Rozpracował najbrutalniejsze zbrodnie, doprowadził do złapania największych morderców. Jak wniknąć w umysł zbrodniarza?

Kadr z serialu "Mindhunter" (2017)
Francine Elveson, nieśmiałą wychowawczynię klasy dla niepełnosprawnych dzieci znaleziono martwą w budynku, w którym mieszkała z rodzicami. W październikowy poranek 1979 roku, jak zwykle wyszła do pracy. Nigdy do niej nie dotarła. Jej ciało leżało z rozłożonymi rękoma i nogami, miała odcięte sutki, ślady zębów na udach, płytkie rany cięte, wsuniętą do pochwy parasolkę i długopis.


Wcześniej sprawca napisał na jej udzie: „Nie powstrzymacie mnie”, a na brzuchu „Od***cie się”. Morderca wypróżnił się koło ciała, a odchody przykrył ubraniem. Francine została uduszona paskiem od swojej torebki. Na twarz naciągnięte miała własne majtki, a z jej szyi zniknął naszyjnik z wisiorkiem w kształcie hebrajskiego wyrazu „chai”. Ciało zostało ułożone w taki sposób, że przypominało ten symbol, na nim znaleziono nasienie i negroidalny włos. Morderca nie odbył stosunku ani z żywą, ani martwą kobietą.


Śledczy nie potrafili wyjaśnić, kim trzeba być, by dokonać tak obrzydliwej zbrodni. Johnowi Douglasowi to pytanie towarzyszyło, odkąd pamięta. Gdy zapoznał się z aktami sprawy zastanowił się: kim była ofiara i kim mogłaby być osoba, która tak skrzywdziła niewinną kobietę. To właśnie ustalenie tych dwóch perspektyw było pracą legendarnego profilera FBI. Nie wzywano go, gdy znany był motyw zbrodni. Zajmował się sprawami najtrudniejszymi.

- Mordercę macie tuż pod nosem, przesłuchiwaliście go. – powiedział Douglas po zapoznaniu się ze wszystkimi dokumentami w sprawie Francine. Ustalił, że szukać należy białego mężczyzny, w wieku 25-35 lat, niechlujnego, bezrobotnego, nieutrzymującego kontaktu z kobietami, z podstawowym wykształceniem, niską samooceną, bez prawa jazdy.

Takiego, który mieszka niedaleko ofiary, a nawet w tym samym budynku i… ma kolekcję porno z gatunku bondage i sadomaso. Było to jego pierwsze morderstwo, ale jeżeli nie zostanie złapany, zabije ponownie. Chociaż wszystkie przypuszczenia mogą wydawać się wymysłem szaleńca, to na podstawie tego profilu złapano mężczyznę, którego wcześniej usunięto z listy podejrzanych. Dlaczego? Bo miał alibi – przebywał w zakładzie dla umysłowo chorych.


Jak rozumował profiler, żeby ustalić te wszystkie szczegóły? Układając je jak puzzle, ze śladów, które zostawił morderca. Miejsce i czas dokonania zabójstwa wskazywały, że był to czyn spontaniczny: Francine nieraz chodziła schodami, nieraz jeździła windą. Przedmioty wykorzystane w napaści miała przy sobie. Morderca nie miał broni. Nie planował zbrodni. Śledczy doszli do wniosku, że mieszkał w pobliżu, a najpewniej w tym samym budynku. Nikt z sąsiadów nie był zatem zdziwiony jego widokiem.

Seksualna natura napaści wskazywała, że nie mógł to być nastolatek z sąsiedztwa, który znalazł portfel ofiary i oddał go rodzicom kobiety. Chłopak był podejrzewany, ponieważ był czarny, a właśnie włos czarnoskórego mężczyzny znaleziono na zwłokach. Douglas, pomimo sprzeciwów, upierał się jednak, że napastnik był biały. Po pierwsze dlatego, że w tamtym czasie zbrodnie prawie nigdy nie przekraczały granic rasowych, a po drugie czarni mężczyźni rzadko, a nawet w ogóle, nie okaleczają tak makabrycznie ciał.
Brak oznak gwałtu, a raczej posłużenie się substytutami wskazało, że morderca był zakompleksiony, niepewny siebie, a fantazje podsycał masturbacją przy ostrym porno. Wybrał ofiarę drobną, słabą fizycznie, która nie mogła mu się sprzeciwić (nie było śladów walki czy szamotaniny). Był samotnikiem i miał problemy w relacjach z kobietami. Jego obecność wczesnym rankiem w budynku świadczyła o tym, że był bezrobotny i ktoś go utrzymywał. Odcięcie sutków i rytualne ułożenie ciała wskazało, że działał kompulsywnie, najprawdopodobniej miał problemy psychiczne i brał leki. Dlaczego udusił ofiarę? Bo najpewniej sam chciał wcześniej popełnić samobójstwo przez powieszenie. Dlaczego nakrył odchody ubraniem? Albo nie mógł znieść stresu, albo był to rezultat przyjmowania leków.

Trzynaście miesięcy później aresztowano Carmine’a Calabro, którego ojciec był sąsiadem rodziny ofiary. Przebywał w szpitalu dla umysłowo chorych, z którego, jak się okazało, nie trudno było wyjść. Mężczyzna wymknął się i przyszedł do domu. Tam trafił na Francine. A co z negroidalnym włosem? Okazało się, że źle wyczyszczono worek do transportu ciał, więc „dowód” nie miał związku ze sprawą…

Nie tylko teoretycznie
John Douglas nie jest przykładem chłopca, który od zawsze marzył o pracy w FBI. Długo szukał swojej drogi i ostatecznie uwagę skierował w stronę psychologii. Zaczął studia magisterskie, gdy na siłowni poznał Franka Hainesa, agenta FBI. To on namówił go, by złożył podanie. Zaproponowano mu próbny staż i tak został rekrutem, któremu od początku wpajano zasadę, że wielu próbuje, ale nieliczni zostają wybrani. Jemu się udało. Służbę rozpoczął w Detroit, a później pracował w Milwaukee. Ten czas pozwolił mu utwierdzić się w przekonaniu, że nie działa na ludzi onieśmielająco (pracował jako negocjator), chętnie mu się zwierzają, a on ma dar opowiadania historii.
Coraz bardziej intrygowały go procesy myślowe towarzyszące napastnikom. Douglasa kusiło, by odkryć, jaka cząstka psychiki popycha ludzi ku brutalnym zbrodniom i jak je zrozumieć. Analizy miejsc zbrodni pod kątem wskazówek behawioralnych i szukanie pojedynczego elementu lub zestawów elementów tożsamych dla konkretnego mordercy czy gwałciciela stały się jego celem badawczym. Ten unikalny element, trwały przymus, który odczuwa przestępca Douglas nazwał „sygnaturą”, która od tradycyjnego pojęcia modus operandi (łac. sposób działania) różni się tym, że nie jest płynna, nie może ulegać zmianom. Tak zaczęła działać Jednostka Wsparcia Dochodzeń.

W latach 70. niewielu wierzyło, że mogą one w jakikolwiek sposób wesprzeć kryminalistykę. Douglas się jednak nie poddawał i w ramach pracy dodatkowej śledził akta ważnych i głośnych spraw z historii, m.in. Edwarda Geina, na którym wzorowana była postać Normana Batesa w filmie „Psychoza” Alfreda Hitchcocka.
W 1977 roku, mając 32 lata, agent zrobił milowy krok w karierze – został przydzielony do Jednostki Nauk Behawioralnych. Nadal jednak, jak wspomina Douglas, w jego ówczesnym środowisku, zwolennicy tworzenia profili psychologicznych traktowani byli jak propagatorzy wróżbiarstwa czy czarnoksięstwa. Działania jednostki sprowadzały się do szukania logicznych zależności między typem sprawcy a okolicznościami morderstwa. Pomimo pierwszych sukcesów w prawidłowym typowaniu, nadal było zbyt wcześnie, by ogłaszać pełne zwycięstwo.

John Douglas za najbardziej nierozwijające uznawał zajmowanie się sprawami, które znał „ze słyszenia”. Na początku 1978 roku przygnębiony po kolejnych teoretycznych prelekcjach, które wygłaszał przed policjantami z całego kraju, postanowił, że rozpocznie badania. Wielu skazańców, o których się uczył nadal żyło.
W przypadku przestępców seksualnych pojawia się również fantazja, a szczególnie łączenie czynności seksualnych ze śmiercią. Katalizatorem przejścia od wyobrażania sobie takich rzeczy do urzeczywistnienia często są pornografia, krwawe eksperymenty na zwierzętach czy znęcanie się nad innymi ludźmi. A przyczyną najczęściej szeroko rozumiane problemy z kobietami – poczynając od zaburzonych relacji z matką czy siostrami, po późniejszą niepewność z tego wynikającą i nieumiejętność zapoznawania kobiet, znalezienie sobie partnerki.

Johnowi Douglasowi udało się porozmawiać z największymi zbrodniarzami w historii, m.in. z Davidem Berkowitzem, Tedem Bundy'm, Charlesem Mansonem czy Monte Rissellem. Łączył pracę w Akademii FBI w Quantico, jeździł po kraju z programem szkoleniowym dla policjantów, pomagał w kilkunastu śledztwach i odwiedzał w więzieniach morderców i przestępców seksualnych.
Po kilku takich rozmowach agenci mieli pewność – ich pomysł był dobry. Procesy zachodzące w umysłach morderców zaczynały się klarować, potrafili je połączyć z tym, co zastawali w miejscu zbrodni. W 1979 roku do jednostki Douglasa i Resslera, z którymi przeprowadzał wywiady, spłynęło około 50 próśb o stworzenie profilu psychologicznego. Postanowili zebrać wszystkie zdobyte informacje i stworzyć użyteczny system. Wykryli m.in. że większość morderców jest bardzo inteligentna i ma naturalną zdolność do manipulowania innymi, często zabierają części garderoby/biżuterii ofiary jako „pamiątki”, odwiedzają jej grób lub wracają na miejsce zbrodni. Zaczęli ich dzielić na tych zorganizowanych i spontanicznych, którzy dokonują zbrodni pod wpływem impulsu. Profilerzy musieli być dobrze przygotowani retorycznie i merytorycznie, wiedzieć jakim językiem mówić, kiedy pozwolić sobie na wulgaryzmy, a kiedy powrócić do wydarzeń z dzieciństwa czy młodości, by dojść do prawdy. Musieli patrzeć oczami mordercy, ale i wejść w skórę ofiary.

John Douglas pomimo tylu lat pracy z najgorszymi zbrodniarzami w historii nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy morderca rodzi się mordercą. Wskazał jednak na szkodliwość uproszeń: ludziom łatwiej jest pomyśleć, że ktoś jest wariatem, zrzucić winę na pornografię czy genetykę niż postarać się zrozumieć skomplikowane mechanizmy ludzkiej psychiki.

Dlatego równolegle do rozwoju policji i służb zajmujących się najbrutalniejszymi aktami, rozwijać powinno się całe społeczeństwo obywatelskie i to ono winno próbować rozwiązywać problem na poziomie moralnym. Większość morderców jest „produktem” braku miłości i wsparcia od ludzi, którzy w danym momencie życia powinni spełniać te podstawowe potrzeby. – W całej swojej karierze nie spotkałem się z brutalnym przestępcą, który pochodziłby z funkcjonalnej, zapewniającej oparcie rodziny. Uważam, że znaczna większość brutalnych przestępców jest odpowiedzialna za swoje czyny, samodzielnie podejmuje decyzje i powinna ponosić konsekwencje […] Właśnie dlatego uważam, że poza dofinansowaniem policji i systemu więziennictwa potrzebujemy przede wszystkim miłości. Bynajmniej nie upraszczam sprawy – dotykam tu samej istoty problemu”.


Korzystałam z książki "Mindhunter" Johna Douglasa i Marka Olshakera

Polub BLISS na Instagramie

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0O pracy w tym miejscu marzą setki osób. Tylko oferta dla stolarza wzbudziła drwiny
Bella Happy Pants 0 0Mniej powodów do zmartwień. 5 gadżetów – twoje dziecko będzie bezpieczniejsze
0 0Powiedzieli "sprawdzam". Oto, co się stało ze 100 obietnicami partii Kaczyńskiego
0 0Przestajemy wierzyć, że może być inaczej. Polacy wiedzą, kto wygra wybory
WYBORY2019 0 0Pozwolił powiesić plakaty kandydata PiS i teraz żałuje. "Popełniłem błąd i właśnie za niego płacę"
0 0Parodiował niepełnosprawnych? Pszoniak: Trzeba się puknąć w głowę!