„To czyste szaleństwo” – włoski chirurg wyznacza termin i podaje miejsce pierwszego w historii przeszczepu głowy

Salome z głową Jana Chrzciciela  – obraz Carla Dolciego (XVII)
Salome z głową Jana Chrzciciela – obraz Carla Dolciego (XVII)
Jestem pewien, że tę pionierską operację będą pokazywać w telewizji przez najbliższe 100 lat, podobnie jak lądowanie człowieka na księżycu – mówi w rozmowie z „Guardianem” Sergio Canavero, Włoch, który już w grudniu podejmie się pierwszego w historii przeszczepu głowy. Za swoje śmiałe plany zawodowe został już jakiś czas temu zwolniony z kliniki w Turynie.


Technicznie rzecz biorąc Canavero planuje nie przeszczep głowy, ale ciała – zabieg zostanie w końcu wykonany na osobie w pełni władz umysłowych, ale o niesprawnym ciele, której zostanie przeszczepione ciało sprawne pochodzące od osoby u której stwierdzono śmierć mózgu. Jednak w literaturze fachowej przyjęło się nazywać zabiegi tego typu przeszczepem głowy.


Na psach i małpach

Możliwość przeszczepienia głowy, czy raczej symbolizowanej przez nią świadomości od zawsze działała na wyobraźnię. W 1925 roku Michaił Bułhakow napisał „Psie serce” opowiadanie o przeszczepie ludzkiego mózgu psu. Niespełna 30 lat później jego rodak, Władimir Dernichow eksperymentował na szczeniakach – przeszczepiał mi głowy i łapy. Pieski, o ile nie umierały na stole operacyjnym, żyły nie więcej niż 3-4 dni. Dernichow nie usiłował nawet łączyć rdzeni kręgowych szczeniąt, a jedynie układy: krwionośny i oddechowy, których funkcjonowanie nauka znała w 1954 już wystarczająco dobrze dobrze.

Podobnie robili lekarze z Uniwersytetu w Cleverland, którzy w latach 70. podjęli się pionierskiego zabiegu transplantacji głowy małpie. Tym razem operowana przeżyła niewiele ponad tydzień, po czym ciało odrzuciło przeszczepioną głowę. Nie były znane jeszcze środki przeciwdziałające odrzutom przeszczepów.


Potem gwałtownemu rozwojowi uległa transplantologia, ale też etyka w medycynie, prób na zwierzętach było coraz mniej. Sergio Canavero zapowiadał, że przeprowadzi zabieg przeszczepu głowy już cztery lata temu, jednak wówczas większość osób brała go za fantastę. Przed dwoma laty wydał książkę zatytułowaną skromnie „Przeszczep głowy i poszukiwanie nieśmiertelności” i zaczął udzielać licznych wywiadów.

Jego przyszłym pacjentem w tym pionierskim zabiegu miał zostać cierpiący na zanik mięśni 30-latek, Walerij Spiridonow, który najprawdopodobniej wycofał się z przedsięwzięcia. Tożsamość osoby, który trafi pod nóż Włocha nie ujawniono. Wiadomo jedynie, że będzie obywatelem Chińskiej Republiki Ludowej.

Zabieg na 300 rąk

Międzynarodowe środowisko medyczne nie odnosi się bynajmniej z entuzjazmem do operacji. W artykule opublikowanym przez magazyn „Forbes”, etyk medycyny, Arthur Caplan pisze, że taki zabieg nie jest możliwy, ponieważ współczesna medycyna nie wie jak połączyć przerwany rdzeń kręgowy, a gdyby było inaczej bylibyśmy w stanie operować z sukcesem sparaliżowane osoby. Nie ma więc co mówić o transplantacji. Canavero z połączeniem rdzenia kręgowego ma zamiar poradzić sobie używając politlenku etylenu. Ta metoda okazała się częściowo skuteczna w przypadku myszy na których eksperymentował Xiao-Ping Rena z uniwersytetu w Harbinie w Chinach.

To właśnie wraz z nim i jego zespołem Sergio Canavero podejmie się operacji, na której wykonanie na swoim terytorium zgodził się rząd Chin. Czas zabiegu jest szacowany na 36, w porywach do 72 godzin. Będzie w nim uczestniczyć 150 lekarzy, w tym aż 80 chirurgów. Włoch ma się zajmować jedynie próbą spojenia rdzenia kręgowego, inne połączenia pozostawiając chińskim specjalistom. Koszt? Bagatela 15 milionów euro.

Dwie podstawowe kwestie etyczne to po pierwsze marnowanie, w przypadku niepowodzenia, ciała ze zdrowymi narządami, które mogłyby uratować życie innej osobie. Z drugiej strony funkcjonowanie układu krwionośnego i oddechowego to dotychczas największe dokonanie w dziedzinie transplantologii głowy. Osoba, która podda się eksperymentowi będzie liczyła najprawdopodobniej na odzyskanie władzy w ciele, czyli coś, co nie udało się w żadnym z dotychczasowych zabiegów na zwierzętach.

Przed operacją ciała obu pacjentów zostaną schłodzone do 10 stopni Celsjusza, co ma zmniejszyć ich zapotrzebowanie na tlen, następnie chirurdzy częściowo dekapitują obie głowy. W pierwszej kolejności, przy pomocy specjalnych, mikroskopijnych rurek zostaną połączone naczynia krwionośne, aby krew popłynęła jak najszybciej do mózgu osoby operowanej. Potem rozpocznie się spajanie rdzenia kręgowego.

Po zabiegu pacjent zostanie wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, w której ma pozostać przez 3 do 4 tygodni. Tu pojawia się kolejny problem. Specjaliści, między innymi Harry Goldsmith, wykładający na Uniwersytecie Kalifornijskim profesor neurochirurgii jest zdania, że nawet, gdyby Canaverze udało się połączyć rdzeń, utrzymanie kogoś po tak ciężkiej operacji w zdrowiu w tak długiej śpiączce jest mało prawdopodobne.

Oczywiście śmiałe eksperymenty są nieodzowne w każdej nauce, jednak przy tak małych szansach na powodzenie nie powinny być przeprowadzane na ludziach. Oby Sergio Canavero okazał się mniejszym fantastą, niż wydaje się być. Uczelnia w Harbin uhonorowała go honorowym tytułem profesorskim. Grudniowa operacja wygląda w tym świetle jak próba obrony i to obrony tezy nazbyt śmiałej.


Jesteśmy też na Instagramie, śledź nas!

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta
0 0Przekop mierzei przyciąga turystów. Nie wszyscy się cieszą
0 0Będzie nowy serial w świecie "Star Wars". Jest mroczny zwiastun

TRAGEDIA W TATRACH

ANETA OLENDER 0 0"Ludzie mają to gdzieś". Demontaż krzyża na Giewoncie to absurd, problem tkwi gdzie indziej
0 0Dzieci, dwie kobiety i Czech. Wiadomo, kim były osoby, które zginęły w Tatrach

TYLKO W NATEMAT

ELIZA MICHALIK 0 0Przestańcie mówić o “farmie trolli”. Oto, czym naprawdę jest afera w resorcie Ziobry
NOWE INFORMACJE 0 0Tak małżeństwo Szmydt wspólnie mogło niszczyć sędziów na Twitterze

DZIEJE SIĘ

0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem