Nie nazywaj jej "białą śmiercią" – sól to nie drugi cukier. Naukowcy obalili mit o szkodliwości soli

Czy sól nam szkodzi? Prawo autorskie: dolgachov / 123RF Zdjęcie Seryjne
Nadciśnienie, choroby serca i układu krążenia – to główne zarzuty wobec soli, przyprawy podstawowej, składnika, który znajdziemy w niemal każdym przetworzonym produkcie. Bez soli nie wyobrażamy sobie gotowania, mimo że według Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego dzienna dawka sodu nie powinna przekraczać 1500 miligramów – to bardzo mało. Na nieco więcej pozwala nam Centrum Zwalczania i Profilaktyki Chorób (CDC) oraz Agencja Żywności i Leków (FDA) – 2300 mg (jedna mała łyżeczka!). Czy te ograniczenia rzeczywiście są nam potrzebne?

"Masochistyczny eksperyment" - tak nazwał swoją próbę stosowania się do dziennego limitu spożycia soli Tim Carman, krytyk kulinarny z „Washington Post”. Dodał, że eksperyment ten wymagał od niego nieustannej czujności, gdyż ani sprzedawcy, ani obsługa restauracji, które odwiedzał, nie dysponowała dokładnymi informacjami o zawartości soli w daniach i produktach, które mają w swej ofercie czy menu.

Opieszałości kucharzy? A może tak minimalne dawki soli w daniach to rezygnacja z kultury gotowania i wszelkich tradycji? Wiele wskazuje, że raczej to drugie, ponieważ jak się okazuje, za budowaniem mitów wokół szkodliwości soli nigdy nie stała nauka. W sierpniu 2014 roku doktor Aaron Carroll, profesor pediatrii na Uniwersytecie Stanu Indiana na łamach „New York Times” po przeanalizowaniu wszelkich badań dotyczących wpływu soli na organizm człowieka uznał, że ma on „zaskakująco nikłe podstawy logiczne”.

Faktem jest, że spożywanie dużych ilości soli sprawia, że organizm zatrzymuje więcej wody, by zachować równowagę płynów. Z kolei nadmiar wody prowadzi do wzrostu ciśnienia krwi. Jednak mechanizm homeostazy (zdolność utrzymywania stałości parametrów wewnętrznych w systemie), który reguluje ciśnienie krwi, jest bardzo złożony i dotąd słabo zbadany, a teorie o tym, jak wpływa na niego sól oparte są na przypuszczeniach. Świadczy o tym chociażby eksperyment przeprowadzony przez naukowców z uniwersytetu w Emory, którzy przez 10 lat obserwowali 2,5 tysiąca seniorów. Ci codziennie spożywali więcej niż 1500 mg soli. Nie trudno się domyślić, że w funkcjonowaniu układu krążenia wszystkich pacjentów (przypomnijmy – bardziej narażonych na choroby niż ludzie młodzi) nie zaobserwowano żadnych zmian.


Co więcej, w 2012 roku badacze z Uniwersytetu Bostońskiego stwierdzili, że „nadciśnienie wywołane przez sól nie ma związku ze śródnaczyniowym rozprzestrzenianiem się płynów”, a zatem zaprzeczyli hipotezie opartej na zatrzymywaniu wody. W ten sposób dyskusja wokół wpływu spożycia soli na organizm pozostała otwarta.

W świetle najnowszych badań, o ile nie spożywamy dwa razy więcej soli niż przeciętny Amerykanin (nie przekraczamy trzech łyżeczek sodu dziennie), "rzucanie" soli nie przyniesie nam żadnych wymiernych korzyści. Jak pisze Alan Levinovitz w focus.pl, istnieje niewielkie grono ludzi, którzy muszą kontrolować spożycie soli, np. osoby cierpiące na chorobę Ménière’a czy dolegliwość zwaną „nadwrażliwością na sól”. Zatem ograniczanie soli jeśli nie mamy wyraźnych medycznych przeciwwskazań, ma tyle samo sensu, co stosowanie diety bezglutenowej przez osoby, które nie chorują na celiakię.

Źródło: focus.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...