"Isoland" to film o Polakach w Islandii, który udowadnia, że istnieje lek na malkontenctwo

"Isoland" to film o polskich emigrantach w Islandii
"Isoland" to film o polskich emigrantach w Islandii Zrzut z ekranu/YouTube
Może to wyłącznie moja refleksja, ale jakiś już czas temu zdało mi się, że Islandia bardziej niż inne kraje fascynuje Polaków i intryguje swoją niedostępnością. Nawet w niepozornych rozmowach towarzyskich, subtelnie dotykających planów na przyszłość, spotykałam się z zamiarem przeprowadzenia się właśnie na tę wyspę. Słuchałam o kraju idealnym, w którym łatwo dostać dobrze płatną pracę, a po niej można cieszyć się pięknem dzikiej natury. I powietrze czyste, nie to, co u nas. A że zimno? Trudno, taki klimat.

Kraje nordyckie kojarzą się jednak nie tylko z chłodnym powietrzem i zimami, które możemy oglądać już tylko na filmach. Mieszkańców z Północy w ogóle odbieramy jako zdystansowanych, powściągliwych i mało emocjonalnych. Wymieniłam oczywiście skrajne skojarzenia, budowane raczej na stereotypach czy filmach w stylu „Szwedzkiej teorii miłości”. Jeżeli jednak mielibyśmy wskazać to, co utożsamiamy już bezpośrednio z Islandią, to co by to było? Gejzery, lodowce, owce, dzika przyroda i pustkowie? Po filmie Kuby Witka, który można obejrzeć w serwisie YouTube, moja siatka skojarzeniowa uległa totalnej metamorfozie.

Na rowerze dookoła Islandii
Podróżnikowi wystarczyło 45 minut, by stworzyć piękny portret tej odległej wyspy. I zrobił to, co może najbardziej zaskakujące, głosem Polaków. Tych, którzy mieszkają tam zaledwie kilka lub lat ponad dwadzieścia. Tych, którzy opowiadając swoje prywatne historie, malują laurkę obcemu krajowi, który zdawałoby się jest zgoła odmienny od ich ojczyzny. A jednak go pokochali. I nie jest to miłość jednorodna, bowiem bohaterowie mieszkają w różnych miejscach i trudnią się różnymi zajęciami.
Kuba Witek pierwszy raz pojechał do Islandii w 2015 roku. Wtedy postanowił, że objedzie wyspę dookoła. Niespełna pół roku później wylądował w Reykjavíku z rowerem. Swoją podróż relacjonował na portalu „Iceland News Polska” – każdego dnia opisywał swoje doświadczenia i dzielił się zdjęciami. Na swojej drodze spotkał wielu uprzejmych Islandczyków, ale co innego go zaskoczyło.

Na nagraniu wyjaśniającym inspiracje do swojego dokumentu zdradza, że "sam nigdy nie spodziewałby się, że akurat na Islandii spotka tylu ludzi z Polski". Pewnie nie wiedział, że to Polacy są tam właśnie największą mniejszością narodową. I właśnie emigrantom z kraju nad Wisłą poświęcił film. Niektórzy przenieśli się na wyspę, gdy dostęp do internetu nie był tak powszechny, więc często nie mieli pojęcia, gdzie lecą. Ale mieli okazję, którą najczęściej była możliwość zarobku. Inni, którzy w Islandii mieszkają 2-3 lata decyzje tłumaczą chęcią ucieczki, potrzebą zmiany, lepszymi zarobkami czy poszukiwaniem spokoju i oderwania od polskiej codzienności.


Święty spokój
Co najbardziej uderza w produkcji Kuby Witka to właśnie spokój. Ten święty spokój, którego wszyscy sobie życzymy przy każdej możliwej okazji, a najczęściej w poniedziałek rano. Rozmówcy podróżnika nie mają w sobie niezdrowego spięcia. Nawet gdy wspominają o tych mniej ciekawych aspektach Islandii, jak srogie zimy, wybuchy wulkanów czy napływ turystów, to nie ma w tym niezdrowej emfazy. Może dlatego, że zaraz wszelkie minusy obalają tym, co powoduje, że dobrze czują się w obcym kraju – zgoła odmiennym zarówno kulturowo, jak i klimatycznie od Polski.
Bogusia, która na wyspie żyje 26 lat, wskazuje na zadziwiającą ufność i gościnność. Gregor zwraca uwagę na ogólny optymizm i otwartość w stosunku do innych. Podkreśla jednak, że dla Islandczyków kluczowe są chęci przyjezdnych. Jeżeli podejmą próbę nauki języka, zechcą się zaaklimatyzować i zrozumieć ich kraj, to mogą liczyć na ciepłe przyjęcie. Kolejni bohaterowie filmu ostatecznie rozbijają stereotyp niedostępnych i chłodnych mieszkańców północy.

Bezstresowi Islandczycy
Charakteryzują ich jako ludzi, którzy korzystają z życia i nie zaprzątają sobie głów małymi niepowodzeniami. Którzy pracują, aby żyć, a nie odwrotnie, szanują inność i są jej ciekawi.
W jednym momencie bezpośrednio wybrzmiewa, że tej tolerancji i zrozumienia Polacy mogliby się od Islandczyków uczyć.

Może ze względu na położenie geograficzne? A może dlatego, że czas na wyspie płynie jakby wolniej? Więc mieszkańcy nie przejmują się nim w stopniu większym niż to konieczne? Pani Bożena za przykład podaje sytuacje, gdy dwóch kierowców zatrzymuje się na drodze, by porozmawiać przez otwarte okna. Nikt nie krzyczy, nikt nie trąbi, wszyscy czekają aż zainteresowani skończą.
Za ważny pozytyw Polacy uważają również stosunek do pracy i drugiego człowieka. Nikt nie jest traktowany jako gorszy, każdy dostaje swoją szansę, przysłowiowe "pięć minut". Osoba z tatuażami i kolczykami może bez problemu pracować w urzędzie, a wyjścia w szlafroku na ulicę nie skończy się przykrymi uwagami. Islandczycy po prostu nie interesują się tym, jaki model funkcjonowania przyjęli inni ludzie. A jeżeli zrobisz coś źle, to pocieszą, że nic się nie stało. Po prostu następnym razem zrobisz to lepiej.

Raj na ziemi czy wyolbrzymiona laurka?
Przy tak skrojonej narracji można by oczywiście uznać, że „Isoland” jest zbyt cukierkowy i pomija te mniej kolorowe elementy rzeczywistości. Brak pośpiechu, uprzejmość innych ludzi, ogólna akceptacja, a do tego wysokie zarobki i spokój ducha? Nic tylko pakować walizkę, kupować bilet i pędzić na lotnisko.

Odnoszę jednak wrażenie, że Kuba Witek nie nakręcił swojego dokumentu, by komuś udowadniać, że my, tutaj w Polsce, to możemy jedynie dalej narzekać, bo prawdziwy raj to jest w Islandii.
Nie jest to film nastawiony na porównywanie i robienie rankingów. Twórca po prostu, po ludzku wysłuchał opowieści tych, którzy żyją po swojemu. „Isoland” to również dowód ciężkiej pracy, piękne zdjęcia i sprawny montaż, które sprawiają, że to naprawdę przyjemnie się ogląda. Ostatecznie to historie ludzi, a nie rozważania społeczno-polityczne, nie loteria, w której kartą przetargową są ludzkie tragedie. Bo te, mniejsze czy większe, ma każdy.
Uroczysta premiera filmu „Isoland” odbyła się 11 listopada 2017 roku w Ambasadzie Polskiej w Reykjaviku. 11 marca miał swoją „polską premierę” na stronie Icestory. Korzystałam z nagrań Kuby Witka w serwisie YouTube oraz strony Icestory.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...