy do głowy była właśnie gra. Drugą – zapalenie papierosa.


Surrealizm rodem z Fabryki Snów
– To wstrząsające, kiedy nagle okazuje się, że zupełnie obcy ludzie wiedzą o tym dziwacznym projekcie artystycznym, który zrobiłeś ze swoimi przyjaciółmi, gdy byliście nago – tak o sukcesie "Dziewczyn" mówił po 4 latach Driver. Ostatni sezon produkcji tak naprawdę oznacza, że aktor z niepokojącą twarzą dopiero pokaże na co go stać.


Kariera 35-latka rzeczywiście dzieli się na czasy "przed" rolą chłopaka Hannah i "po" tejże roli. Ale talent, jaki posiada Adam prędzej czy później i tak by się obronił. Do polskich kin wchodzi właśnie "Paterson" z jego udziałem. Film Jima Jarmuscha zachwycił jury w Cannes, a Driver za swój występ zgarnął nagrodę LAFCA (Stowarzyszenia Krytyków Filmowych z Los Angeles). Na premierę w 2017 r. czeka "Milczenie" Martina Scorsese, gdzie Amerykanin gra jedną z głównych ról. Możliwość współpracy z reżyserem określił czymś, co "przekracza możliwości pojmowania".
O "Gwiezdnych wojnach" Driver wypowiadał się zgoła inaczej. Może dlatego, że rolę w nich traktował jako coś zupełnie dla siebie nieosiągalnego. A jednak - został Kylo Renem, spadkobiercą Lorda Vadera. – Nie sądziłem, że jest to coś, co rzeczywiście może się wydarzyć. To, że teraz stanowię część tego świata to... dość surrealistyczne – stwierdził w rozmowie ze "Stopklatką". I łatwo mu uwierzyć, kiedy tak skromnie opowiada o hollywoodzkiej karierze.

Facet z Mishawaki
Gdyby Driver wychował się w słonecznej Kalifornii, gdzie przyszedł na świat, kariera aktorska niejako byłaby czymś oczywistym. Po przeprowadzce do Mishawaki, syn prawniczki i pastora śpiewał w chórze kościelnym. Ale może właśnie dzięki występom ku chwale Boga i przed szkolną publicznością jest w tym miejscu, w którym jest? Może nie przypadkiem to o aktorstwie pomyślał, gdy mało dzieliło go od wypadku?
Artystyczna ścieżka Drivera była dość wyboista. Odchodząc z armii, został z niczym i jeszcze nie mógł się dostać do prestiżowego Juilliarda. – Żyłem na tyłach domu rodziców, płaciłem czynsz i nie robiłem nic, by to zmienić. Chciałem mówić, jak wielkim aktem patriotyzmu jest zaciągnąć się do Marines, a jednocześnie nie reprezentowałem sobą żadnej wielkości, marnując czas w McDonaldzie – opowiadał.
Dziś, były chórzysta z Mishawaki jest absolwentem szkoły, która początkowo odesłała go z kwitkiem. Cieszy się doskonałą opinią w branży i sympatią milionów ludzi, a przy tym pozostaje osobą zaskoczoną sukcesem. – Na rozdaniu Emmy wszyscy rzucają się na ciebie z pytaniem: "Czy nie przeżywasz teraz najlepszego momentu życia?", a ja nawet nie marzyłem o Emmywyznał kiedyś. – Ten cały spektakl wydaje się mi tandetny i ograniczony. Najbardziej motywuje mnie niemożność użycia własnego głosu – dodał. Co czeka go w przyszłości? Poza jeszcze większą sławą, coraz to nowsze, zawodowe wyzwania przez duże "W". Takie, o jakich Driver po prostu marzy.

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl