Blog tych dziewczyn to kopalnia wiedzy. Analizują składy kosmetyków i tłumaczą, które są najlepsze

Ania i Monika od kilku lat prowadzą bloga PiggyPeg, na którym m.in. analizują skład kosmetyków
Ania i Monika od kilku lat prowadzą bloga PiggyPeg, na którym m.in. analizują skład kosmetyków Fot. Instagram/ PiggyPeg
Blogi modowe i urodowe mają się bardzo dobrze, choć trzeba przyznać, że w polskiej blogosferze nie brakuje stron podobnych do siebie. Ania i Monika, które od kilku lat tworzą bloga PiggyPeg, opowiadają o kosmetykach w nieco inny sposób. Analizują ich skład i podpowiadają swoim fanom, które specyfiki wybrać spośród całej gamy różnych produktów.

Ania to umysł ścisły i przyszły informatyk, z kolei Monika jest artystyczną duszą i świeżo upieczonym brandingowcem. Kilka lat temu połączyła je wspólna pasja do świadomego jedzenia, która później przeniosła się na kosmetyki.

Od 2015 roku dziewczyny analizują składy kosmetyków i konfrontują obietnice producentów z tym, co rzeczywiście znajduje się w ich produktach. Próbują zwiększać świadomość ludzi i pokazywać, co tak naprawdę używają każdego dnia.

Język kosmetyków to jak nauka... języka obcego
Bardzo dobrze posługują się kosmetycznym językiem, a swoją wiedzę przekazują tym, którzy na temat składu kosmetyków nie mają pojęcia. – INCI to międzynarodowy język, w którym są zapisane wszystkie substancje kosmetyków. To taka sama sprawa, jak nauka języka obcego. Nikt nie nauczy się go w jeden dzień. Natomiast wiele nazw jest tak skonstruowanych, że od razu wiadomo, o co chodzi.

Tak jest chociażby w przypadku olejów, gdzie końcówką jest angielska nazwa "oil". Dla tych, którzy uczą się dopiero czytać język kosmetyków, te wskaźniki są bardzo pomocne. Potem już przy czytaniu setnym, tysięcznym czy milionowym będziemy wiedzieć, co to jest – opowiadają Ania i Monika w rozmowie naTemat.
Jak podkreślają dziewczyny, świadomość Polek w kupowaniu kosmetyków z dobrym składem jest coraz większa. – Ostatnio jedna z polskich marek zrobiła raport, który pokazywał jak Polacy, szczególnie kobiety podchodzą do nurtu slow. Ta świadomość bardzo rośnie. Myślę, że jest to w dużej mierze zasługa social mediów. Właśnie tam jest bardzo duży nacisk na to, co kupujemy. Oczywiście wszystko zaczyna się od zdrowego jedzenia. Później zwracamy uwagę na kosmetyki, a następnie na jakość ubrań. To wszystko łączy się w jeden styl życia. Zawsze powtarzamy z Anią, że nieważne od której strony zaczniemy. Istotne jest to, że przejdziemy na ten drugi, zdrowy szlak – podkreśla Monika.
Łatwo wpaść w sidła "greenwashing"
Choć w sklepach mamy wysyp tych "zdrowych" kosmetyków, bardzo łatwo można dać się oszukać. Ekologiczne opakowania czy obietnice producentów często są powierzchowne. To "greenwashing", czyli w wolnym tłumaczeniu "ekościema", "zielone kłamstwo", oraz "zielone mydlenie oczu".

To zjawisko polegające na wywoływaniu u klientów poszukujących produktów wytworzonych zgodnie z zasadami ekologii i ochrony środowiska wrażenia, że firma, która go tworzy, żyje w zgodzie z ekologią i naturą. – Czasem ludzie dają się "złapać" na samo opakowanie, które sugeruje, że kosmetyk będzie naturalny. W dodatku producenci bardzo często umieszczają na nim takie informacje jak na przykład 0 proc.


Często w takich kosmetykach są bardzo złe substancje, nawet jeszcze gorsze od tych, w drogeryjnych kosmetykach. Dają się na to nabrać szczególnie osoby, które zaczynają swoją przygodę z kupowaniem zdrowych kosmetyków. Przykład? Na opakowaniu danego produktu są zwroty "bio lub "eko". My pokazujemy, że to, co jest z przodu etykiety, to jedno. Bardziej interesuje nas to, co jest napisane na jej tyle. Na tym się koncentrujemy i próbujemy w ten sposób uczyć innych – mówią blogerki.

Dobre kosmetyki są też w Rossmanie

Warto podkreślić, że dziewczyny pisząc o dobrym składzie kosmetyków, nie skupiają się tylko i wyłącznie na drogich produktach z górnej półki. Jak mówią, produkty z dobrym składem znajdziemy też w drogeriach, jak m.in. w Rossmanie. – Ostatnio zrobiłyśmy na naszym blogu zestawienie dobrych kosmetyków z Rossmana. To nie jest tak, że drogeryjne specyfiki to sama chemia i zło. Kupując kosmetyki w popularnych sklepach chodzi o to, żeby zminimalizować do zera substancje, które są kontrowersyjne i mają udowodnione negatywne działanie na naszą skórę i organizm – tłumaczy Monika.

Oprócz kosmetycznych analiz na blogu PigyPeg znajdziemy też m.in. przeglądy kosmetyków do demakijażu, porównania różnych metod depilacji, urodowe porady, czy przeglądy poszczególnych produktów. – Skupiamy się na wiedzy i przekazaniu jej w taki sposób, żeby była zrozumiała dla kogoś, kto jest "zielony" w temacie. Mamy tez propozycje dla tych, którzy potrzebują gotowego rozwiązania. Dlatego wystarczy przejrzeć nasze zestawienia i wszystko będzie jasne – podkreślają Monika i Ania.
Choć dziewczyny dostają masę kosmetyków od różnych firm, mają jedno założenie, którego konsekwentnie się trzymają. Żeby móc opisać dany produkt, muszą wcześniej znać jego skład. Nigdy nie piszą też, że coś jest dobre, jeśli same nie są przekonane co do ich jakości. Doceniają to fanki PiggyPeg i w komentarzach pod postami na Instagramie nie szczędzą im komplementów.

– Prowadzenie bloga to ogromne poczucie spełnienia. Nie dość, że my spełniamy się zawodowo, to w dodatku niesie to korzyści dla innych. Wiele osób daje nam feedback, pisząc na przykład, że otworzyłyśmy im oczy na pewne kwestie, albo ich skóra wygląda lepiej, bo przeczytały, jakie kosmetyki będą dla nich dobre. To jest takim napędem do naszej pracy – podkreślają zgodnie dziewczyny.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...