Rezygnujesz z glutenu, bo taka jest moda? Uważaj, możesz być nutrichondrykiem

Coraz więcej ludzi rezygnuje ze składników takich jak m.in. gluten czy laktoza bez wcześniejszych badań. Czy nutrichondria może przerodzić się w obsesję?
Coraz więcej ludzi rezygnuje ze składników takich jak m.in. gluten czy laktoza bez wcześniejszych badań. Czy nutrichondria może przerodzić się w obsesję? Fot. Instagram/ _vionna_c, fabulouslyexhauset
Wykluczyłeś z diety gluten i laktozę, pomimo braku wskazań lekarskich? Coraz więcej ludzi diagnozuje się samodzielnie, sugerując się wiadomościami wyczytanymi w internecie albo trendami, promowanymi przez media i celebrytów. Jeśli jesteś wśród nich, możesz być nutrichondrykiem.

Sprawdź, czy nutrichondria cię dotyczy
Badania organizacji DNA Fit przeprowadzone na grupie 4000 osób udowodniły, że 1 na 3 Brytyjczyków jest nutrichondrykiem, czyli eliminuje ze swojej diety składniki, które - jak mu się wydaje - wpływają negatywnie na jego organizm. Warto wspomnieć, że takie zachowanie zazwyczaj nie jest spowodowane lekarskimi zaleceniami, a samodzielnymi diagnozami, wynikającymi najczęściej z własnych obserwacji i wiedzy czerpanej z mediów.

– Wykluczając jakiś składnik z naszej diety często sugerujemy się wyczytanymi w mediach opiniami ekspertów, celebrytów czy nawet poleceniami lekarskimi, które nie opierają się na przeprowadzonych badaniach, ale zaleceniach specjalisty, wynikających z jego osobistych przekonań. Niestety, na to wskazują moje doświadczenia... – tłumaczy dr Anna Januszewicz, psycholog zdrowia z Uniwersytetu SWPS. – Taka nagła eliminacja pewnych składników może wiązać się z kosztami psychologicznymi, jak również zdrowotnymi. Paradoksalnie bowiem zrezygnowanie z konkretnego składnika, zamiast do uniknięcia, może prowadzić do wystąpienia nietolerancji żywieniowej – dodaje.
Alergie pokarmowe są trudne do wykrycia
We wskazanym badaniu za jedną z najczęstszych przyczyn rezygnowania z określonego składnika, najczęściej glutenu i nabiału, wskazywane jest sugerowanie się opisywanymi w mediach doświadczeniami celebryty. Widzimy podobne objawy, np. tycie, wypryski, wzdęcia i automatycznie wydaje nam się, że takie same są również przyczyny ich występowania, a tak wcale być nie musi. Warto pamiętać, że zarówno kwestie dietetyczne, jak i zdrowotne są bardzo indywidualne. Nie wyklucza to jednak działania zgodnie z intuicją, zwłaszcza, że diagnozowanie nietolerancji pokarmowych jest bardzo trudne.

– Oczywiście, zawsze warto najpierw skonsultować się z lekarzem - wykonać badania, które potwierdzą lub zaprzeczą naszym przypuszczeniom, co do ewentualnych alergii. Trzeba jednak mieć na względzie, że diagnostyka bywa trudna. Moje doświadczenie wskazuje, ze wyniki, w zależności od metody przeprowadzenia testów, mogą się różnić i w konsekwencji nie dać jednoznacznej odpowiedzi – tłumaczy Anna Januszewicz. – W takiej sytuacji możemy sobie pozwolić na działanie intuicyjne i próbę eliminacji określonych składników metodą prób i błędów. Jeżeli to może pomóc, to dlaczego nie dać temu szansy? Nie zapominając przy tym o zdrowym rozsądku, czyli o tym, by eliminacja nie prowadziła do niedoborów pokarmowych.


Intuicji można więc zaufać, ale trzeba zrobić to mądrze. Wykluczając określone składniki, trzeba pomyśleć o ich odpowiednim zamienniku, który zapobiegnie powstaniu w organizmie niebezpiecznych dla zdrowia niedoborów. Jeżeli decydujemy się na eliminację glutenu czy laktozy tylko ze względu na panująca aktualnie modę, należy wziąć pod uwagę konsekwencje, które będziemy napotykać w codziennym życiu. Przecież gluten to nie tylko chleb a laktoza to nie tylko mleko. Podchodząc do trendów żywieniowych bezrefleksyjnie możemy znaleźć się w sytuacji, w której poza domem nie będziemy mogli zjeść niemalże nic, a cały włożony w specjalną dietę trud, jeśli nasze przypuszczenia okażą się błędne, pójdzie na nic.
Efekt odwrotny od pożądanego
Wykluczanie z diety, bez wyraźnego powodu, konkretnych składników może nie tylko nie doprowadzić do polepszenia nastroju i obniżenia wagi, ale wręcz przeciwnie - może skończyć się tyciem. Zmiana stosunku do jedzenia, np. traktowanie zabronionych produktów jako zakazanego owocu, plus ewentualne niedobory pokarmowe i stres mogą prowadzić do nadmiernego apetytu, którego efektem jest zwykle zyskanie dodatkowych kilogramów.

– Jeżeli jesteśmy z każdej strony bombardowani informacjami, że mleko jest złe, gluten jest niedobry, a mięso najlepiej wykluczyć, to rzeczywiście może to sprawić, że będziemy żyć w stresie, a całą radość i przyjemność jedzenia zastąpią uporczywie powracające myśli "czy powinnam to jeść", "czy aby na pewno mi to nie zaszkodzi?". To nie prowadzi do niczego dobrego – tłumaczy Anna Januszewicz.

Jak do każdego nowego dietetycznego "trendu" tak i do nutrichondrii warto podchodzić z głową. Można potraktować ją jako odłam ortoreksji, również nowego zjawiska polegającego na wpadaniu w obsesję zdrowego żywienia, objawiającą się potrzebą ciągłego kontrolowania diety i lęku przed jedzeniem. Ani jedno ani drugie zjawisko nie jest jeszcze jednak sklasyfikowane jako choroba czy zaburzenie odżywiania. Być może to tylko kwestia czasu.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...