Co ma Freud do kanapy, czyli po co psychoanalitykowi ta kozetka?

Reklama Prady z 2012 roku w reżyserii Romana Polańskiego kadr z You Tube'a
Nawet jeśli nigdy (jeszcze!) nie korzystaliście z usług terapeuty, z pewnością wiecie, że obowiązkowym elementem wyposażenia każdego gabinetu jest ona – kozetka. Choć zgodnie ze słownikową definicją kozetka to „kanapa bez oparcia używana w szpitalach i gabinetach lekarskich” przeciętnemu użytkownikowi języka kojarzy się raczej z psychoanalizą, niż z meblem na którym siadamy u ortopedy (ten nazwiemy prędzej „leżanką”). Co ciekawe, nie ma żadnych naukowych dowodów, że ten w pewnym sensie kultowy mebel ma jakikolwiek wpływ na powodzenie terapii.

Na temat kozetki i jej znaczenia w terapii powstało wiele tekstów. Jednym z nich jest artykuł „Kozetka jako ikona” (Psychoanalytic Review, luty 2012) autorstwa Ahrona Friedberga i Louisa Linna, w którym podsumowali informacje zebrane w ponad 400 bardziej i mniej naukowych artykułach dotyczących wykorzystania kozetki. Z kolei nowojorski psychoterapeuta i fotograf, Mark Gerald, zwiedził lokalne gabinety, żeby pokazać, że niezależnie od stylu, w jakim zostały urządzone, układ mebli jest przeważnie niezmienny (kozetka stoi tak, że pacjent leży tyłem do biurka psychoterapeuty, najczęściej twarzą do okna).

Mimo braku badań, wielu psychoterapeutów jest zdania, że pozycja leżąca, a także brak kontaktu wzrokowego z drugą osobą ułatwia swobodny przepływ skojarzeń. W psychoterapii freudowskiej to bardzo istotny element – chodzi o wypowiadanie na głos wszystkiego, co tylko przychodzi pacjentowi do głowy. Bez autocenzury, filtrowania informacji, obawiania się „co on/ona o mnie pomyśli”. Tylko w przypadku takiego swobodnego przepływu myśli i skojarzeń możemy, zdaniem psychoterapeutów, przypomnieć sobie wyparte wydarzenia, a z czasem uświadomić sobie ukryte fantazje, lęki i tęsknoty.

Historia użycia kozetki zazębia się z historią psychoanalizy, która chętnie posługiwała się hipnozą. Pacjentów hipnotyzowano właśnie w pozycji półleżącej. Psychoanaliza zaczęła z czasem odchodzić od hipnozy, ale leżanka pozostała.

Kozetka zdaje się pomagać jednak nie tylko pacjentowi, ale i terapeucie. Kiedy widzimy się z drugim człowiekiem twarzą w twarz w naturalny sposób zwracamy baczną uwagę na jego mimikę, utrzymujemy kontakt wzrokowy, do tego staramy się być uprzejmi.

Te wszystkie, naturalne przecież, zachowania, które pozwalają nam na budowanie relacji w gabinecie psychoterapeuty są zbędnym balastem, który do pewnego stopnia utrudnia pracę. W końcu chcemy powiedzieć znacznie więcej, niż powiedzielibyśmy podczas kolacji i to nawet z bliskimi znajomymi. Brak kontaktu wzrokowego zmienia też tempo interakcji i sprawia, że obie strony wychodzą z kolein zwykłej konwersacji.Do tego Sigmund Freud po latach przyznał, że chodziło też o to, że skrajnie męczyło go bycie bacznie obserwowanym przez 8 godzin dziennie.


Lifestyle na:temat jest także na Instagramie, obserwuj nas!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...