Co lepiej działa na twoją skórę - skład kremu czy marka? Wyniki naszego ślepego testu nie pozostawiają wątpliwości

Jakie znaczenie dla naszej skóry ma producent kremu? Sprawdzamy
Jakie znaczenie dla naszej skóry ma producent kremu? Sprawdzamy Fot. natemat
Wyjmij z kosmetyczki krem, który stosujesz na co dzień. Delikatnie rozprowadź po twarzy. Poczekaj chwilę, aż się wchłonie. A teraz dokładnie opisz jego działanie. Skóra jest nawilżona? Jędrniejsza? Wyraźnie wygładzona? Możliwe. A teraz spróbuj nie cytować producenta, tylko opisać własne wrażenia i przy okazji zastanowić się, dlaczego stosujesz właśnie ten kosmetyk i jaki wpływ na jego zakup miało umieszczone na pudełku logo.

Negowanie siły sugestii jest wysiłkiem, który wiele z nas podejmuje zadziwiająco chętnie i regularnie. Bo kto nie lubi, raz na jakiś czas, pozarzekać się, że jest odporny na działanie reklam? Że używa tylko sprawdzonych, naturalnych, testowanych w międzynarodowych laboratoriach kosmetyków? Wszystkie lubimy. A to, że te najlepsze z najlepszych są produkowane przez światowe koncerny w fabrykach gdzieś na końcu świata to oczywiście czysty przypadek.

Żarty żartami, ale pytanie o to, czy jeśli ten sam luksusowy kosmetyk dostałybyśmy w opakowaniu pozbawionym wytłoczonych w złocie liter i dodatkowo nie miałybyśmy o jego “luksusowości” pojęcia - to czy nasza skóra po zastosowaniu byłaby tak samo “dogłębnie nawilżona i odżywiona”? Postanowiłyśmy to sprawdzić.
W przeprowadzeniu ślepego testu pomogła nam polska marka Fridge. Różany bestseller z lodówki wybrałyśmy ze względu na krótki skład i brak jakichkolwiek konserwantów. Było to o tyle istotne, że nasze testerki, choć wszystkie o imieniu Agnieszka, miały odmienne potrzeby i wymagania, jeśli chodzi o dobór idealnego kremu. To, co je łączyło, to fakt, że wybierając kremy do twarzy powoli zaczynają już sięgać na półkę z produktami “anti-aging”.

Zanim jednak otrzymały od nas “tajemniczą” przesyłkę, podpytałyśmy Agnieszki, na ile podczas kosmetycznych zakupów kierują się opakowaniem, a na ile jego potencjalną zawartością.
Jakie znaczenie ma dla ciebie skład kremu?
To podstawa. Zawsze go czytam. Z zasady nie kupuję marek luksusowych, bo uważam, że tu płaci się głównie za opakowanie i logo. Oczywiście, że cudownie jest testować krem za 1500 zł, ale w życiu sama nie kupiłabym takiego produktu. W tej kwestii wyedukowała mnie koleżanka, która prowadzi badania składów kosmetyków. Dzięki niej wiem, że większość produkowanych masowo kremów bazuje, w gruncie rzeczy,  na tych samych składnikach.
Czym kierujesz się przy wyborze?
W kwestii kremów moje przyzwyczajenia ostatnio trochę się zmieniły. Jeszcze dwa-trzy lata temu nie wyobrażałam sobie kremu innego niż jeden z tych drogich, markowych, z wyższej półki. Jakiś czas temu dostałam próbkę kremu aptecznego jednej z popularnych marek. Kosmetyczka przekonywała mnie, że ma mało sztucznych składników i jest bardzo dobry, co okazało się prawdą. Wtedy zaczęłam stosować kosmetyki apteczne i już wiem, że nie muszę dać za krem 400-500 zł. żeby otrzymać świetny efekt.
Jakie kosmetyki stosujesz na co dzień?
Na fali moich poszukiwań idealnych kosmetyków przerobiłam zarówno te luksusowe, jak i popularne. Mam cerę trądzikową, skłonną do przebarwień, do przetłuszczania, więc próbowałam chyba wszystkiego (śmiech). Okazało się, że najlepiej służą mi dermokosmetyki. Dzisiaj wybieram więc kremy apteczne, a do tego chodzę do tych aptek, o których wiem, że tamtejszy farmaceuta będzie mi w stanie dobrze doradzić.


Mimo tych “przebojów” z pielęgnacją, nie bałaś się testować naszego kosmetyku w ciemno?
Wiedziałam, że trzeba go trzymać w lodówce, że ma krótką datę ważności - to mnie zainteresowało i dało nadzieję, że być może ten krem będzie dla mnie odpowiedni. Oczywiście, podeszłam do niego z pewną rezerwą - tak jak do wszystkich nowych kosmetyków.
Odbierając „tajemniczy” krem, dziewczyny wiedziały o nim tylko to, o czym wspomniała Agnieszka: produkt, który zamiast na łazienkowej toaletce, musi siedzieć w lodówce i zostać zużyty najpóźniej 75 dni od daty produkcji.

To, o czym Agnieszki nie wiedziały, to że różany Fridge 1.1 to krem, który ma za zadanie opóźniać proces starzenia się skóry i dokonać tego bez żadnej „pomocy” konserwantów:
Fridge
krem 1.1

Krem o niespotykanej ilości substancji aktywnych. Opóźnia proces starzenia się skóry. Substancje aktywne (zawarte m.in. w olejku różanym) wnikają przez warstwę naskórka do skóry właściwej. Zapewnia to prawidłowe odżywienie tkanek i wydalanie toksyn. Dzięki zawartości oleju różanego działa uelastyczniająco i antyoksydacyjnie.

Cechą charakterystyczną oleju z róży jest niezwykle wysoka zawartość witaminy C! Jest ona silnym antyoksydantem, co w praktyce oznacza, że neutralizując wolne rodniki zapobiega powstawaniu zmarszczek. Witamina C wyrównuje koloryt skóry, rozjaśnia ją i redukuje przebarwienia. Gdy przeniknie do głębszych warstw skóry stymuluje syntezę kolagenu -rusztowania skóry - wpływając korzystnie na jej jędrność i elastyczność.

Skóra staje się mocniejsza i pełna blasku. Krem chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Zawiera naturalny filtr UV.

Tyle obietnic producenta. O odpowiedź, czy są to słowa, które rzeczywiście same nasuwają się w trakcie stosowania kremu Fridge, zapytałyśmy dziewczyny po kilku tygodniach testów.
Pierwsze wrażenia?
Podejrzewam ten krem o naturalne składniki, bo ma krótką datę ważności. Poza tym, w jego zapachu nie ma sztucznych nut: czułam zioła – nawet nie kwiaty, czy wanilię, ale właśnie zioła. Zwróciłam też uwagę na kolor, bo kremy zazwyczaj są białe czy przezroczyste, a ten -lekko żółtawy. Słoiczek jest niewielki, ale to dobrze, bo krem jest bardzo wydajny. Wystarczy niewielka ilość, aby rozprowadzić go na całej twarzy.
Jakie efekty zauważyłaś?
Krem szybko się wchłania i pozostawia na skórze miłą poświatę. Dawał poczucie lekkości na twarzy i bardzo dobrze nawilżał – mogę powiedzieć, że skóra go wręcz „piła”. Zdecydowanie nie był ściągający, nie miałam po nim zaczerwienień....
Krem odpowiadał twoim oczekiwaniom?
Ja właściwie jestem osobą nie-kremową. Jestem osobą po 40-stce, ale mam dobrą cerę. Nie mam wygórowanych wymagań: krem musi mieć dobry skład, pozbawiony parabenów, piękny zapach i nie „zostawać” na twarzy, tylko dobrze się wchłaniać. Tyle.

„Tajemniczy” krem kupiłabym sobie sama, jeżeli nie kosztowałby fortuny. Jest wydajny, miły zapach. Problem mam jedynie z jego “nadwydajnością” - nie wiem, czy w 2,5 miesiąca zużyję cały słoiczek (śmiech).
Na co zwróciłaś uwagę w pierwszych dniach testów?
Zapach. Nie lubię kremów pachnących, ale ten zapach jest bardzo subtelny. Jako osoba, która z góry odrzuca kremy pachnące, mogę powiedzieć, że ten jest ładny. Wydaje mi się, że to jest jakaś owocowa nuta - mango? Może brzoskwinia, albo morela? Mogłam się zasugerować kolorem. Bardzo odpowiada mi konsystencja - przypomina mus. Dzięki temu krem jest bardzo lekki. Kiedy nakłada się go na twarz, to cera momentalnie robi się gładka.
Jak opisałabyś efekty stosowania?
Mam problem ze strefą “T”, która niestety się świeci. Mam wrażenie, że po zastosowaniu tego kremu sebum wydziela się trochę mniej intensywnie. Z kolei w miejscach bardziej suchych, na policzkach, skóra jest fajnie nawilżona.
Podejrzewam, że krem ma właściwości lekko liftingujące. Nie powiem, że zauważyłam diametralną różnicę, bo stosuję również różne inne zabiegi typu mezoterapia, które procesy starzenia opóźniają, ale jestem w stanie stwierdzić, że na pewno nie jest to „słaby” krem. Jest bardzo dobry. Nawilża, ale nie obciąża skóry i nie powoduje „świecenia”. Kiedy tylko dowiem się, co to jest za krem, chętnie się przerzucę.
Co najbardziej przyciągnęło twoją uwagę?
Krem ma fajną konsystencję. Bardzo ładnie pachnie - coś jakby mango. kolor też ładny, żółciutki. Generalnie bardzo dobrze się sprawuje.

Jak opisałabyś sposób jego działania?
Krem szybko się wchłania. Nie zasycha na twarzy. Po zastosowaniu niektórych kremów można mieć wrażenie, że tworzą gipsową maskę – trzeba trochę poruszać twarzą, żeby się jakoś tam względnie wchłoną (śmiech). A ten wchłania się bardzo szybko, nie zostawia maski. Skóra jest bardzo gładka, mniej się „tłuści”.
Zaraz po zastosowaniu twarz jest rozświetlona, skóra staje się jaśniejsza - zauważyłam to zwłaszcza w weekendy, kiedy się nie maluję. Dodatkowo, mam mniejsze zaczerwienienia na twarzy. To pewnie kwestia dodatkowej suplementacji, którą stosuję, ale mam nadzieję, że krem również krem się do tego przyczynił.
Jedyny problem, jaki miałam podczas jego stosowania to fakt, że musiałam go trzymać w lodówce, a nie na widoku, w łazience. To jest właściwie jedyny mankament, który, z drugiej strony, uwiarygadnia ten krem jako naturalny...
Gdyby Fridge miał stworzyć opis produktu na podstawie opinii naszych testerek, z kremu „różanego” powinien zmienić nazwę na „ziołowy”, „owocowy” lub „mango”. Wychodziłoby więc na to, że wolne od odgórnych sugestii zmysły potrafią nas lekko oszukać. Co ciekawe, skórę oszukać jest już dużo trudniej – naturalne i zarazem intensywne działanie wszystkie Agnieszki rozpoznały bez pudła. A właściwie pudełka – bez logo.

Artykuł powstał we współpracy z Fridge.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...