Jest wulkanem energii. 70-latek bryluje na parkietach i rozkręca imprezy nad Wisłą

Pan Zbigniew uwielbia jeździć na rowerze i tańczyć nad Wisłą
Pan Zbigniew uwielbia jeździć na rowerze i tańczyć nad Wisłą Fot. naTemat
Kojarzy go każdy, kto choć raz był nad Wisłą w Warszawie. 70-letni Zbigniew Waczkowski to wulkan energii, który rozkręca nadwiślańskie imprezy. Wiek nie ma tu nic do rzeczy, bo temperamentu może pozazdrościć panu Zbyszkowi niejeden 30-latek. W czym tkwi sekret jego świetnej sylwetki, kondycji i dobrego samopoczucia?

Chodzi nad Wisłę, w serce jej najbardziej rozrywkowej części, już od 7 lat. Potrafi dać się ponieść energicznym tańcom w nadwiślańskich klubach jak mało kto. Bo 70-letni pan Zbyszek kocha taniec, szczególnie w plenerowych miejscach jak Cud nad Wisłą czy Pomost 511.

Wulkan energii kochający taniec
Często bywa w tamtych okolicach, wracając rowerem z Jeziorka Czerniakowskiego, gdzie pływa. Czasem przejeżdża tylko obok popularnych knajp i wraca do siebie do domu na Jelonki. Jednak, gdy pan Zbyszek słyszy muzykę, niemal zeskakuje z roweru i wchodzi na parkiet.

– Zbychu, Zbychu z Bogdańca jestem – śmieje się, nawiązując do popularnego bohatera "Krzyżaków". Ma mocny uścisk dłoni, głośno się śmieje i niemal go roznosi. Już na wstępie rozmowy wiem, że mam do czynienia z wulkanem energii.

– Najpierw pływam sobie w jeziorku, a potem, jak już ściemnia, wracam do domu i przejeżdżam obok tych dyskotek. Jak ładnie grają, to zatrzymuję się i rozkręcam zabawę. Potrafię tańczyć czasem kilka godzin, albo nawet do rana. Lubię muzykę nad Wisłą, ale muszę ją czuć. Musi też wpadać mi w ucho. Od cygańskich melodii po tango i walca. Ja czasem pierwszy tutaj wychodzę na parkiet. Rozkręcam imprezę, dostaję brawa, a potem inni ludzie zaczynają tańczyć – opowiada.
Gdy rozmawiamy, kilka metrów dalej, w popularnym klubie Pomost 511 trwa właśnie nauka tańca , tym razem rock and rolla. – Nie będę dziś tańczyć, bo mam kontuzję kolana. Chyba przesadziłem z siłownią, tańcem i rowerem – mówi.


Gdy słyszy porywającą do tańca muzykę, natychmiast wskakuje na parkiet. Żadnej kontuzji nie widać. Tańczy i bryluje, nie zważając na wskazówki instruktorów odnośnie kroków. On rock and rolla czuje po swojemu i nie zamierza się dostosowywać do innych.

Sport go napędza do działania
70-letni pan Zbyszek oprócz tańca kocha sport, który napędza go działania. Kiedyś gimnastyka była całym jego życiem. Dziś jest podobnie. W dalszym ciągu potrafi wykonać salto. – Gimnastykuję się, no pewnie. Kondycję trzeba utrzymać, żeby brzuszka nie dostać – śmieje się.
Zbigniew Waczkowski trenował też zapasy z Andrzejem Suproniem. – To mój kolega. Ćwiczyliśmy razem od dziecka - dodaje.

Jeździ też na rowerze. Nad Wisłą zawsze można go zobaczyć w pełnym stroju rowerowym, dopasowanym podkoszulku, czapce kaszkietce i spodniach kolarkach. – Sport jest dla mnie żywiołem. Ja bez niego nie mogę żyć. Zaczynałem gimnastykę będąc jeszcze dzieckiem. Pamiętam, jak za komuny mój ówczesny trener kupował każdemu dziecku po zawodach kubek mleka i bułeczkę – opowiada.

Pan Zbyszek może pochwalić się świetną sylwetką, ale nie prowadzi żadnej diety. Je wszystko i zdarza mu się wypić "kieliszeczek". Jednak 50 km dziennie rowerem robi swoje.

– Codziennie jeżdżę z Jelonek nad jezioro Czerniakowskie. Czasem też planuję wycieczki rowerowe do Kazimierza, albo Łowicza. I wracam w ten sam dzień. Zatrzymuję się w mieście, kiełbaskę zjem, piwka się napiję. Pokręcę się trochę i wracam.
Oczywiście, wycieczki rowerowe wchodzą w grę najczęściej latem, jednak jesienią i zimą mężczyzna też jest aktywny. Gdy za oknem pada deszcz lub śnieg, wtedy najczęściej ćwiczy na siłowni, którą urządził sobie w domu. Czy zdarza mu się usiąść na kanapie przez telewizorem z pilotem w ręku? – Oj bardzo, bardzo rzadko. Latem to ja telewizji prawie w ogóle nie oglądam – odpowiada.

Aktywny w pracy i po pracy
W życiu zawodowym imał się różnych zajęć. Pracował m.in. jako elektryk, a dorabiał sobie będąc motorniczym tramwaju. Po pracy nie odpoczywał, tylko wsiadał na rower, albo się gimnastykował.

Radość życia i pozytywną energię zachował do dzisiaj. Mimo 70-tki na karku nie jest seniorem, który narzeka na wszystko dookoła. Sport przyczynił się też do tego, że pan Zbyszek prawie w ogóle nie choruje. – Ja w ogóle nie chodzę do lekarza. Unikam brania leków, a żeby zwiększyć odporność, jem czosnek codziennie – opowiada. Lubi też gotować dla siebie, żony, dzieci i wnuków. – Czasem jakiegoś schabowego z kapustą zrobię albo bigos. Z zup najczęściej gotuję żurek albo grochówkę.

Wystąpił w teledysku Majki Jeżowskiej
Zdarza się, że ludzie go zaczepiają i pytają, co robi, że tak dobrze wygląda. Jego charyzmę dostrzegła też Majka Jeżowska, która kręciła teledysk nad Wisłą i chciała, żeby znalazł się w nim właśnie pan Zbigniew. – Przyjechałem wtedy nad Wisłę i nie wiedziałem, że coś będzie się działo. Zauważyłem grupkę tańczących ludzi. Muzyka była dobra, więc zacząłem tańczyć, ale tak z boku. Nagle ktoś z ekipy Majki Jeżowskiej powiedział mi, że mnie potrzebują do teledysku – wspomina 70-latek.
Zbigniewa Waczkowskiego z jednej strony cieszy medialne zainteresowanie, z drugiej podkreśla, że nie planuje zostać gwiazdą. Choć patrząc, jak bryluje na parkiecie, mam wrażenie, że jest urodzonym gwiazdorem. – Potańczone, a teraz wracam do domu na Jelonki. Mam radyjko zamontowane w rowerze, to będzie mi się lepiej wracało, jak puszczę muzykę – podsumowuje.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...