Kilka banalnych gestów zdradza, że nie mówisz prawdy. Ona wie wszystko o psychologii kłamstwa

Natalia Hofman o psychologii kłamstwa wie wszystko. Przed nią nic się nie ukryje
Natalia Hofman o psychologii kłamstwa wie wszystko. Przed nią nic się nie ukryje Fot. Archiwum prywatne
Czy wiesz jak poznać, że twój rozmówca nie mówi prawdy? Natalia Hofman na co dzień zajmuje się psychologią kłamstwa i zdradza nam, jakie sygnały powinny sprawić, że zapala nam się czerwona lampka. Rozpracowywanie kłamcy jest niezwykle intrygujące. Jednak, jak mówi sama Natalia, czasem lepiej żyć w niewiedzy.

Psychologia kłamstwa brzmi tajemniczo. Czym dokładnie się zajmujesz?
Przede wszystkim szkolę z zakresu rozpoznawania kłamstw firmy cywilne, korporacje, banki czy działy windykacji, w których uczę pracowników, jak rozpoznawać kłamstwo u ich kredytobiorców. Oprócz tego przeprowadzam też szkolenia dla służb i funkcjonariuszy - z zakresu rozpoznawania kłamstwa i technik przesłuchań, czyli jak budować odpowiednie pytania i rozmowy, żeby kłamstwo usłyszeć. Warto pamiętać np., żeby dać komuś mówić, bo jeśli wydaje mu się, że nie wyczułeś, że kłamie, to będzie w to brnąć. To ułatwi przesłuchanie i wyciągnięcie pożądanej informacji.

Są jakieś uniwersalne sygnały, którymi zdradza się kłamca?
To skomplikowane. Dużo osób na pewno kojarzy jak działa wariograf - przy badaniu urządzeniem zadaje się cztery pytania, z czego trzy są neutralnymi zapytaniami o pogodę, o plany na weekend etc. Czwarte natomiast jest trudniejsze i to właśnie ono ma pomóc odkryć czy badany odpowie szczerze czy skłamie, te pierwsze trzy pytania to tzw. budowanie punktu odniesienia, który pomaga nam wykryć kłamstwo.

Są pewne uniwersalne gesty typu pocieranie okolic nosa, który jest strefą erogenną (zwłaszcza u mężczyzn) i swędzi, gdy się kłamie. Pocieranie okolic szyi, uszu, tych miejsc, w których zwykle czerwienimy się, gdy się denerwujemy, to też sygnał. Pracuje nasz autonomiczny układ nerwowy i gdy znajdujemy się w stresującej sytuacji, a taką bez wątpienia jest kłamstwo, do tych miejsc napływa krew. To sytuacja z gatunku "walcz lub uciekaj", człowiek się spina, aby skłamać tak, aby nikt nie zauważył, a gdy już jest po kłamstwie, stres odpuszcza i te miejsca zaczynają swędzieć i często dotykamy nosa, szyi czy uszu. Podobnie jest też z pocieraniem kącików oczu, taki gest tak naprawdę oznacza: "nie chcę tego widzieć". Dziecko zakrywa oczy, bo coś nabroiło, bo się ukrywa, a dorosły w takiej sytuacji pociera kąciki oczu.
Można się pomylić?
Jeśli zrobisz dobry wstęp i dobrze zbudujesz punkt odniesienia, co nie jest bardzo trudne, wystarczy po prostu uważnie słuchać i patrzeć, to wówczas szansa na pomyłkę jest mała. To wymaga skupienia, gdy widzisz jak ktoś się zachowuje, to zauważasz też odstępstwa od normy. Przykład - siedzisz cały czas nieruchomo, a gdy zadaję pytanie "Gdzie byłeś wczoraj" albo "Czy odciski twoich palców mogą być na laptopie" nagle zaczynają się ruchy - poprawiasz się, podnosisz na krześle. To nie jest bez znaczenia.


Jestem w stanie w to uwierzyć, bo jak to powiedziałaś to sama aż się wyprostowałam…
Tak, to naturalna reakcja obronna ciała. Człowiek myśli : "no jak to? Ja?!". Trzeba umieć oddzielić dwa zachowania: wzburzenie kogoś, kto jest niewinny i udawane wzburzenie kogoś, kto rzeczywiście powinien zostać ukarany.

Jak to odróżnić?
To wszystko wymaga treningu. Być może to brzmi jak coś prostego, ale naprawdę wymaga długiej nauki. Jak to odróżnić? U osoby niewinnej zwykle pojawia się  wzburzenie, ale nie upór. Obserwujemy kilka krótkich, spontanicznych reakcji, np. mikromimikę - zaskoczenie, gniew, które trwają przez ułamki sekund, nie będą sztucznie przedłużane. Osoba niewinna zapytana o wymiar kary poda bardzo wysoką, winna z kolei wskaże niską, podświadomie się asekurując i obawiając dotkliwych konsekwencji swojego czynu.

Wydaje się, że wiedza, którą masz, powinna być wykorzystywana przy przesłuchaniach, a jednak nie jest to regularna praktyka. Dlaczego?
Wydaje mi się, że to się może zmienić, tylko potrzebujemy jeszcze trochę czasu. Obecnie w Polsce takich specjalistów nie jest wielu. Oprócz siebie, znam jeszcze jedną taka osobę w kraju, choć nie twierdzę, że jesteśmy jedyni. Są też biegli sądowi z zakresu kinezyki, czyli oceny prawdomówności, jednak rzadko korzysta się z ich wiedzy.

W psychologii kłamstwa wszystko opiera się na czynniku ludzkim, który - jak wiemy - bywa zawodny. Dlatego właśnie trudno jest stuprocentowo zaufać opinii eksperta. Człowiek może mieć gorszy dzień, coś przegapić, to oczywiste. Dlatego ja np. zawsze nagrywam swoje przesłuchania, żeby w razie wątpliwości móc przeanalizować zachowanie kolejny raz. To są za grube sprawy, żeby móc sobie pozwolić na niedociągnięcia czy pomyłkę.

Kiedyś uwielbiałam serial "Magia kłamstwa", kojarzysz? Główny bohater zajmował się właśnie rozpoznawaniem kłamstwa, ale wtedy trudno było uwierzyć, że taki zawód rzeczywiście istnieje, mało się o tym mówiło…
Jasne, niektóre odcinki znam chyba na pamięć. Postać głównego bohatera wzorowana jest na Paulu Ekmanie, prawdziwym geniuszu w zakresie emocji, mikromimiki. To on to wszystko opracował. O tym zawodzie wciąż mało się wie i mówi. Ja interesuję się tematyką komunikacji niewerbalnej już blisko 10 lat, zaczęłam nad tym pracować, szkolić się, prowadzić bloga, wygłaszać prelekcje, edukować innych w tym temacie, bo żeby chcieli skorzystać z moich usług muszą przecież wiedzieć czym dokładnie się zajmuję i dlaczego to, co robię, może im się przydać.


Są jakieś kursy, może kierunki studiów, gdzie możemy się tego nauczyć?
Nie ma. Jestem po klasycznej psychologii, później zrobiłam jeszcze dwuletnie podyplomowe studia z zakresu psychologii śledczej. To też nie jest tak, że po tego typu studiach od razu dostaniesz etat, musisz się zdecydować, czy wstępujesz do służb czy idziesz własną drogą. Ludzie teraz zaczęli interesować się takimi sprawami około kryminalistycznymi, ale mało kto zdaje sobie sprawę, jak trudna jest droga do tego typu kariery. Weźmy choćby profilera kryminalnego - zanim zacznie się robić to, co naprawdę się kocha, trzeba kilka lat przepracować na różnych szczeblach w policji.

Jesteś młodą, drobną blondynką, a pracujesz przy trudnych sprawach i przesłuchaniach, wymagających dużej siły. Zdarza ci się, że ktoś nie docenia twoich możliwości albo, właśnie ze względu na wygląd, nie traktuje cię do końca poważnie?

Oczywiście, że tak. Ale całe takie przesłuchanie to gra, która prowadzę. Skuteczny przesłuchujący to ktoś, kto potrafi swoim wyglądem i zachowaniem wzbudzić oczekiwane emocje. Teraz rzeczywiście jestem miła, urocza, mam loczki i sukienkę w kwiaty, ale jak idę na przesłuchanie, zawsze dbam o to, aby strój wzbudzał respekt. Z drugiej strony nie można wpaść w pułapkę efektu aureoli - czasem może się wydawać, że ktoś jest drobniutki, ładniutki, więc na pewno też głupiutki i naiwny. Wtedy możemy to wykorzystać - ludzie szybciej zaufają i więcej powiedzą komuś, kto wydaje im się niegroźny. W większości przesłuchuję mężczyzn, oni widząc kobietę w zasadzie się nie spinają, są bardziej naturalni, wydaje im się, że i tak nic im nie zrobię, więc prościej mi wyciągnąć z nich to, na czym mi zależy.

Możemy stwierdzić jednoznacznie że albo kobiety, albo mężczyźni są lepszymi kłamcami?
Nie, to w większości te same reakcje, wszystko wygląda podobnie. Różne jest to, że kobiety barwniej opowiadają pewne historie, wypowiedzi są bardziej obszerne. Nie mogę też stwierdzić, że to kobiety lub mężczyźni są lepszymi kłamcami. Najlepszym jest ten, który w swoje kłamstwo uwierzy i mówi o tym jako o czymś prawdziwym, co naprawdę się wydarzyło i przy okazji potrafi kontrolować swoje ciało.

Da się tej kontroli jakoś nauczyć?
Da się to wyćwiczyć. Wszystkie gesty, które wykonujemy, możemy opanować, są świadome. Inaczej jest z mikroekspresjami. Ich nie da się powstrzymać, trwają ułamki sekund i to po prostu widać. Wyjątkiem jest sytuacja, w której ktoś ma wstrzyknięty botoks i czoło, na którym maluje się dużo emocji, jest ruchome mało albo wcale.

Czy, gdy wiemy wszystko o mikroekspresjach, to może ta wiedza doprowadzić do popadnięcia w paranoję?
To jest właśnie coś, co zawsze powtarzam na swoich kursach - co się raz zobaczy, już się nie odzobaczy i trzeba się zastanowić, do czego nam taka wiedza będzie potrzebna. Na pewno warto nauczyć się co nieco o mowie ciała, bo to może pomóc nam w relacjach międzyludzkich, choćby przyjmowaniu postawy otwartej w rozmowie z innym człowiekiem, zrozumienia co robić, aby być lepiej odbieranym. Trzeba natomiast uważać, żeby nie zacząć się nerwowo oceniać, bo to może wiele zepsuć. Zaufanie jest ważną wartością.

Można nauczyć się rozpoznawać kłamstwo, ludzie intuicyjnie są w stanie rozszyfrować około 54 proc. sytuacji, w których są okłamywani. U osób przeszkolonych liczba ta wzrasta do 94, a nawet 98 proc. Trzeba jednak pamiętać, że ta umiejętność to też spory ciężar, który nie każdy może chcieć nieść. Każdy kłamie z innego powodu, który nie zawsze łatwo rozszyfrować.

Znajomi nie boją się z tobą rozmawiać? Nie obawiają się, że wciąż ich analizujesz?
Ostatnio chcą wysyłać tylko maile (śmiech). A tak serio - znajomi i przyjaciele wiedzą, że kiedy jestem w pracy to jestem w pracy, ale w sytuacjach prywatnych staram się nikogo nie czytać, nie oceniać, bo po prostu mogłabym zwariować. Też chcę mieć normalne życie i relacje i staram się to chronić.

A jak to wygląda w związku?
Na pewno nie można swojej wiedzy wykorzystywać przeciwko drugiej osobie. Uważam, że w związku najważniejszymi wartościami są zaufanie, szczerość i uczciwość, bez tego raczej długo nie uda się utrzymać relacji, a gdy notorycznie szukamy u partnera symptomów kłamstwa, to jemu też już w pewnym momencie nie chce się starać o nasze zaufanie, bo przestaje widzieć w tym sens. W ogóle wiedza z zakresu rozpoznawania kłamstwa nie powinna trafić do nikogo, kto potrafiłby ją świadomie wykorzystać przeciwko drugiemu człowiekowi.

Kobiety mają łatwiej, jeśli chodzi o nauczenie się rozpoznawania kłamstwa, bo od dziecka są uczone rozpoznawania emocji, a jako matki wiedzą dlaczego dziecko płacze - czy jest głodne czy coś je boli, czyli czytają mowę ciała naturalnie. Tutaj też swój udział ma słynna kobieca intuicja, co oczywiście nie oznacza, że mężczyźni nie mogą się tego nauczyć.

Można kłamać w dobrej wierze?
Jasne, białe kłamstwa, które mówimy po to, aby nie sprawić komuś przykrości zdarzają się każdemu i nie wynikają ze złych intencji, wręcz przeciwnie. Podobnie jest z leczeniem placebo - nie podajemy leku tylko substytut, a jednak stan pacjentów - dzięki wierze w to, że podawany im jest specyfik ma pomóc - rzeczywiście się poprawia. Siła sugestii również jest niezwykła. Przy białym kłamstwie nie pojawiają się również typowe dla mówienia nieprawdy mikroekspresje. Dlaczego? Mikromimikę pobudza stres, a przy mówieniu czegoś w celu poprawy cudzego nastroju, nie denerwujemy się, jesteśmy naturalni. Pozytywne emocje nie generują stresu.

Mimika i mowa ciała to jedyne po czym poznamy kłamcę?
Jest jeszcze głos. Tego chyba najtrudniej się nauczyć. Prowadziłam szkolenie, w którym musiałam nauczyć pracowników firmy rozpoznawania kłamstwa przez telefon. W takiej sytuacji znaczenie ma ton głosu, zająknięcia, pauzy, przyspieszony oddech, dobór słów - nadużywanie określeń typu "naprawdę", "szczerze mówiąc", "jak boga kocham" to sygnały ostrzegawcze. Oczywiście, gdy ktoś takiego stwierdzenia użyje raz, możemy je zignorować, ale gdy go pojawi się więcej razy to ma to już znaczenie, zapala się czerwona lampka, że coś jest na rzeczy. To bardzo skomplikowane i można łatwo się pomylić.
Ale czy rzeczywiście zawsze jest tak, ze powtarzanie tych słów-kluczy ma znaczenie? Może ktoś po prostu ciągle je powtarza?
Nie zdarzyło mi się to, zwykle jest właśnie tak jak mówię. Chyba, że ktoś jest ekstrawertykiem i na co dzień jest bardzo ekspresyjny, ale wtedy też wiemy, z kim mamy do czynienia. To naprawdę łatwo wyczuć. Co ciekawe, ktoś, kto na co dzień jest ekspresyjny, w takich sytuacjach stresujących zwykle milknie, nie wychyla się.

Każdy z nas ma swoje "znaki szczególne". Każdy może mieć jakiś swój gest, który wykonujemy w nerwowych sytuacjach, Ktoś będzie poprawiał kolczyk, ktoś inny pocierał kciukiem o dłoń, strzepywał nieistniejące pyłki z ubrania albo przestawiał przedmioty z miejsca na miejsce. Takie małe rzeczy, które zaczną go zdradzać. To jeszcze nie jest oznaka kłamstwa, ale stresu. Ważne jest, aby rozumieć i umieć odkryć, z czego ten stres wynika.

Doktor House zawsze mawiał, że wszyscy kłamią. To prawda?
Oczywiście. Wszyscy kłamią. Przeciętnie mijamy się z prawdą dziesięć razy dziennie. Myślę, że nawet teraz, w trakcie tej rozmowy skłamałyśmy na pewno ze trzy razy. To mogły być białe kłamstwa, ale tez pewne niedomówienia wynikające z tego, że mało się znamy. Nie mówimy sobie całej prawdy, pewne rzeczy zatajamy. Według Ekmana kłamstwem jest wszystko to, co ma intencjonalnie wprowadzić w człowieka w błąd. Nie można jednak popaść w paranoję, czasem lepiej żyć w niewiedzy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...