Dokument o Whitney Houston odkrywa nowe fakty. A przy okazji uderza w sam środek serca

Mimo że od śmierci Whitney Houston minęło ponad 6 lat i wydaje się, że na temat życia wokalistki powiedziano już wszystko, okazuje się, że są fakty, o których nie mieliśmy pojęcia.
Mimo że od śmierci Whitney Houston minęło ponad 6 lat i wydaje się, że na temat życia wokalistki powiedziano już wszystko, okazuje się, że są fakty, o których nie mieliśmy pojęcia. Fot. Screenshot z youtube.com - zwiastun filmu "Whitney"
Jeśli mielibyście w ten weekend wydać pieniądze na bilet do kina, niech to będzie dokument ”Whitney”. Ten film sprawi, że zatrzymacie się na chwilę. Jedyny film, który uzyskał autoryzację rodziny wokalistki trafia właśnie do kin. I wbrew pozorom nie jest laurką na siłę, a bolesną spowiedzią osób z najbliższego otoczenia Whitney Houston.

Mało jest ludzi, którzy przeżywają życie w ten sposób. U Whitney pojawiło się wszystko: błyskotliwa kariera, sława, wielkie pieniądze, rodzina, namiętna miłość, ale też bolesny upadek i samounicestwienie. Nie zdobywała szczytu mozolnie - ona go sobie po prostu wzięła i zawłaszczyła.

Pobiła rekordy, których nikomu po niej nie udało się pobić do tej pory. Miała najwięcej singli okupujących pierwsze miejsca Bilboard Hot 100 pod rząd, prześcignęła w tej kategorii Elvisa Presleya i The Beatles. W 1999 roku podpisała największy kontrakt w historii muzyki (na 100 mln dolarów).

Sprzedała 200 mln albumów na całym świecie. Oglądając jej życie w dwugodzinnej kapsule, jaką stworzył Kevin MacDonald, można odnieść wrażenie, że misję i cel otrzymała już w dzieciństwie, od matki, jakby została zaprogramowana na bycie gwiazdą.
Miała stać się legendą
Cissy Houston, znana wokalistka soul i gospel od dziecka dbała o to, by Nippy (tak na Whitney wołali najbliżsi) rozwijała talent wokalny. Była surowa i wymagająca, ale obie wiedziały, że jej wokal jest stworzony do tego, by rozbrzmiewać na największych scenach. Potrafiły się nieprawdopodobnie kłócić, ale obu chodziło o to samo - o muzykę.


Cissy nauczyła ją wszystkiego: warsztatu, feelingu, a nawet gustu muzycznego. Mimo że w dokumencie pojawia się tylko kilka razy w wywiadach (i kilka razy w materiałach archiwalnych), czuć tę szorstką surowość, która szlifowała charakter młodej Whitney. "Zazdrośnice goniły ją pod sam dom, a tam czekała matka" – mówi jej brat.

Cissy puentuje: "Kto zadzierał z moimi dziećmi, zadzierał ze mną". Rodzina i kościół, w którym śpiewała, były dla Whitney najważniejsze, dlatego pierwszy poważny kryzys przeżyła, gdy jej rodzice postanowili się rozwieść, a powodem był romans matki z… pastorem. "Byliśmy sobie bliscy, ale wszyscy mieliśmy tajemnice" - dodaje brat Whitney.
Zawiedziona postawą matki, wyprowadziła się z domu w wieku 18 lat. Zamieszkała u Robyn Crawford, wieloletniej asystentki, z którą łączyło ją uczucie. Zresztą o tę relację wielokrotnie zazdrosny był mąż wokalistki, Bobby Brown.

Takich zawodów jest w ”bajkowym” życiu Whitney jeszcze kilka. ”Była córeczką tatusia. Nagle tatuś złożył przeciw niej pozew i domagał się 100 milionów dolarów” – mówi Patricia Houston, szwagierka i menadżerka piosenkarki. Pozwał ją, bo uważał, że w znacznej mierze przyczynił się do zdobycia największego kontraktu w historii muzyki.

Whitney zorientowała się, że ojciec latami ją okradał, dlatego postanowiła przykręcić kurek z pieniędzmi. Jak mówią rozmówcy Kevina MacDonalda, był to moment, w którym zaczęła zamykać się na świat.

Niepublikowane dotychczas materiały prywatne
Kevin MacDonald wykonał kawał dobrej roboty. Na ekranie widzimy majstersztyk pracy researcherskiej, dokumentacyjnej oraz… montażowej. Dokument zmontowany jest bardzo współcześnie (momentami przypomina sugestywny teledysk), ale ta forma nie męczy, jest świetnie wyreżyserowana, a przekaz tylko zyskuje.
W wywiadach przyznaje, że miał jasno postawiony cel: zrozumieć. Bardzo nie chciał stworzyć laurki. – Podszedłem do życia Whitney Houston jako do pewnej tajemnicy – mówi reżyser. – Jak to się stało, że ktoś tak piękny i wyjątkowo utalentowany wyniszcza siebie publicznie i wręcz zapamiętale. Na szczęście miałem całkowite wsparcie Pat Houston.

Zaufali mi i dzięki temu film "Whitney" to intymny portret rodzinny o kobiecie, której nawet najbardziej oddani fani nie znali. Materiały, do których uzyskał dostęp, robią wrażenie. To zapis bardzo prywatnych i osobistych chwil z życia wokalistki.

Widzimy tam rozmowy z matką w kulisach występów (gdy Cissy tuli dorosłą już Whitney i tłumaczy jej jak dziecku, że została obdarowana przez Boga wyjątkowym talentem), ale też zapis rozmów z naćpanymi Whitney i Bobbym czy kulisy ślubu pary.

Sporo miejsca poświęca Bobbi Kristinie, której historia wstrząsa, mimo że toczy się w cieniu głównej. MacDonald pokazuje, jak bardzo nieudolną matką była Whitney. A jednocześnie odkrywa, że sama Nippy była totalnie zagubiona i nie potrafiła sobie odpowiedzieć na fundamentalne pytania dotyczącej niej samej.

Wywiady przeprowadzone przez twórców są głębokie i dotykają istoty problemów. Czy dowiadujemy się czegoś nowego? Tak. Okazuje się, że życie Whitney skrywa jeszcze tajemnice. MacDonald znajduje odpowiedź na kilka pytań, które pozostawały bez odpowiedzi, m.in. na to, dlaczego jej życie wypadło w pewnym momencie z odpowiednich torów.

"Whitney" rozdziera serce. Nie będę was na zakończenie raczyć truizmami podsumowującymi tę historię. Idźcie do kina i przeżyjcie to po swojemu. Dla mnie najważniejszym zdaniem, które pada w tym filmie, jest pytanie, które stawia agentka filmowa Whitney.

Gdy widzi totalną katastrofę, jaka wydarza się podczas wywiadu telewizyjnego, w którym zamiast ratować swój wizerunek Whitney go skutecznie zatapia, Nicole David pyta: "dlaczego nie pomagamy?". Dlaczego robimy tę szopkę, dlaczego brniemy w ten mechanizm, zamiast po prostu pomóc?

To pytanie, z którym branża na razie nie chce się mierzyć. Co również zobaczycie w filmie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...