Cała prawda o męskim kryzysie wieku średniego. Uwierzcie mi – wiem, co mówię

Autor materiału na co dzień pracuje jako PR manager Volvo Car Poland.
Autor materiału na co dzień pracuje jako PR manager Volvo Car Poland. Archiwum prywatne
Na pocieszenie wymyśliliśmy sobie powiedzonko „życie zaczyna się po czterdziestce”. Złośliwi, czy raczej prawdomówni, zamiast słowa „zaczyna” wolą mówić „zacina”. Niewątpliwie magiczna granica czterdziestu lat jest dla mężczyzn tym, czym dla kobiet menopauza, tylko że u nas wszystko rozgrywa się na poziomie psychiki i być może umysłu. Bez uderzeń gorąca, ale za to z napadem różnych humorów i nastrojów. Weźmy zatem pod lupę kryzys wieku średniego, który zmienia facetów w mężczyzn, a niektórych mężczyzn – z powrotem w chłopców.

O Boże, ja łysieję!
Nie wiedzieć czemu, gdy poziom testosteronu w organizmie się podnosi, większość cebulek włosowych uznaje, że świat poza czaszką może być naprawdę ciekawy i daje dyla. Łysienie androgenowe to ten uroczy placuszek na środku głowy, który jest bolesną i ciężką próbą dla własnej samoakceptacji. Oczywiście są panowie, którzy przezornie wyłysieli przynajmniej 10 lat przed czterdziestką i wtedy wkraczają w kryzys wieku średniego z jednym problemem mniej. My mężczyźni czasem nie zauważamy, że proces przerzedzania włosów właśnie się zaczął. Pomocne mogą być zdjęcia, na których ktoś uchwycił piękno naszej potylicy albo… własna żona. Partnerki mniej sformalizowanych związków chcąc o tym poinformować swego wybrańca często stosują zabiegi dyplomatyczne. Panie związane świętym węzłem małżeńskim częściej mówią wprost, a są to uwagi równie bezpośrednie i bolesne, co cios szpadlem w twarz. „Mężu, ty łysiejesz, ale jak! No zobacz tutaj. Ty się weź do lekarza przejdź. Jak on się nazywał, trycholog chyba, w radiu słuchałam!” Ileż taka niewinna uwaga może zmienić. Próba naprawy sytuacji ma szansę uszczuplić budżet domowy.
Z odsieczą mężczyźnie może przyjść mezoterapia. Jest to, w dużym uproszczeniu, wstrzykiwanie w skórę głowy osocza bogatopłytkowego uzyskiwanego z krwi pacjenta za pomocą specjalnych wirówek. Ceny kuracji od 500 do 3000 zł. Do tego specjalne szampony przeciwko wypadaniu włosów, wizyty u trychologa, dieta i fryzjer – ekwilibrysta. Jest na co wydawać. O tym jak drażliwym tematem może być łysina, niech świadczy reakcja Burta Reynoldsa – słynnego aktora amerykańskiego, którego szczyt sławy przypadał na lata 70-te i 80-te.

Dostał propozycję sesji zdjęciowej, na której mocno widać by było jego zakola. Podobno osobę, która to proponowała dosłownie wyrzucił za drzwi. Wcześniej, gdy otrzymał propozycję sesji zdjęciowej nago – zgodził się. Uznał, że lepiej pokazać się na golasa, niż eksponować tych kilkanaście wstydliwych centymetrów kwadratowych na głowie (po latach jednak przyznał, że żałował, a w trakcie sesji odwagi dodawał sobie alkoholem). W świecie gwiazd znajdziemy więcej inspiracji tego rodzaju. Jerzy Połomski wyznał, że od lat stosował perukę. Jerzy Kryszak postawił na fryzurę z rzadkich, ale za to dłuższych włosów. Jack Nickolson i Sean Connery postanowili kolekcjonować kobiece westchnienia mimo oczywistych braków w tej materii.

Bieganie, siłownia – czyli kult ciała w sile wieku
Około czterdziestki metabolizm zwalnia. Objawia się to tym, że nagle trudno jest dostrzec własne stopy, mimo całkiem dobrego wzroku. Ileż to pięknych określeń ukuto na ten cud natury. Bęben, bandzioch, bebzun, kałdun, mięsień piwny… Właściwie już samo nacechowanie tych słów jednoznacznie wskazuje na to, jaki stosunek do dużego brzucha ma obecnie społeczeństwo. A tu jak na zawołanie około czterdziestki obwód pasa spektakularnie wzrasta. Do wyboru jest zawsze kilka opcji. Samoakceptacja, która przechodzi w bierną postawę obojętności i fitnesową katatonię. Druga opcja to dieta i samokontrola. Większość panów z ogromnym entuzjazmem zaczyna ograniczać jadłospis, by z jeszcze większą euforią go przerwać. Bez piwa, steków, alkoholu, słodyczy, jedzenia wieczorami, fast food’u...


Każdy się kiedyś skatował w ten sposób, ale większość z nas nie daje rady. Znam przypadki, gdy dżentelmeni około 40-tki schodzili na śniadanie hotelowe i nakładali na talerze skromniutkie porcje. Soczek, sałata, jedna kromka ciemnego chleba, jogurt. Tak wyposażeni paradowali obok stolików atrakcyjnych Pań, wciągając swe spore brzuchy. Po skończonym posiłku udawali się do pokojów, by cichaczem pożerać kaloryczne mięsa i inne pochowane potrawy. Ale czego to nie robi się dla fasonu! A jaka jest trzecia opcja? To oczywiście ćwiczenia fizyczne. Bieganie, siłownia, basen, triathlony, maratony. W każdej z tych dyscyplin znajdziemy całe tłumy ludzi około czterdziestki. Znam przypadek dżentelmena w średnim wieku, który zaczął chodzić na siłownię. Randez vous z hantlami odbyło się po wieloletniej przerwie od takich aktywności. Owemu Panu nie brakowało gorliwości. Najpierw bieżnia, potem wiosła, ćwiczenia na brzuch, a potem na ręce.
Po jednym treningu bicepsy jak stal wcale się nie pojawiły. Na skroniach uwidoczniły się jednak żyły, które schowały się dopiero po wielu godzinach odpoczynku. Zakwasy na rękach zamieniły zakładanie płaszcza w prawdziwą przygodę i to przez dobrych kilka dni. Ów nowicjusz skończyłby jeszcze marniej gdyby z sali ćwiczeń aerobowych, przeznaczonych głównie dla dbających o siebie korpoludków, przeniósł się do sali ze sztangami. Tam panowała jednak znacznie gęstsza atmosfera. Oprócz zawiesistego zapachu, także stężenie przekleństw i wyraz twarzy bywalców tej sekcji kazał mu wrócić do wcześniejszej sali. Skoro ktoś dożył czterdziestki, to znaczy że ma tyle intuicji i sprytu, że umie trzeźwo ocenić sytuację, wrzucić bieg wsteczny i zwiększyć szansę na przeżycie kolejnych kilkudziesięciu lat. Pominąwszy strefę ćwiczeń bardzo siłowych, regularne treningi mile ujędrniają ciało, ruch poprawia także nastrój, a skoro lepiej wyglądamy i się czujemy jesteśmy bardziej atrakcyjni dla kobiet. Albo przynajmniej tak nam się wydaje.

Czy ktoś się za mną jeszcze obejrzy?
Wielu Panów marzy o atencji kobiet, ale około czterdziestki u niektórych samców ta potrzeba zaczyna niebezpiecznie graniczyć z desperacją. O iluż to mężczyznach można by powiedzieć, że w starym piecu diabeł pali! To nic, że wdzięk przeminął, a sylwetka idzie w parze z siwizną i modową ignorancją. Z ust takich starszawych kolegów koleżanki z pracy mogą usłyszeć najpiękniejsze i najsłodsze komplementy. Co ważne, są one całkiem szczere, ponieważ wraz z wiekiem człowiek nabiera zdrowego realizmu.

Po pierwsze poprzeczka wymagań co do kobiecego piękna najczęściej zawieszona jest niżej niż to drzewiej bywało. Wzrok nieco słabnie, co przytomnie zauważyli Starsi Panowie w piosence „Wesołe jest życie staruszka”. A do tego dochodzi potrzeba ożywczego flirtu w pracy. No i mamy tercet okoliczności, które mogą zamienić życie jednego, czy drugiego Pana w pasmo nieustającego zachwytu. Ale hola, hola! Wielu Panów ma żony. Ich nienaganna intuicja zawsze podpowiada im, kiedy mąż szuka potwierdzenia swej wartości poza swoim gniazdem.

Oto przykład z życia wzięty. On i ona, po ślubie już dobrych kilka lat. Mija ich mocno podkreślająca swe fizyczne walory niewiasta, mocno wydekoltowana. Jemu ucieka wzrok dosłownie na ułamek sekundy, ale przytomnie odwraca go natychmiast i udaje, że nic nie zaszło. Żona, która nieustannie mówiła przez ostatni kwadrans milknie. To nie cud, lecz najgorsza postać focha, który może zmieść z powierzchni ziemi niewielkie miasteczko, już o pojedynczym mężu nie wspominając. Reszta dnia upływa nieprzyjemnie, ale po jakimś czasie sytuację udaje się opanować. Gorzej, jeśli na krótkim spojrzeniu się nie skończy. Koszty społeczne i te bezpośrednio drenujące kieszeń mogą być znacznie większe. A może nawet i alimenty? Przed kobietami nie chroni nawet salomonowa mądrość. Zresztą sam Salomon miał gigantyczny harem, co świadczy nie tylko o jego potędze, ale także o tym, że można być łebskim facetem, a gdy w grę wchodzą Panie, mózg doznaje dziwnego niedowładu. A około czterdziestki łatwo o tę przypadłość.

Samochody, szaleństwa, pasje...
Sprawdzonym sposobem na podniesienie sobie nastroju na półmetku życia jest zakup kabrioletu albo chociaż odrobinę fajniejszego samochodu, niż maszyna flotowa z serii „sreberko w dizelku”. Znane są przypadki, w których nudziarz i kujon u progu piątej dziesiątki życia przedzierzgał się w rasowego harleyowca z wielgachnym tatuażem. Można jeszcze pójść w wędkarstwo spinningowe, stać się audiofilem, fanem kolejnictwa albo po prostu zrobić coś szalonego. Większość tych hobby słono kosztuje, ponieważ halibuta fajnie łowi się w Norwegii, sprzęt audiofilski to równowartość platynowego kopczyka, a ceny makiet kolejowych warto sobie sprawdzić samemu dokładnie sprawdzając liczbę zer.
Można sobie wybielić zęby, kupić drogi zegarek, zamówić garnitur na miarę albo poszukać grupy wsparcia dla innych, których metryka też pokryła się patyną. O tej patynie chętnie przypomną reklamy radiowe, które mogą zdołować nawet faceta zdrowego jak ryba. W eterze wciąż zachwalają tabletki na zdezelowaną prostatę, pigułki na problemy z potencją, nietrzymanie moczu, gazy, słabe serce, hemoroidy, nadwagę… Po latach archeolodzy po znalezieniu takich archiwalnych reklam mogliby naszkicować piękny portret psychologiczny współczesnego mężczyzny około 40-tki.

Ale przecież nie jest źle
Z drugiej strony właśnie w tym wieku najłatwiej pogodzić się z tym, że nie będzie się już kaskaderem, gwiazdą rocka, prezydentem, Aleksandrem Wielkim, ale wciąż można być dobrym księgowym, wziętym prawnikiem albo niezłym handlowcem. Ja też mogę przestać tracić swoje życie na bezsensowne marzenia o tym kim nie jestem i nie będę i na chwilę wrócić do własnych butów, by przeżywać w pełni to życie które mam, u boku tej, która ze mną jest. Wszak trawa na działce sąsiada zawsze wydaje się bardziej zielona. I tylko trzeba uważać na duże lustra, bo gdy się koło nich przechodzi, można na powrót utracić kruchą pogodę ducha. Kiedy, nie daj Boże, zwierciadło prawdy stanie nam na drodze, wtedy z męskiej piersi wyrwie się: „O nie! Ja znowu przytyłem!” A potem siłownia i znowu znajomy ból rąk przy zakładaniu płaszcza. Przynajmniej tak twierdzi mój kolega.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...