Czy mężczyzna bez prawa jazdy jest męski? 8 rzeczy, których kobiety wciąż nie potrafią wybaczyć facetom

Shailene Woodley i Reese Witherspoon w serialu „Big Little Lies” (2017) kadr z serialu
Deklarujemy zapamiętale, że pragniemy równouprawnienia. Nie tylko dla siebie i swoich córek, ale i facetów, którzy wstydzą się płakać na komediach romantycznych nie mniej, niż my krępujemy się siedzieć w rozkroku. Niestety, w głowach wciąż mamy sporo uświadomionych, choć trudnych do pootwierania klapek. Zniechęcamy się do mężczyzn niewpisujących się w pokutujący w naszych głowach model męskości. Poniżej lista grzechów i grzeszków, które popełniamy przeciw równouprawnieniu. Ku samoświadomości i świadomości, że mężczyźni w kwestiach równościowych też nie mają lekko.

Srebrna rączka

Szczęśliwie nie żyjemy już w czasach, w których dobrą żonę poznaje się po tym, jak sprawnie tłucze schabowe i czy smaży je na obligatoryjnym smalczyku. Z kolei kandydat na męża nie musi radzić sobie z naprawą pralki, telewizora i samochodu. Powinien raczej sprawnie google'ować numery majstrów i równie sprawnie się z nimi targować.

Są jednak takie prace, którym każdy mężczyzna, który nie chce stracić w oczach płci przeciwnej powinien podołać. Złożenie szafy z Ikei, powieszenie półki i reszta majsterkowania z poziom podstawowego. Nie chodzi tu tyle o umiejętności, ile o chęć pomocy. Dla większości kobiet niemęskie będzie nie to, że facet nie wie jak skręcić stół, ale fakt, że rozkłada ręce, twierdząc, że nie wie jak to się robi.

Hasło „ja nie jestem techniczny” wciąż ma swoje obostrzenia. Podobnie jak „nie potrafię gotować” w przypadku kobiety. Nikt się krzywił nie będzie o ile sprowadza się to do „średnio się znam i rzadko to robię”, a nie „rozgotowuję nawet makaron, więc nie wchodzę do kuchni”. Głowa do góry panowie, na YouTubie instruktaży jak powiesić półki nie brakuje.

Nie na bal u ambasadora

Jako dziewczynki marzyłyśmy, że pewnego dnia pójdziemy na prawdziwy bal wsparte na ramieniu przystojnego mężczyzny. Jak w bajce o Kopciuszku, księżniczce Sissi lub chociaż jak w „Pięknej i bestii”. Co prawda wśród znajomych próżno szukać ambasadorów i hrabiów, ale mamy do dyspozycji namiastki bali w postaci sylwestrów czy wesel.


Bywa, że na poły formalna sytuacja budzi w naszym partnerze demony. Czy okaże się polewaczem wódki i wodzirejem stolika? A może milczącym kontemplatorem pasztetu z żurawiną? Tak naprawdę sytuacja może być właściwie dowolna – kolacja zapoznawcza z matką, z paczką przyjaciół, komunia chrześnicy. Facet, który mimo swoich lat na karku nie jest w stanie dopasować się do towarzystwa i okoliczności zawstydza. Nie mniej niż Pan Mocna Głowa, który wlewa w siebie kieliszek za kieliszkiem. I to nawet, jeśli nie bełkocze ani nie chodzi post factum zygzakiem.

Niektóre sytuacje towarzyskie podnoszą ciśnienie. Można oczywiście zamknąć się w kokonie z etykietką „taki zestresowany”, ale serio, czy tak właśnie robią dojrzali mężczyźni? Nikt nie lubi się wstydzić przed ludźmi za swojego partnera. Wbrew pozorom niekoniecznie trzeba wejść na stół i tańczyć z butelką whiskey, żeby, jak to mówi młodzież, narobić siary. Bycie mrukliwym milczkiem lub milczącym mrukiem, który nie jest w stanie zadzierzgnąć rozmowy z żadną kobietą, jak świat długi i szeroki jeszcze nie zaimponowało.

Złej baletnicy...

...to i rąbek u spódnicy, mówi przysłowie. Eksternalizacja winy za brak sukcesu na jakimkolwiek polu (od awansu w pracy, po niezostawianie brudnych skarpet przy łóżku) to nawyk u mężczyzn szczególnie niesmaczny.

Przede wszystkim sygnalizuje, że ma się do czynienia z tzw. przegrywem. Innymi słowy mężczyzną zamkniętym na pracę nad sobą, bezrefleksyjnym, wiecznie usprawiedliwiającym się. Kobiety zaczynają związki z facetami, u których boku są sobie w stanie wyobrazić przyszłość. Odchodzą, kiedy czują, że u boku danego mężczyzny nie czeka je już nic nowego ani ekscytującego, bo nie ma on ani siły, ani energii, żeby iść do przodu. Poza tym aktorzy ze spalonego teatru to też najczęściej osobnicy dość smutni.

Z kolei dla przegrywa po 40. tłumaczenie sobie i światu, że szef się uwziął, kolega grał nieuczciwie, a ta durna małolata dostała awans przez łóżko, może okazać się niewystarczające. Na pomoc takim ludziom przychodzi wiara w żydowsko-masońskie spiski, zamachy, przepowiednie starożytnych Majów i aurę.

Jakiś czas temu media rozpisywały się o subkulturze czy też raczej trendzie estetycznym „smutnych dziewczyn”, który miała rzekomo personifikować Lana del Rey. Niestety, smutni chłopcy pod naszą szerokością geograficzną dozwoleni do lat 18. Tak to już jakoś jest, że ze smutkiem bardziej do twarzy jest zawsze jej.

Kij w miejscu wiadomym

Być może kojarzycie „Apetyt na miłość”, TVN-owski program typu reality show w którym singiel lub singielka wybierają na podstawie menu z kim zjedzą kolację. Na kolejną randkę idą z osobą, która bardziej przypadła im do gustu. W jednym z odcinków inżynierka po 50. musi zdecydować pomiędzy przerażającym mężczyzną typu Janusz wtrącającym co i rusz słówka po angielsku i seksualne aluzje, a statecznym rówieśnikiem ceniącym produkty ekologiczne i dobre wino. Kwintesencja najohydniejszych męskich cech tego pokolenia vs „mężczyzna na poziomie”.

Zerkałam jednym okiem znad obiadu na te romantyczne perypetie i ze zgrozą obserwowałam jak skądinąd sympatyczna pani na kolejną randkę decyduje się pójść z Januszem. Po chwili zreflektowałam się. Co tam umiejętność dobrania trunku do obiadu, co tam piękny dom z pokaźną biblioteczką, kiedy tkwisz przy stole z nudziarzem i jedyne, na co masz ochotę to przewracanie oczami ze znużenia. Problem polega na tym, że nie masz do kogo, bo przecież nie do nudziarza.

Pamiętacie kuzyna Collinsa z „Dumy i uprzedzenia”? Elizabeth Bennett zaryzykowała sytuację materialną rodziny, byleby tylko nie zostać jego żoną. Bycie sztywniakiem to cecha, której nadrobienie jest nie lada wyzwaniem. Majątek i eko poziomki nie wystarczą. Choć dowcipne kobiety mają niewątpliwie wyższe notowania niż sztywniary, brak poczucia humoru nie jest na matrymonialnej giełdzie tak dyskwalifikujący, jak dla mężczyzn. Najważniejsze, żeby śmiać się z jego żartów.

Przerzucanie piłeczki

Moja przyjaciółka jako dziewczynka wakacje spędzała z ojcem sportowcem, który raczył ją takimi atrakcjami jak 7 godzin na czarnej trasie narciarskiej, nocne biegi na orientację czy dwa tygodnie w górach z dobytkiem na plecach. Mordercze wyprawy sprawiły, że szybko zaczęła nienawidzić wysiłku fizycznego. Całe liceum migała się od WF-u, a w dobie mody na fitnessy, zumby i trampoliny była tą, która zostaje na kanapie. Kiedy podczas weekendu na Mazurach poszła z narzeczonym na kajaki i okazało się, że co jak co, ale wiosłowanie pod prąd, o kierowaniu łodzią nie wspominając, przekraczają jego kompetencje, zdziwiła się. Nawet nie tym, że luby nie radzi sobie z wiosłem, ale tym jak bardzo ją to irytuje.

Nie trzeba być laską, której imponuje sześciopak i bicek 40, ani nawet lubić sportu, żeby postrzegać mężczyznę, który potyka się o własne nogi, czy nie umie serwować (sport dowolny) jako odrobinę śmiesznego. Z analogicznie nieporadnej ruchowo kobiety nikt śmiał się nie będzie. Ba! Co po niektórych takie dziewczyny potrafią nawet rozczulić. Facet nietrafiający w lotkę od badmintona uroczy? Cóż, sami oceńcie.

Pustka w garniturku

Wiadomo, że lepszy facet wyjęty jak z targów Pitti Uomo, niż jak z targu w Raszynie. Tyle że jest zasadnicza różnica w kobiecym postrzeganiu mężczyzny, który wie jak się ubrać i skrupulatnie to wykorzystuje, od mężczyzny najzwyczajniej w świecie próżnego. Takiego, który przegląda się w każdej mijanej witrynie, a kątem oka zawsze lustruje jakie wrażenie wywiera na otoczeniu. Kiedy podczas weekendu za miastem odkrywa, że nie wziął pomady do włosów, zamiast machnąć ręką, spędzi dwie godziny szukając po lokalnych sklepikach godnego zastępstwa (żel no name przypominający różową galaretkę odpada). To typ mężczyzny, który nadużywa hasła rozwój osobisty, które rozumie jako karnet open na siłownię.

Nie chodzi tu bynajmniej o rozróżnienia z gatunku „jeśli spędzasz w łazience więcej czasu i masz droższe buty niż ja to mamy problem”. Pustych i próżnych facetów jest nam zaakceptować znacznie trudniej, niż takie kobiety. Popkultura przez lata przyzwyczaiła nas do postaci niemających nic do powiedzenia długonogich ślicznotek. Zadbany mężczyzna wzbudza jednoznacznie pozytywną siatkę skojarzeń – światowca, gentlemana, filantropa, podróżnika. Tym sromotniejszy jest zawód, jeśli piękny okazuje się kolesiem, który w wolnych chwilach ogląda memy z piłkarzami na ekranie smartphone'a, a ostatnią książką jaką czytał były „Sekrety urody Koreanek”.

Hojny jakościowo...

Nie trzęście się już, nie chodzi o kolię z rubinami, torebkę za średnią krajową, ani nawet o 3-kilowy bukiet przysyłany do pracy raz w tygodniu. Prawdziwa hojności rozgrywa się na poziomie gestu i pamiętanie o drobnostkach. Co prawda Wilk z Książęcej, który daje swojej lubej perfumy Puma Jamaica (w zestawie z dezodorantem) albo jedną czerwoną różyczkę w celofanie to trochę obciach, ale poza tym – nie przesadzajmy.

Facet, który przez dwa lata nie zdobywa się na heroiczny gest kupienie choćby Kinder niespodzianki dla żartu, ulubionego pieczywa, a kwestię prezentu urodzinowego załatwia kartą podarunkową do H&M-u budzi najpierw niechęć, potem złość. Zwłaszcza kiedy trzeba opowiedzieć przyjaciółce, z którą przez tydzień szukało się dla niego stylowego zegarka i jedwabnych poszetek, że pod choinką znalazłyśmy skarpetki w żabki i romansidło wydane na najtańszym papierze. A dystansując się (na chwilę!) od przerysowań – tak rozumiana hojność to dla kobiet po prostu dowód zaangażowania i opiekuńczości.

W dziewczynkach od najmłodszych lat kształtuje się postawy opiekuńcze, więc często w naturalny sposób zaczynają uzupełniać w lodówce zapasy ulubionego piwka, a z zakupów wracają z nową koszulką dla swojego misia. A że wiemy, że faceci z tzw. gestem i pamięcią do drobiazgów to w tych czasach rzadkość, tym bardziej cenimy te nieme a wymowne dowody afektu.

Samiec beta czy ipsilon?

Czyli mentalna podstawówka i rozgrywający się odwieczny pojedynek między mamusią (teraz grasz ją ty), a kolegami z klasy (obecnie: z pracy). Domena facetów przed 35., choć zdarzają się i cięższe (bo i starsze) przypadki. Jeśli twój luby przyjaźni się z facetami nabuzowanymi tak stereotypami, jak testosteronem i nie traktuje kumpli z przymrużeniem oka niespodziewanie może się okazać, że na jogę z tobą nie pójdzie, bo to „niemęskie”. Podobnie jak używanie olejku do brody i założenie koszuli w kropki.

Jest jeszcze jeden, nie mniej niesmaczny dla kobiet aspekt męskiego towarzystwa.Pamiętam jak na jakimś przyjęciu kilku facetów zaczęło dworować z partnera koleżanki, który ewidentnie nie umiał poradzić sobie w tej sytuacji. Znajoma w końcu wkroczyła do akcji i ukróciła kpiny, ale pamiętam, że post factum była mocno zażenowana. Nawet nie tym, że obcy kolesie uczepili się jej chłopaka, co było oczywiście niesmaczne, tylko faktem, że sam nie potrafił sobie poradzić z zaczepkami. To trochę tak, że chciałybyśmy gdzieś w głębi serca zostać w razie czego obronione przed nacierającym mamutem, więc nie jesteśmy zachwycone, kiedy okazuje się, że to my tu musimy wyskakiwać przed partnera i tupać na rzeczonego mamuta.

Tak jak gros kobiet wyraża wobec siebie zażyłość zdradzając sobie najpikantniejsze sekrety, tak męska przyjaźń często obostrzona jest swobodą we wzajemnym ciśnięciu po sobie. Niektórzy faceci najzwyczajniej nie potrafią odnaleźć się w takich układach.

W niechęci do facetów zdominowanych na jakimś poziomie przez kolegów nie chodzi wcale o walkę o duszę naszego misia. Równie dobrze winny jest tu atawizm. Skoro nasz mężczyzna przestał nagle smarować twarz kremem i zabierać do pracy na drugie śniadanie marchewkę, możemy być więcej, niż pewni, że samcem alfa to on nie jest. I choć mało która kobieta lubi mężczyzn dominujących i nieznoszących sprzeciwu, świadomość, że jest się z facetem stojącym nisko w hierarchii do przyjemnych nie należy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KRAJOBRAZ PO WYBORACH

PIS WYGRYWA W SKALI KRAJU, HISTORYCZNA FREKWENCJA