Polak, przypadkowy pies i 2 tys. kilometrów na piechotę. Ta historia to gotowy scenariusz na film

To pies wybrał sobie Romana Ziębę i jego przyjaciela, Szymona na towarzyszy podróży.
To pies wybrał sobie Romana Ziębę i jego przyjaciela, Szymona na towarzyszy podróży. Fot. Facebook.com/roman.zieba
Ta historia wydaje się tak nieprawdopodobna, że gdybyśmy ją zobaczyli w filmie, wrzucilibyśmy do szufladki ”naiwne kino familijne”. A jednak wydarzyła się naprawdę. Podczas pieszej wędrówki z Turcji do Berlina do Romana Zięby i jego towarzysza dołączył pies. Nie znudził go ani pierwszy kilometr, ani pięć następnych. Pies wybrał ich sobie na przewodników i przeszedł z nimi… 2 tysiące kilometrów.

Trudna droga do pielgrzymowania
Aby zrozumieć i poczuć historię tej szczególnej pielgrzymki warto poznać historię Romana Zięby. Jeszcze kilka lat temu był menedżerem w IBM i właścicielem firmy doradczo-szkoleniowej. Jego życie niczym nie różniło się od życia przeciętnego biznesmena - dużo pracował, dużo wydawał, jak sam mówi, relacje z ludźmi traktował jak biznes. – Cechował mnie egoizm, ludzi traktowałem na zasadzie kontraktu, łącznie z żoną. Czyli ja ci dam coś, a ty mi za to dasz coś innego. Nie na tym polega życie. Praca w korporacji ma sens, gdy ma się rodzinę, którą trzeba utrzymać. Ja jej dziś nie mam. W innym przypadku to tylko bezsensowne pomnażanie majątku, które nie jest mi do niczego potrzebne. Wolę żyć w zgodzie ze sobą – mówi o tamtym etapie życia.

Wszystko zmieniło się w dniu, w którym do jego drzwi zapukała policja. Roman Zięba został oskarżony o udział w grupie przestępczej (sprawa sprzed kilku lat), a następnie aresztowany. Podczas pobytu w areszcie dowiedział się, że jego żona zachorowała na raka. To właśnie wtedy, pełen bezsilności, po raz pierwszy zwrócił się do Boga z modlitwą.

Po wyjściu z więzienia Roman Zięba nie zwolnił tempa, a jego życie w konsekwencji zaczęło zamieniać się w ruinę. Ze współpracy wycofali się wspólnicy, żona zażądała rozwodu, Zięba zbankrutował. Przemiana duchowa, która zaczęła się w nim dokonywać podczas pobytu w więzieniu, teraz doszła do głosu. Roman Zięba ruszył w pielgrzymkę. Pierwszą trasę przeszedł z Częstochowy na Giewont, następne były jeszcze dłuższe (m.in. z Polski do Moskwy i z powrotem). Zrezygnował z pracy w korporacji na rzecz małej pracowni, w której zaczął malować ikony bizantyjskie. Jego życie trafiło na zupełnie nowe tory, a on sam postawił na odbudowę duchową.

O psie, który nie jeździł koleją
"Podzieliliśmy się z nią resztką wody w upale gdzieś w środkowej Turcji i tak już szła z nami. Dzień po dniu. Ponad 2 tysiące kilometrów do Berlina. Bez smyczy" – tymi słowami zaczyna swoją opowieść na Facebooku Roman Zięba. To była pielgrzymka z Libanu, z grobu św. Charbela. Pies dołączył w Turcji. – Spotkaliśmy ją, idąc wzdłuż autostrady niedaleko Izmiru. Panował straszny upał, a ona była bardzo odwodniona i wychudzona. Podeszła do nas ufnie, nie bała się. Mieliśmy tylko 1/3 litra wody. Podzieliliśmy to na trzy części – opowiada w rozmowie z naTemat pan Roman.

Pies ruszył z nimi w długą podróż. Nie zrezygnował, gdy było ciężko lub gdy brakowało jedzenia. A warto zaznaczyć, że średnia długość dziennego odcinka w tym przypadku wynosiła 30 kilometrów. Dużo. Psy towarzyszące na krótkich odcinkach pielgrzymki to podobno norma. Ten zachował się inaczej. Wybrał sobie ludzi na przewodników. Dlaczego? – Prawdopodobnie ten pies miał już doświadczenie więzi z człowiekiem i po prostu jej potrzebuje. Jego opiekun mógł zniknąć z jego życia z jakiegoś powodu, ale pies nadal szuka podobnej więzi – mówi Andrzej Kłosiński, behawiorysta zwierzęcy. – Psy swobodnie żyjące funkcjonują samotnie, samodzielnie i "jakoś" dają sobie radę, ale trzymają się swojego terytorium. Jeśli ten pies opuścił je, oznacza to, że prawdopodobnie potrzeba więzi z człowiekiem u niego zwyciężyła.

– Jest przyjacielem i wiernym towarzyszem w każdej kolejnej drodze – mówi pan Roman. – Bardzo lubi wędrówki. Stała się jednym z nas, jest członkiem wspólnoty Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia. Modlimy się nogami.

Historia pana Romana, którego pies wybrał na przyjaciela na resztę życia, poruszyła ludzi. Post na Facebooku został udostępniony ponad 4 tys. razy, zebrał ponad 15 tys. polubień, a liczba komentarzy sięga prawie 2 tysięcy. Pies zadomowił się u pana Romana i - sądząc po zdjęciach - jest już pełnoprawnym członkiem rodziny. Rodziny, którą pan Roman buduje od nowa.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...