"Nie wypada łazić z brzuszyskiem wypełnionym piwem po ulicy". Sopot walczy z turystami-golasami

Po raz trzeci w Sopocie ruszyła akcja "Stop golasom".
Po raz trzeci w Sopocie ruszyła akcja "Stop golasom". Fot. Agencja Gazeta/Sławomir Kamiński
Widok roznegliżowanych turystów w nadmorskich miejscowościach to standard. Gorzej, gdy plaża myli im się z ulicą i bez skrępowania rozsiadają się w niemal plażowych strojach w restauracjach czy knajpianych ogródkach. Dlatego władze Sopotu postanowiły walczyć z golasami akcją "Stop golasom na ulicy".

Wszyscy znamy ten letni obrazek: żar leje się z nieba i chcemy pozbyć się niemal każdej warstwy naszego ubrania. Jednak jakaś przyzwoitość musi być zachowana. Nie każdy przecież ma ochotę oglądać na miejskiej ulicy nasze wdzięki. Panowie bez koszulek z tęgimi brzuchami czy panie w samych biustonoszach to częsty widok, szczególnie w tych miastach, gdzie obok jest plaża.

Ulica to nie plaża
Jednak plażowy strój nie sprawdzi się na ulicy. Nie wszyscy o tym pamiętają, dlatego władze Sopotu postanowiły przypomnieć, że osoby w bardzo skąpych strojach łamią granicedobrego smaku i psują wizerunek Sopotu. " Chcemy zwrócić uwagę, że osoby w strojach kąpielowych, ale też bez koszulek, spacerujące ulicami miasta i korzystające z ogródków gastronomicznych, łamią pewne normy społeczne. Plaża rządzi się innymi prawami, ale w mieście nie wypada być niekompletnie ubranym"– podkreśla Magdalena Jachim, rzecznik sopockiego magistratu.
Kampania "Stop golasom" wystartowała w Sopocie już po raz trzeci,a przyłączyły się do niej sopockie bary, restauracje i hotele. W witrynach lokali widnieją plakaty, naklejki i ulotki z hasłem "Nieubranych klientów nie obsługujemy". Organizatorzy projektu podkreślają, że głównie chodzi o to, żeby zwrócić uwagę i tym samym zadbać o wizerunek Sopotu.

"Przed wejściem do naszej restauracji przykleiliśmy naklejkę kampanii i przeszkoliliśmy personel, jak powinien obchodzić się z roznegliżowanymi gośćmi. Przede wszystkim trzeba podchodzić do tematu delikatnie, bo nie chodzi o to, żeby kogoś urazić. Należy po prostu grzecznie poinformować klienta, że wolelibyśmy, żeby miał na sobie odzienie wierzchnie" - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim" Dawid Grzechowiak, manager sopockiego lokalu.


Autorem wspomnianych plakatów i naklejek jest trójmiejski artysta Jacek Staniszewski. "Pomysł był prosty. Chodziło o zwrócenie uwagi na to, że osoby, które pojawiają się na ulicach Sopotu w samych kąpielówkach lub bikini, łamią pewne normy społeczne" – tłumaczy autor plakatów w jednym z wywiadów.

Akcję Sopotu poparło dużo internautów, choć niektórzy, tak jak pani Janina uważają, że na trójmiejskich ulicach w dalszym ciągu paradować będą golasy. "Wydaje mi się, że to nie będzie takie proste. Trzeci sezon tej akcji, a sytuacja bez zmian. Mental nie potrafi zaakceptować, że to jednak nie wypada łazić z brzuszyskiem wypełnionym piwem po ulicy, jest w Sopocie i wszyscy mogą mu naskoczyć" – stwierdza.

Turystów obserwuje straż miejska
Oprócz samej akcji turyści spacerujący w upalne dni po ulicach Sopotu są obserwowani przez straż miejską. Ta może oczywiście ukarać golasów, jednak musi dostać zgłoszenie od osoby, która jest zgorszona widokiem roznegliżowanej osoby. Wtedy strażnicy miejscy muszą wylegitymować zarówno sprawcę całego zamieszania, jak i osobę, która dokonała zgłoszenia. Potem kierują wniosek o ukaranie do sądu. Póki co akcja "Stop golasom" odnosi sukces, bo strażnicy miejscy nie mają żadnych zgłoszeń od zgorszonych osób.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...