Połączyła fitness z tańcem ludowym. Teraz chce być Ewą Chodakowską w swojej branży

Justyna Bolek cały czas szkoli nowych instruktorów, którzy będą prowadzić zajęcia Slavica Dance.
Justyna Bolek cały czas szkoli nowych instruktorów, którzy będą prowadzić zajęcia Slavica Dance. Fot. Facebook.com/slavicadancepl
Pewnego dnia obudziła się z pomysłem, który miał nie tylko wywrócić do góry nogami jej życie, ale też wpłynąć na życie innych. Nie miała żadnych wątpliwości, dlatego poszła do pracy i złożyła wypowiedzenie. To był jedynie skromny początek szaleństwa, które dzisiaj ma już nazwę: Slavica Dance.

Trudno stwierdzić, kiedy to wszystko się zaczęło. W dzieciństwie trenowała lekkoatletykę. Chciała - jak mama - zostać nauczycielką WF-u. W liceum niespodziewanie przerzuciła się na taniec ludowy. Dla rówieśników stała się kosmitką, bo to trochę jednak obciach. Gdy po roku wróciła do lekkiej, było już za późno. Wyniki mocno poleciały, a ona stwierdziła, że zmarnowała rok życia. Nie pozostało nic innego, jak przeprosić się z tańcem. Po studiach nie udało jej się znaleźć wymarzonej pracy w szkole, dlatego założyła agencję artystyczną. Od początku kręciła ją ludowość, dlatego szukała pomysłu, jak można odświeżyć wizerunek folkloru w Polsce. Gdy z zespołem cheerleaderek stworzyła seksowną i nawiązującą do ludowości choreografię na mecz, odezwał się do niej Donatan. Powstał klip do piosenki ”Slavica”, w którym to właśnie Justyna Bolek odpowiadała za choreografię. Była wtedy nauczycielką WF-u z Gdańska.

Twoja historia jest trochę jak z bajki. Budzisz się pewnego dnia z pomysłem, który odmieni twoje życie…

To prawda. Pracowałam wtedy w prywatnej szkole jako nauczycielka WF-u. I faktycznie tego dnia obudziłam się z myślą, że stworzę coś swojego. Powiedziałam swojemu chłopakowi, że wiem, co będę w życiu robić: połączę taniec ludowy i fitness. Nie wiem jak, ale to zrobię. Zaczęłam biegać po domu podniecona, mózg wypełnił mi się czymś dziwnym (śmiech). Próbowałam oberki i mazury przerabiać z taktu 3/4 na 2/4 jak w fitnessie

Co twoja mama powiedziała, jak usłyszała, że właśnie złożyłaś wypowiedzenie?

Mama prawie dostała zawału (śmiech). Powiedziała, że jestem nieodpowiedzialna, że skoro mam umowę o pracę i stałą pensję, to ten pomysł jest szaleństwem, bo przecież kocham szkołę. Poza tym jedną firmę już miałam, ale nie bardzo mi szła. Mama się zmartwiła.


Skąd wiedziałaś, że nie zwariowałaś?

Byłam wykończona pewną sytuacją w szkole i wiedziałam, że muszę coś zmienić w swoim życiu, bo zwariuję. Jestem typową artystką, muszę tworzyć. Wkładałam całe serce w tę pracę, a tam, niestety, bardziej niż serce liczyły się pieniądze. Mama po jakimś czasie powiedziała, że to była dobra decyzja, bo prędzej czy później taki stan zabiłby moją pasję do nauczania. Zaczęłabym się po prostu wypalać.

Pomysł, żeby połączyć fitness z tańcem ludowym jest tak oryginalny, że chyba nie mógł się nie udać.

To był dopiero początek. Przeszłam bardzo długą drogę. Najpierw wymyśliłam, że stworzę klip promocyjny. Zaczęłam szukać ludzi wśród zaprzyjaźnionych menadżerów klubów fitness. Ktoś mi polecił Kasię, która - jak twierdził - na pewno zrozumie, o co mi chodzi. Zadzwoniłam do niej, a ona mówi: ”Fajne, ale właśnie mam urodziny, jest u mnie rodzina, mamy grilla, sorry, ale nie mam czasu”. Wiesz, że w końcu wyszła z tego grilla? Przyjechała do mnie na salę fitness i wymyśliłyśmy choreografię. Z perspektywy czasu widzę, że był w tym okropny bałagan. Ale ostatecznie powstał filmik, umieścił go u siebie na Facebooku nawet Donatan, a portale się rozpisały, że promuje Slavica Dance. I coś o tym, że kręci bioderkami (śmiech). Wtedy się zaczęło, a ja wreszcie poczułam spokój i zaczęłam tworzyć.

Nie bałaś się reakcji starych wyjadaczy fitnessowych i tych związanych z tańcem ludowym?

Pewnie, że się obawiałam, jestem normalnym człowiekiem. Otworzyłam firmę w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości, które pomagają młodym przedsiębiorcom rozkręcić biznes. Dostałam na rozwój 80 tys. zł. Najpierw zaczęłam szukać osoby, która skomponuje muzykę ludowo-fitnessową. Wiedziałam też, że muszę opatentować pomysł. Oczywiste też było, że muszę stworzyć własne kroki, czyli na metodykę fitness nałożyć kroki ludowe. Z dnia na dzień uczyłam się nowych tematów, prawnicy uczyli się ich ze mną. To był pierwszy taki produkt na świecie. Wszyscy mieli do mnie milion pytań. Niby było wiadomo, o co chodzi, ale tak naprawdę nic nie było wiadomo. Po ogromnych perypetiach pierwsze szkolenie odbyło się rok później. Do tego momentu były dwie osoby w Polsce, które wiedziały, o co chodzi: ja i Kasia. Telewizje mnie zapraszały, mówiły: ”Chodź, pokaż, co masz”. A tak naprawdę nic nie miałam. Prowadziłam zajęcia raz w tygodniu w klubie w Gdańsku. Ale brnęłam w to.
Te trzy etapy, o których wspomniałaś, pochłonęły całe 80 tys. zł?

Jeszcze zabrakło!

Ile?

Dużo. Przestałam liczyć.

Nie chodzi mi już nawet o rachunki, raczej o ryzyko, które ponosiłaś, podejmując tak szalone i spontaniczne decyzje.

Kiedyś usłyszałam, że w trakcie otwierania działalności, trzeba mieć na koncie czterokrotność miesięcznych opłat. Jak ci zabraknie na trzy miesiące, to weźmiesz z tej górki. A ja z dnia na dzień w szkole złożyłam wypowiedzenie i wydawało mi się, że jak dostałam 80 tysięcy, to złapałam pana Boga za nogi. Nie było tak. Do dzisiaj się uczę. Ale wychodzę z założenia, że pieniądze to taka rzecz, która się cały czas rotuje: teraz są, a za chwilę ich nie ma. Mam dni, kiedy jestem przerażona. Ale chyba ratuje mnie takie podejście, że nie siadam w kącie i nie załamuję się.

Rozumiem, że po drodze miewałaś mnóstwo wątpliwości. A pamiętasz jakiś szczególny moment, który cię dodatkowo zmotywował? Taki moment, który dodał wiary, że się uda.

(cisza)

Nie płacz.

Sorry, to z radości.

Jesteś dumna z siebie?

Mój narzeczony, który mnie bardzo wspiera do dzisiaj, powiedział mi: ”Idź w to, bo odnalazłaś cel i sens swojego życia”. Rodzina i przyjaciele bardzo mnie wspierali. Teraz jak widzę filmiki w internecie, umieszczone przez licencjonowanych instruktorów, na których prowadzą zajęcia, to dostaję skrzydeł. Wiesz, ja to wymyśliłam, to jest moje dziecko.
Ilu jest teraz nauczycieli Slavica Dance?

Jest 50 instruktorów, jedna instruktorka w Anglii i jedna w Nowym Jorku. Slavica Dance tworzą ludzie. Zajęcia są umieszczane w grafikach zajęć w klubach fitness. Jeden instruktor, może prowadzić w tygodniu np. 6 godzin w klubie X, Y lub Z. To zależy od zapotrzebowania w danym mieście bądź regionie Polski. Slavica Dance działa na zasadzie franczyzy.

Domyślam się, że za granicą na zajęcia przychodzi głównie Polonia. Zdarzają się jacyś zaciekawieni obcokrajowcy?

Jak prowadziłam zajęcia w Stanach, to faktycznie przychodziły głównie Polki. Wiesz co jest najfajniejsze? W Nowym Jorku największą furorę robią nasze ciuchy! Jak ludzie widzą łowickie wzory, to po prostu wariują. Amerykanki pytają, skąd to jest. To my im tłumaczymy, że to polskie, a one, gdzie ta Polska. Mówimy Robert Lewandowski, więc jest ”I know, I know!”. I już wiedzą, że jest jakaś polska historia i polska kultura.

Dlaczego ktoś miałby przyjść na twoje zajęcia, a nie na zumbę? Czego można doświadczyć?

Kochamy polską muzykę, a nasza jest tak skomponowana, że będziesz miała ciary na całym ciele. Kobiety mówią, że czują, jak spalają tkankę tłuszczową. Robię doktorat na bazie zajęć Slavica Dance i już po wstępnym pilotażu widać, że są różnice pomiędzy moim treningiem a treningiem grupy kontrolnej. Oczywiście czeka mnie jeszcze dużo pracy oraz nauki, ale nie poddam się! Slavica to naprawdę hardkorowy trening. Kobiety, które chodzą na zumbę mówią, że na moich zajęciach jest lepiej, czują, ze to jazda bez trzymanki. Program jest stworzony w taki sposób, żeby był bezpieczny dla każdego. Obowiązkiem każdego instruktora jest przeprowadzenie krótkiego wywiadu dotyczącego ewentualnych schorzeń.

Co ci się jeszcze marzy?

Marzy mi się, że będziemy dumni z tego, co mamy. Slavica to polski produkt, chciałabym, żebyśmy przestali się wstydzić tych korzeni, bo zwyczajnie nie ma się czego wstydzić.

A nie masz wrażenia, że to się już dzieje? Byłaś w telewizjach, zapraszają cię konsulaty, strojami zachwycają się obcokrajowcy. Nie ma drugiego takiego ambasadora polskiej tradycji.

Chciałabym, żeby cała Polska o tym huczała. Jest Kuczaj, Ewa Chodakowska, Anna Lewandowska… Wszyscy tylko: fitness, fitness, fitness. Dlaczego ludzie nie mogą mówić tak samo o Slavice?
To nadal kwestia promocji. I chyba trochę szczęścia.

Szczęścia na pewno. Dzwoni do mnie np. dziewczyna z Wrocławia i mówi, że była w jednym czy drugim klubie i nie chcą Slaviki. Pyta, co ma teraz zrobić.

Co odpowiadasz?

Staram się osobiście uderzyć do klubu. Ale wiesz, ”dzwoni Justyna Bolek”. A kim jest Justyna Bolek? Gdyby zadzwoniła Ewa Chodakowska i powiedziała ”siema, z tej strony Ewka, wpadamy ze Slaviką”, to by inaczej zagrało. Tego mi brakuje. Ale wiem, że to jest kwestia pracy. Przecież to się krótko dzieje. Pierwsi instruktorzy są od stycznia 2016 roku. Tworzę takie swoje mróweczki, które idą i działają. Wymyśliłam swój program, jesteśmy w klubach fitness i jeszcze mam narzekać? Czasem muszę się na chwilę zatrzymać i spojrzeć na to szerzej.

Może jesteś za skromna. Przydałoby się trochę tupetu.

Jestem sobą. Myślę, że ludzie w tej skromności czują, że działam z pasji. Jak jesteś bucem, to nie masz ludzi dokoła siebie. Poza tym ratuje mnie wzrost. Ludzie mówią na mnie Mała Mi, bo wszędzie muszę się przepchnąć, żeby mnie było słychać. Mała Mi to mój tupet.

To dokąd chciałabyś się jeszcze przepchnąć?


Do świata - to jest moje marzenie. Nie Europa, nie Stany, tylko cały świat.

A od czego zaczniesz?

Chcę odczarować folklor. Chcę, żeby Polacy byli dumni, że są Polakami. Promujmy polskość w nowoczesny sposób.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...