Gra w filmach, maluje, aktywnie wspiera ekologię. Ale najnowszy pomysł Izy Miko na biznes, pewnie zaskoczy jej fanów

"Życie aktora jest jak winda. Cały czas góra-dół" mówi w rozmowie z naTemat.
"Życie aktora jest jak winda. Cały czas góra-dół" mówi w rozmowie z naTemat. Fot. Insagram
Iza Miko, polska aktorka, która od lat robi karierę w Hollywood. Nam opowiedziała jak wygląda jej życie w Ameryce. Oraz jakie ma nowe pomysły na biznes. Będziecie zaskoczeni... – Będę pokazywać krótkie filmiki z moimi poradami randkowymi, czy poradami w sprawach sercowych, wszystko oczywiście z poczuciem humoru – mówi w rozmowie z naTemat.


Jak często bywasz w Polsce?

Zawsze jestem na święta Bożego Narodzenia, bo polskie Święta są magiczne, ale niekiedy jestem nawet cztery razy w roku. Niestety rzadko udaje mi się tu odpocząć, bo zazwyczaj także pracuję. Jest to też czas dla mojej rodziny.

Lubisz w Polsce spędzać sylwestra?

To tylko data, nie ulegam przymusowi zabawy. Zazwyczaj ciągnie mnie w tym czasie do ciepłego, bo wtedy robię sobie przy okazji sylwestra wakacje i nie ma presji, żeby sie świetnie bawić w ten jeden dzień. Przede wszystkim otaczam się ludźmi, którzy nie potrzebują wielkiej imprezy i huku, żeby dobrze się bawić, są szczęśliwi tu i teraz. Trochę nie mam cierpliwości do tzw “party chasers" czyli takich “ganiaczy imprez" jak mówią Amerykanie.


W Polsce nazywa się takich chłopaków "dancing bubkami"

(śmiech) Angielski jednak jest jednak bardziej politycznie poprawnym językiem. Ale rzeczywiście bardzo dużo ludzi żyje w przeświadczeniu, że musi być wszędzie, desperacko szukając “najlepszej” imprezy w najlepszym klubie i tak naprawdę nie są nigdy zadowoleni z tego gdzie są. Tu i teraz dla nich nie istnieje. Dlatego właśnie, mam duży problem z wychodzeniem na jakiekolwiek imprezy, chyba że są związane jakoś z pracą. Trudno mnie namówić do wypadu do baru czy do klubu, ot tak po prostu, wolę z przyjaciółmi bawić się w domu, gotując, grając w gry i wygłupiając się. Pije alkohol bardzo rzadko, wiec zawsze jestem “kierowcą”.


Świetny temat karnawałowy zaproponowałaś.

(śmiech) No właśnie! Dla zainteresowanych mam sposób jak uniknąć kaca: po pierwsze najlepiej jest pić alkohole organiczne - mają najmniej toksyn, po drugie, trzeba przed pójściem spać wziąć parę tabletek z węgla aktywowanego, który odtruwa wątrobę, wypić mnóstwo wody mineralnej albo kokosowej (która ma elektrolity) no i zażyć aspirynę.


Jesteś znana z zaangażowania w ekologię. Twój "Projekt Eko Miko" nadal się rozwija?

W tym roku będę ją dopasowywać do mojego obecnego światopoglądu. Ekologia jest nadal dla mnie bardzo ważna, ale poszerzyłam działalność także o pracę nad sobą. Uważam, że jeżeli ktoś poszerzy swoja świadomość to naturalnie zacznie dbać o planetę. Chciałabym większy nacisk położyć na duchowość, pracę nad sobą, osiągnięcie prawdziwego szczęścia, które pochodzi ze środka i nie jest zależna od tego co się dzieje na zewnątrz. Uwielbiam dzielić się z ludźmi wiedzą o tym jak do tego dojść, jak zrealizować marzenia przez moc własnego umysłu. Fundacja będzie uczyć jak pokochać samego siebie, poprzez zdrowie umysłu i ciała, czego efektem jest także kochanie środowiska, wiec EkoMiko będzie dalej częścią Fundacji..
Stany Zjednoczone wciąż są największymi trucicielami na świecie

Tak naprawdę są to Chiny w 27%, a potem Stany w 17%. Światem dzisiaj rządzi "Big Farma” no i Monsanto, więc wspieram i promuje medycynę naturalną jak tylko mogę. Niestety większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo jakość jedzenia wpływa na nasze zdrowie. Jestem weganką od prawie 6ciu lat i w tym tygodniu pierwszy raz się rozchorowałam. Mam zapalenie zatok, co bardziej chyba jest skutkiem stresu, a może trzeciego oka, które chce mi coś przekazać. (śmiech)

Odkąd przeszłam na weganizm nie miałam kataru, czy nawet bólu gardła. Gdyby ludzie byli bardziej poinformowani o tym czym są karmione i leczone krowy których mięso i mleko kupują potem w sklepie, biznes farmaceutyczny by upadł. To jest wszystko powiązane, ale to jest nasza odpowiedzialność, aby czytać etykiety produktów i dowiadywać się skąd pochodzą. Niestety nie możemy liczyć, ze rząd nas uchroni przed chorobami, bo to nie jest w ich interesie.

Jak więc sobie radziłaś w Azji podczas programu "Azja Express"?


Było bardzo ciężko. Podstawą mojej diety był ryż i arbuz. Owszem były na targu różne ekologiczne rzeczy, ale nie było nas na nie stać. Udało mi się wepchnąć do plecaka tabletki z oregano, które zalecił mi chiński lekarz.

Miałam brać trzy pastylki przed każdym posiłkiem. Przeszłam z nimi Wietnam i Laos i nic mi się nie działo. Dostałam zatrucia pokarmowego dopiero w Kambodży, kiedy te zioła mi się skończyły. Jakimś cudem dałam sobie radę i mimo rozmiaru XS dostaliśmy się do finału..
Dzięki Tobie poznaliśmy lepiej Leszka Stanka, który był jedną z najjaśniejszych postaci programu

Cały czas byliśmy zaskoczeni, że tak daleko doszliśmy, mimo, że większość zadań kończyliśmy jako ostatni. Moim celem było to, aby ta przygoda mnie rozwinęła i wzbogaciła mój pogląd na świat, wiec “gen rywalizacji” nie włączał mi się tak bardzo jak czasami Leniowi. Jest ambitny, więc kiedy na przykład miał kontuzję kostki, musiałam go stopować. Mówiłam mu wtedy: "Lenio, to nie jest warte niszczenia sobie zdrowia". I on to rozumiał. Mam dużo doświadczenia w walce z samą sobą. W ciężkich chwilach jednak uczymy się o sobie najwięcej.

Na przykład wtedy, kiedy chorowałaś na depresję.

Kiedy miałam dziewiętnaście lat, zmagałam się z depresją. Sukces mojego pierwszego filmu, wzbudził wspomnienia z dzieciństwa i ze szkoły baletowej, których skutkiem były niewyleczone rany. U psychologa usłyszałam: "Oj to musiało być ci ciężko”…No tak, było! Oczekiwałam konkretnej rady, a nie stwierdzenia tego, co i tak już wiedziałam. Konwencjonalna psychologia w najlepszym wypadku pomaga dojść do powodów, ale kończy się na pytaniach, nie daje odpowiedzi.


Jak sobie dajesz radę z tymi pytaniami?

Szukam ich w mojej podświadomości, poprzez wizualizację, ćwiczenia oddechowe, ale przede wszystkim medytacje. To jest w pewnym sensie przerwa dla mojego umysłu od natłoku myśli i emocji, to jest wyciszenie, dzięki któremu otwiera się przestrzeń w której mogę uruchomić intuicję. To ona podpowiada jakie mam podejmować decyzję, to ona sugeruje jak mam pozbyć się mylnych przeświadczeń z dzieciństwa. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale to działa i daje mi nieprawdopodobną siłę, skrzydła za pomocą których mogę “polecieć “ i spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy.

Nad czym teraz pracujesz?

Właśnie zaczyna się sezon pilotowy, więc będę biegać na wiele castingów. Proces tworzenia pilotów jest fascynujący. Przez około dwa miesiące odbywają sie castingi do 70-100 pilotów zamówionych przez główne stacje. Walczy się o tzw. “series regular” czyli role stałą w serialu. Po czasami paru castingach do jednej roli, wybiera się 3-5 aktorów którzy przechodzą do etapu “testu” dla stacji. Przed tym testem trzeba podpisać umowę, która tak naprawdę ustala stawkę i warunki potencjalnie, na następne 7 lat twojego życia!

Negocjacje są trudne, bo nie chcesz być “droższym” aktorem i mieć ewentualnie mniejsze szanse żeby ciebie wybrali, ale też chcesz upewnić się, że dobrze zarobisz. Test do stacji wygląda trochę jak występ w teatrze, bo odgrywa się te same sceny, co na castingu, ale przed salą wypełnioną facetami i kobietami w garniturach.

To musi być stresujące.

Bardzo. Niektórzy z nich czasami nawet nie przeczytali scenariusza, wiec nie znają kontekstu sceny. 2-3 aktorów przechodzi dalej, tym razem do testu dla studia, które będzie produkować pilota dla tej stacji. Ta sama sytuacja, inna sala. Aktor który wygra role, zaczyna kręcić pilota za którego dostaje zazwyczaj pół wynegocjowanej stawki za jeden odcinek. Każda stacja ogląda w maju nakręcone piloty i z tych wszystkich wybierają jakieś 20 które stają się serialami na jesień. Czasami na tym etapie wymieniają tez aktorów. Seriale maja swoje premiery w wrześniu i czasami jak nie maja oglądalności to są ściągnięte z grafiku nawet jeżeli nie były jeszcze wyemitowane wszystkie jego nakręcone odcinki.

Z tych ok 20, może 3-5 przechodzi do następnego sezonu i może jeden zostaje hitem…dlatego właśnie praca aktora jest szalenie niepewna i trzeba sobie często przypominać, ze nawet samo wygranie testu dla stacji jest osiągnięciem, nakręcenie pilota- sukcesem, a bycie w wyemitowanym serialu- cudem.

Zdarzyło Ci się odrzucić rolę, która później stała się hitem?

Tak, to było dość dawno i tak naprawdę ciesze się, że tej roli nie przyjęłam bo byłabym trochę zaszufladkowana i widziana w jednym typie roli. Życie aktora to winda, góra-dół, szczególnie jak się ryzykuje i nie podpisuje “stałych” paroletnich kontraktów z pewną stawką, ale może mało ciekawą rolą. Ja non stop tak ryzykuje. Były takie lata, gdzie albo nie wygrywałam nic, albo filmy się rozpadały i żyłam z oszczędności i tantiemów. Artystycznie zawsze nie przestawałam być aktywna, dlatego wyprodukowałam dwa filmy i zaczęłam malować obrazy.

Jak to malujesz? Nigdy o tym nie słyszałem.

Dopiero niedawno zaczęłam o tym opowiadać kiedy zaczęły się sprzedawać. Maluje zazwyczaj duże formaty. Każdy z nich ma duchowe przesłanie, czy ukryte słowa, które mają ogromną energetyczną moc. Jeden obraz maluję czasami przez sześć miesięcy, bo często muszę zaczynać od początku, jak mi coś nie pasuje. Nigdy bym nie pomyślała, że kiedyś te obrazy będą kupowane przez kolekcjonerów, a tak się jakimś cudem teraz dzieje. Jak zobaczyłam, że jeden z nich wisi kolo dzieła wartego 5 milionów, byłam w szoku.
Malujesz w domu?

Tak, przerobiłam jadalnie na pracownię. To jest brudna robota, bo ten pokój jest zawalony farbami, klejami – co mnie bardzo denerwuję, ponieważ uwielbiam porządek. Z drugiej strony kocham spędzać godziny na malowaniu, patrzeć jak moje odczucia i pomysły się materializują, w zaciszu domowym. To jest na pewno pewna forma medytacji.

Jesteś też bardzo aktywna na Instargamie.

Wraz z moimi zdjęciami, w opisach staram się przekazać coś znaczącego czy pomocnego. Zaczynam właśnie nowy projekt na moim Instagramie. Będę pokazywać krótkie filmiki z moimi poradami randkowymi, czy poradami w sprawach sercowych, wszystko oczywiście z poczuciem humoru.

Jesteś ekspertką w tym zakresie?

Ekspertem na pewno nie, ale wszystkie moje koleżanki i koledzy wydzwaniają do mnie, bo podobno “uzdrawiam” ich życie miłosne. (śmiech) To właśnie oni mnie namówi do tego projektu, bo jak twierdzą "będą wtedy mogli anonimowo wysłać linka do filmiku swojemu chłopakowi czy dziewczynie i mnie już nie męczyć” (śmiech).

Mam bardzo zdrowe podejście do “randkowania” i związków. Jestem może trochę staroświecka w swoich poglądach, ale uważam, że mężczyzna powinien zabiegać o względy kobiety, oczarować ją, być szarmancki, a nie na przykład zapraszać kobietę na randkę do restauracji, a potem wyciągać telefon żeby sprawdzić ile wynosi połowa rachunku który przyniósł kelner. To przydarzyło się mojej koleżance. Jeżeli facet jest sknerą nie będzie też szczodry w uczuciach. Taka prawda. (śmiech)

Czekasz na księcia na białym koniu?

Akurat nie. Psychika kobiety po prostu inaczej funkcjonuje. Mężczyzna musi mieć poczucie, że zdobywa swoją partnerkę. Wtedy docenia, kiedy dostaje coś w zamian. To wszystko rozgrywa się w podświadomości. Przerobiłam te schematy w swoich związkach. Przez lata nie rozumiałam dlaczego dając z siebie wszystko, nie motywuje faceta, żeby starał się i robił dla mnie więcej, ale wręcz przeciwnie. To jest trochę pokręcone, ale mężczyznom obniża się poczucie samowartości, kiedy podświadomie czują ze “nie zasłużyli” sobie na to coś miłego czy kochanego co zrobiła dla niego kobieta.

Mówiąc krótko: poddajesz kandydatów na chłopaka różnym testom.

To nie są testy. Ja, tak jak wszyscy staram się zrozumieć jak działa mózg płci przeciwnej i jak funkcjonować w związku i czego w nim oczekiwać. Cały czas popełniam błędy. Na przykład zbyt często staram się być dla facetów "mamusią". Według bardzo szanowanej terapeutki od związków Patricii Allen, zasada jest prosta - na pięć rzeczy, które facet ci daje czy robi dla ciebie, ty dajesz mu dwie. To było trudne dla mnie, ale jak przestałam robić tyle dla swojego chłopaka, ale bardziej “być” dla niego, nagle on poczuł pewną siłę i stał się bardziej męski i opiekuńczy.

Dlatego jestem jak najbardziej za tym, może staroświeckim podziałem w związku. Niech mężczyzna martwi się i dba o dobrobyt, bezpieczeństwo a kobieta wspiera go duchowo, inspiruje i dmucha w ognisko domowe. Nie oznacza to, że nie może się tez spełnić zawodowo, czy nawet zarabiać więcej, ale jak wraca do domu, nie ma nic dla niej cudowniejszego niż bycie świadomym, że może wtedy być płcią piękna i liczyć na swojego partnera. On będzie się czuł spełniony w roli opiekuna, a ona radosna, że może mu sprawić przyjemność gotując mu, wyglądając pięknie zarazem pozwalając sobie być przy nim krucha i delikatna..

Jak będzie technicznie wyglądał ten portal?

To będą minutowe filmiki, gdzie będę przekazywała porady przytaczając śmieszne przykłady z absurdalnych opowieści randkowych. Czasami faceci popełniają mnóstwo podstawowych błędów. Na przykład na mojej ostatniej “pierwszej” randce, facet nie zaproponował aby po mnie nie przyjechać, czy wysłać Ubera (co się ostatnio stało standardem, sugerującym klasę) i zabrał mnie do kina na film "Lala Land".

Okropny pomysł, w kinie nie mogliśmy nawet porozmawiać, a film był tak romantyczny, że po zakończeniu było nam głupio na siebie spojrzeć, bo jeszcze się w ogóle prawie nie znaliśmy! Po kinie musiałam poprosić, żeby mnie odprowadził do samochodu, chociaż widział, że garaż był ciemny…oj...Te błędy zazwyczaj wynikające z nieśmiałości, ale pierwsze randki to powinna być kolacja w miejscu na tyle cichym, żeby można było porozmawiać i spokojnie ocenić... czy jest chęć na następną randkę.

Korzystałaś z serwisu randkowego?

Zostałam zaproszona do takiego serwisu dla ludzi “kreatywnych” i celebrytów. Oprócz tego, że dużo mi to sprawiło zabawy patrzeć na profile i poznawać niektórych facetów, których jestem fanką (śmiech) Nie bardzo mi się to podobało, chociaż wiem, że tak się teraz ludzie poznają. Uważam, że te wszystkie serwisy randkowe jednak zepsuły cały proces zdobywania kobiety, budowania związku.

Kiedyś mężczyzna musiał przejść przez całą restaurację i zaryzykować odrzucenie. Teraz wyszukuje sobie propozycje jak w sklepie, nie musi mieć do tego "jaj". Wystarczy ściągnąć aplikacje wysłać "serduszko" i tylko dziewczyna będzie o tym wiedzieć jak jemu też wyśle serduszko. Zero ryzyka. To dlatego, mężczyźni dzisiaj, nie wiedza jak traktować i szanować kobietę. Wychodzą z założenia, że jeśli z jedną nie wyjdzie, to przecież w “schowku" są jeszcze "trzy oczekujące" kandydatki. To zabija dzisiejsze relacje damsko-męskie. Nie ma tajemnicy, dreszczu emocji i niepewności.

Ale kobiety też przecież potrafią traktować mężczyzn instrumentalnie.

Oczywiście. Szczególnie w L.A. mężczyźni mają paranoje, że dziewczynom wyłącznie zależy na pieniądzach. Oczywiście takie też są: klasyczne łowczynie majątków. Ale przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że kobieta poznając faceta (czy zdaje sobie sprawę z tego czy nie), od razu ocenia czy on będzie dobrym tatusiem, zapewni jej i dziecku bezpieczeństwo. Dlatego mężczyźni którzy osiągnęli sukces, są zamożni, odpowiedzialni, od razu wydaja się nam bardziej “atrakcyjni”. Nie ma to nic wspólnego z “leceniem na kasę”. Kobieta wie instynktownie, że będąc w ciąży, będzie potrzebować wsparcia emocjonalnego i finansowego…to jest naturalne, ale jest to często odczytywane jako materializm…

Z drugiej strony, kobiety często boją się, że facet chce się z nimi tylko przespać. Muszą sobie jednak zdać sprawę z tego, że mężczyźni oceniają kobiety przez pryzmat ich seksualności, co jest tez naturalne, bo to jest w męskiej podświadomości. Przecież oni tez szukają “matki dla swoich dzieci’ a biust i "kształtowne" biodra to sugerują ... Ale życie intymne i moje tez trochę staroświeckie poglądy na ten temat to dłuższa rozmowa, którą na pewno będę poruszać w filmikach na instagramie, bo mało się o tym szczerze i otwarcie rozmawia.

Rozumiem, że jesteś bardzo wymagająca, skoro jeszcze nie założyłaś rodziny.

Tak, bardzo się cieszę, że ten etap jest jeszcze przede mną. Te wszystkie doświadczenia bardzo mnie przygotowują do bycia żoną i matką. Będę jednak musiała jakoś pamiętać o tych wszystkich “mądrościach", które tu wylewam, jak mi ten “ktoś" zawróci w głowie.

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0Polacy sprzątają Himalaje. Andrzej Bargiel wziął worki i poszedł na lodowiec. "Ilość śmieci szokuje"
MOTO 0 0Skoda Kodiaq, Karoq, Kamiq. Nazwy podobne, ale auta różne. Najlepiej wyjaśnia to… Krystyna Czubówna
0 0Pornografię codziennie oglądają dziesiątki tysięcy dzieci. Rodzice są bezradni
0 0Epidemia wśród dzieci. Do 2030 roku pochłonie 11 mln ofiar
0 0Możesz się pozbyć boomboxa. Ten niezniszczalny głośnik stanie się sercem każdej imprezy
0 0Po 15 latach Scooby-Doo wraca na ekrany kin. Usłyszymy same gwiazdy
0 0Orędzie Dudy jak z kampanii. Cytował Morawieckiego i.... naprawił gafę Macierewicza
0 0"Niemiła niespodzianka". Nowicka oburzyła się tabliczką z "posłem" w Sejmie
dad:HERO 0 0"Trzeba mieć do kogo wracać..." płk Kruczyński z GROM o tym, jak być komandosem i ojcem
0 0Czy kobiecy sutek zgorszył Moneta? Wyprosili matkę, teraz się tłumaczą