Szach-mat! Te matowe pomadki przejdą każdy test. Mamy też trick, który całkowicie odmieni ich charakter

Matowe pomadki podbiły nasze serca. A co jeśli zaczną się nudzić? Mamy na to sposób.
Matowe pomadki podbiły nasze serca. A co jeśli zaczną się nudzić? Mamy na to sposób. Fot. naTemat.pl
Moda powraca - to zasada, która pozwala nam bezwstydnie składować w szafie ubrania, w których chodziłyśmy pod koniec zeszłej dekady. O ile jednak do wczesnych lat dwutysięcznych mogłybyśmy się spokojnie przenieść tak jak stoimy i zbytnio strojem nie wyróżniać, to w kwestii makijażu jako przybyszki z przyszłości zdemaskowałby nas już pobieżny rzut oka na usta. Kto by pomyślał, że kiedyś równie popularne, co soczyste błyski, staną się aksamitne maty?

Naszym młodszym wcieleniom równie trudno byłoby pewnie uwierzyć w zapewnienia producentów o tym, że jeśli rano zapragniemy wyglądać jak modelki - z wysyconymi mocnym kolorem ustami, to przez resztę dnia nie będziemy musiały stosować się do ich zaleceń żywieniowych. Dzisiaj możemy mieć ciastko, zjeść ciastko i nie zostawić na nim całej szminki.

Oczywiście, nie każda marka ma w swoim portfolio maty, charakteryzujące się maratońską wytrzymałością, nie każda dobiera ich skład tak, aby możliwie najmniej wysuszał usta, a znalezienie pomadek, które spełnią obie te funkcje wymaga sporej liczby testów. I to jeszcze zanim zaczniemy w ogóle zastanawiać się, czy dostępna paleta kolorystyczna trafi w nasze gusta. Uf, całkiem sporo kryteriów, jak na pomadki, które miały być bezproblemowe.

Jeśli chodzi o wielozadaniowość, od dawna duże nadzieje pokładamy w kosmetykach Eveline, zwłaszcza że jedna z dostępnych już linii pomadek - Velvete Matt w naszym zeszłorocznym zestawieniu okazała się jedną z najlepszych. Kiedy więc okazało się, że na rynek weszła ich nowość - zestawy Oh! my Lips (matowa szminka plus konturówka), poprzeczka musiała zostać zawieszona wysoko.
Wystawiłyśmy więc maty Oh! my Lips na ciężkie próby. Przez cały dzień jadłyśmy i pilyśmy, na co tylko miałyśmy ochotę. Jak w warunkach totalnej rozpusty radzą sobie nowe pomadki Eveline? Czy dorównują jakością naszym ulubionym Velvete Matt? Poniżej znajdziecie wyniki naszych redakcyjnych testów.


Uwaga bonus! Maty to nie wszystko!

Jeśli maty przetrwają na ustach cały dzień - świetnie. Tylko co, jeśli przed nami jeszcze noc? Eveline podsunęło nam genialny pomysł na to, jak błyskawicznie podkręcić mat i nadać mu holograficznego błysku. Ale o tym za chwilę - najpierw testy Oh! my Lipss.

Paleta kolorystyczna

Kolekcja Oh! my Lips składa się z siedmiu pastelowych i nude’owych odcieni oraz jednego, bardzo intensywnego czerwonego. I to właśnie o to, kto ma testować odcień nr 05, Red Passion toczyły się boje. Intrygujący przygaszony karmin momentalnie podbił nasze serca, bo i to właśnie on najbardziej się na tle innych kolorów wyróżnia.
Reszta palety jest bardziej zachowawcza, co wcale nie oznacza że nudna. Brązy mają pigment dobrany w punkt: ani jaśniejszy odcień (01 Neutral Nude), ani ciemniejszy (02 Milky Chocolate) nie przekraczają tej cienkiej granicy, kiedy ciepły czekoladowy kolor staje się zbyt przytłaczający. Z kolei róże - dominanta kolorystyczna kolekcji - zaskakują nasyceniem. Nawet najjaśniejszy nr 07 Baby Nude nadaje ustom intensywny, choć bardzo jasny, pudrowo-różowy odcień.

W kolekcji znalazło się również miejsce dla odcienia, który oficjalnie nosi nazwę Cashmere Rose, ale w redakcji został pieszczotliwie określony mianem “pudrowej śliwki”. Piękny, głęboki fiolet to niestety, opcja tylko dla dziewczyn o ciemniejszej karnacji, co nie oznacza, że nie wzdychały do niego nawet posiadaczki porcelanowych lic.

Aplikacja

Oh! my Lips to pomadki w płynie, choć to chyba nie jest najlepsze określenie. Konsystencja pomadki jest dość gęsta, co jest zdecydowanie jej atutem bo nie ma szans, aby w trakcie nakładania spłynęła nam z aplikatora.Po naniesieniu na usta okazuje się, że formuła OH! my Lips jest lekka i łatwo się rozprowadza nie tworząc przy tym nieprzyjemnej, grubej warstwy.

Zanim jednak zaczniemy nakładać szminkę, obrysowujemy usta dołączoną do zestawu konturówką. I choć kolejne pokolenia makijażystek kładą nam do głów, że szminka bez konturówki jest jak Dolce bez Gabbany, to umówmy się, że nie zawsze dokonujemy tych zakupów jednocześnie.
A prawda jest taka, że konturówki aplikację ułatwiają i kropka. Po obrysowaniu linii za którą nie chcecie wyjechać, wypełnianie obrysu kolorem idzie błyskawicznie - a przynajmniej szybciej niż nanoszenie kolejnych poprawek i wygładzanie krawędzi ust.

Nawilżenie

Tak naprawdę największym testem dla pomadek matowych jest to, jak działają na usta długofalowo, czyli po kilku dniach stosowania non stop. Większość matów w mniejszym lub większym stopniu wysusza skórę - taka ich natura. Jak się jednak okazuje pudrowa konsystencja również może być nawilżająca.
Pomadki Oh! my Lips zaskakują uczuciem, jakie pozostawiają na ustach. Kiedy jednak lekko dotkniecie ust, poczujecie, że nie są one wcale suche - wydaje się, jakby pokrywała je nawilżająca, wazelinowa warstewka. Może się wam wydawać, że kolor się rozmaże, ale spokojnie - nawet dość intensywne próby ścierania na nic się zdadzą.

Przyjemne uczucie nawilżenia to kwestia specjalnej formuły MOIST-IN COLOUR™, którą wzbogaca swoje pomadki Eveline. W składzie znajdziemy również kwas hialuronowy, który poza tym, że również ma działanie nawilżające, stymuluje produkcję kolagenu - substancji spowalniającej starzenie i spłycającej drobne zmarszczki.

Trwałość

Oh! my Lips zdało test trwałości na piątkę - kolor można nosić spokojnie przez cały dzień. Pomadka “zjada się” minimalnie dopiero po kilku godzinach, więc nawet jeśli będziecie nanosić poprawki, to będą one naprawdę kosmetyczne.
W obliczu wyzwania, jakim dla wielu pomadek jest kremowy ptyś czy jabłko Oh! my Lips również poradziły sobie świetnie. Oczywiście, że mając na ustach szminkę zawsze warto zachować pewną dozę ostrożności, ale w tym przypadku nawet jeśli do pałaszowania ciastka z kremem zabierzecie się odrobinę mniej elegancko, makijaż ust ucierpi minimalnie.
Ogólne wrażenie? Oh! my Lips kupujemy bez zastrzeżeń. Genialne, pudrowe kolory i uczucie nawilżonych ust to połączenie, które trudno będzie przebić. Biorąc pod uwagę korzystną cenowo półkę, na której leżą zestawy Eveline (okolice 20 zł za pomadkę i konturówkę), jest spora szansa, że nie poprzestaniecie na zakupie jednego odcienia.

A teraz obiecany sposób na “podkręcenie” matu. Oto on:
W czerwcu Eveline wypuszcza na rynek linię pomadek, czy raczej błyszczyków, HOLO. Nazwa, jak nietrudno się domyślić, nawiązuje do holograficznego blasku, jakim mienią się jego odcienie. Mamy więc połysk, który mieni się różnymi kolorami, w zależności od kąta padania światła. Efekt 3D, który w ten sposób osiągamy, sprawia, że nawet dość wąskie usta natychmiast wydają się pełniejsze.
HOLO mają lekką, nieklejącą się konsystencję co jest szczególnie ważne, bo właśnie dzięki temu można spokojnie aplikować je na matowe szminki, całkowicie zmieniając tym samym charakter makijażu. HOLO można więc potraktować jak czarodziejską różdżkę, która zmienia mat w niezwykły, holograficzny błysk. Zdecydowanie warto mieć ją w kosmetyczce, zwłaszcza że metaliczne detale to trend numer jeden nadchodzącego lata.

Artykuł powstał we współpracy z Eveline Cosmetics.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...