"Kobiety piszą do nas: Cieszę się, że pani mąż ma z panią taki krzyż pański jak mój ze mną". Majdanowie o "Iron Majdan"

Radosław i Małgorzata Majdanowie po raz pierwszy przekonali do siebie Polaków w programie "Azja Express". Okazuje się, że "Iron Majdan" rozbudził pozytywne uczucia ponownie.
Radosław i Małgorzata Majdanowie po raz pierwszy przekonali do siebie Polaków w programie "Azja Express". Okazuje się, że "Iron Majdan" rozbudził pozytywne uczucia ponownie. Fot. TVN
Małgorzata i Radosław Majdanowie to podręcznikowy przykład "power couple". Wprawdzie spokojnie poradziliby sobie w showbiznesie osobno, ale dopiero w duecie zamieniają się w rakietę, której nic nie zatrzyma. Jeśli program "Azja Express" był ich wizerunkowym sukcesem, to program "Iron Majdan" pokazał, że nie przez przypadek. Nie udają, są sobą.

Spotykamy się w plenerze. Majdanowie towarzyszą parom, które walczą w konkursie zorganizowanym w ramach "Iron Majdan". Radosław i Małgosia są wyluzowani, tym razem to nie oni muszą brać udział w "czelendżu". Dlatego zabrali ze sobą dzieci i psy. Tak wygląda ich weekend.

Próbowałam umówić się na rozmowę z wami już jakiś czas temu. Wasz menadżer rozłożył bezradnie ręce. Usłyszałam, że w tym miesiącu macie tylko jeden wolny dzień. Jak w tym szaleństwie znajdujecie czas dla siebie?

Małgorzata Rozenek-Majdan: Mamy to szczęście, że pracujemy razem, więc siłą rzeczy sporo czasu spędzamy razem. Ale faktycznie wymaga to od nas ogromnej ekwilibrystyki. Z organizacji życia codziennego mamy już chyba nawet nie doktorat, a profesurę. Ale jak praca jest twoją pasją i sprawia ci przyjemność, to też inaczej operujesz siłami. Rzadko teraz wychodzimy. Wielu naszych przyjaciół projektantów czy aktorów zaprasza nas na pokazy lub na premiery. Żal nam tego, bo omijają nas ciekawe wydarzenia, ale faktycznie jesteśmy albo w pracy albo w domu z dziećmi.

Radosław Majdan (śmiech): Odpoczywamy w biegu, jak Indianie. Często wykorzystujemy sytuację i staramy się zgrać pracę np. z wypadem rodzinnym. Bierzemy wtedy chłopców, psy i zostajemy sobie na dłużej. Praca w plenerze przechodzi wtedy w piknik rodzinny, tak jak dzisiaj.


”Iron Majdan” odniósł duży sukces. To oczywiście oznacza sporo przyjemnych sytuacji, ale sukces tworzy też presję. Chociażby taką, czy drugi sezon będzie równie dobry. Czujecie to?

M: Czuliśmy presję w chwili, gdy już wiedzieliśmy, że program powstanie, a jeszcze nie zaczęliśmy go robić. Wiedzieliśmy, że po ”Azja Express” są spore oczekiwania. Pojawiła się obawa, czy uda nam się wydobyć ponownie to, co spodobało się widzom. Dzisiaj mamy już za sobą cały sezon i jesteśmy z niego dumni. Jak jesteś sam z siebie zadowolony, to niezależnie od wyników wiesz, że zrobiłeś to dobrze. Mamy tutaj czyste sumienie.

R: Zagraniczny producent pogratulował nam programu jeszcze przed emisją pierwszego odcinka. Mówimy mu, że na razie nic nie wiadomo, a on na to: „Ale dobrze się czujecie z tym, co zrobiliście. To był dla was fun i przygoda, daliście z siebie wszystko, dlatego wam gratuluję”. Ja się trochę denerwowałem przed pierwszym odcinkiem. Niezręcznie ogląda się siebie w telewizji, zastanawiasz się, jak to zostanie pokazane, czy program odda wszystkie emocje i jaki będzie odbiór widzów. Okazało się, że jest bardzo pozytywny.

Co takiego Polakom się w was podoba, dostajecie jakieś informacje zwrotne?

M: Polacy odnajdują w nas siebie. Wiele kobiet pisze do mnie: ”Jak ja się cieszę, że pani mąż ma z panią taki sam krzyż pański jak mój ze mną”. Do Radzia dużo mężczyzn pisze w stylu ”moja kobieta wariuje tak samo jak Małgosia”. Oglądając mnie taką niezdarną podczas zadań, kobiety widzą też trochę siebie. Podobnie jest u Radka i u mężczyzn, którzy do niego piszą.

R: Ludzie widzą w tym programie prawdę. Myśleli, że to będzie reżyserowane, a tu się okazuje, że są perypetie, słabości, walka z zadaniem. Ludziom podoba się, że między nami nie ma rywalizacji, jeśli już, to jest tylko tarcie. Wiemy, że ludzie są zaskoczeni naszą naturalnością. Nawet jak Małgosia ma z czymś problem, to to jest prawdziwe, bo to jest jej problem. Nie próbuje udawać, że sobie świetnie radzi.

Budzicie dużo emocji, czasem również negatywnych. Co was bardziej dotyka: anonimowy hejt w sieci czy docinki od osób związanych z showbiznesem?

M: Ani jedno ani drugie. Jak jesteś szczęśliwy i spełniony, to czujesz w takich sytuacjach pobłażanie. Nie potrafię się denerwować na coś takiego, więc siłą rzeczy mnie to nie dotyka.

R: Na konferencji ramówkowej TVN miałem taką refleksję, gdy oglądaliśmy spot promujący nasz program, że gdybym zobaczył w tym programie którąś z osób siedzących na sali, to bardzo bym jej zazdrościł tych przeżyć. Nic dziwnego, że nie wszyscy nas lubią. Ale ja wierzę, że energia wraca. Cieszę się z tego, co robimy, że mamy rodzinę i że w tym wszystkim jest pozytywna energia. Anonimowy hejt jest i pewnie nadal będzie, my tego nie zmienimy. Nie rozumiem go. Coś w tym chyba musi być, że jad i agresję do kogoś, kogo nawet nie znasz, wylewają osoby, które nie do końca są spełnione. A że my jesteśmy spełnieni, to hejt nas tylko otacza, ale nas nie dotyka.

Znalazłam u was w mediach społecznościowych taki komentarz, ciekawa jestem, co na to powiecie: ”Rado jest the best. Ostatni Romeo świata. Kocha tę Gośkę ponad wszystko. Kochamy Cię Gosia, bo jesteś jedną z nas, super kobietą. Ameryka ma Kris Kardashian, my mamy Gosię”.

M: Wolałabym bardziej…
R: Kochanie, pozytywy, pozytywy.
M: OK. Ale poczekaj, Kris Kardashian to która to jest?

Chodzi o Kris Jenner, czyli mamę Kardashianek.

M (śmiech): No to wolałabym już być Kim! Czy my tu mówimy o kategorii wiekowej?
R: Na pewno chodzi o zmysł organizacyjny.

Kardashianowie mieli swój reality show, którym żyła cała Ameryka. Odważylibyście się na coś takiego?

M: Nigdy o tym nie myśleliśmy, mamy zwyczaj, że nie snujemy takich fantazji. Równie dobrze moglibyśmy zastanawiać się, czy polecimy w kosmos. Poza tym my już mamy reality show. W naszym życiu tyle się dzieje, że mamy ze znajomymi takie powiedzonko: Co nowego w kolejnym odcinku „Keep up with Majdans”.

R: Zgadzam się. Takie gdybanie rodzi niezdrowe emocje, zaraz ktoś do tego coś dopowie. Powiedzenie, że ”prawda sama się obroni” bardzo się w naszym życiu sprawdza. Podchodzimy do tego, co nas spotyka z czystymi intencjami.

Ale przyznacie, że ”Radzio Romeo” to ciekawe zestawienie.

M: Radzio to mężczyzna, który pokazuje, jaki facet powinien być. Ma dużą cierpliwość do mnie, ale też bardzo ważna jest opiekuńczość. Radosław znajduje i wydobywa z kobiety jej dobre cechy. Czuję się przy nim bezpiecznie. Czasem, gdy obserwuję inne pary, myślę np. ”kurczę, ten facet nie powinien tego robić albo mówić… mój Radzio by tak nie zrobił”. Fajnie mieć męża, który jest dla ciebie wzorem męskości.

R: Tu dotykamy ważnej kwestii. Gdybym wziął udział w programie z kolegą, inaczej podchodziłbym do tego, co się tam działo. Pomyślałem jednak, że jestem tu z żoną, jestem z kobietą. Skala trudności w programie była dla Małgosi czasem niewyobrażalna. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy nie podchodzę do tego za bardzo „ahoj, przygodo” i czy niektóre zadania nie są za trudne. Jak jechaliśmy tuk tukiem w Kambodży, zastanawiałem się, czy nie ryzykujemy za bardzo. Albo np. podczas zejścia do jaskini w Gruzji, które dla mnie było wykańczające. Siłą tego programu jest wsparcie i wzajemne zrozumienie tych słabości. Tak też jest w życiu. Facet nie może oczekiwać, że kobieta zrobi wszystko. Ja bym się nawet chyba bardziej martwił, gdyby Małgosia jak NRD-owska lekkoatletka wyprzedzała mnie na każdym kroku. Bardzo mnie rozczula, że może mieć z czymś problem i nie radzić sobie z czymś. To jest też przy okazji takie kobiece…

Będzie drugi sezon ”Iron Majdan”?

M: Nagrania zajmują bardzo dużo czasu, to dobre pół roku wycięte z życia, a przy okazji niezwykła logistyka. Mamy też prywatne plany. Na razie myślimy o tym wszystkim.

(w tym momencie podchodzi Tadzio, syn Małgorzaty, z informacją, że on ”tylko na chwilę”, daje całusa mamie, daje całusa Radkowi i ucieka)

Co powiedzielibyście parom, które potrzebują przypomnieć sobie o sobie nawzajem?

M: Wspólne przeżycia niezwykle łączą. Nie mówię, że trzeba spędzać ze sobą 24 godziny na dobę, ale nie wyobrażam sobie przeżywania przyjemnych chwil bez Radzia. Wiem, że są pary, w których ona jedzie na wakacje z koleżankami, a on z kolegami. Warto zadbać o te wspólne przeżycia.

R: A ja mogę tylko dodać, że wszystko zaczyna się od akceptacji samego siebie. Jeśli akceptujemy siebie tak szczerze, nie jesteśmy niedowartościowani czy niezrealizowani, to łatwiej nam podejść pozytywnie do tej drugiej osoby. Nie ma jakichś podtekstów w tym co się między nami dzieje. Jeżeli jesteśmy wewnętrznie uspokojeni, to też reagujemy na sytuacje dookoła w ten sposób. I dajemy tej drugiej osobie miłość bezwarunkową, bez obciążeń.

M: Kiedyś tego nie rozumiałam, teraz uważam, że to ważne: oprócz tego, że się kochamy, bardzo się lubimy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...