30 tysięcy ludzi w kolejce oczekujących po sweter. Nie rozumiem osób, które za wszelką cenę chcą go mieć

Sweter francuskiej marki Sezane chce mieć aż 30 tysięcy ludzi
Sweter francuskiej marki Sezane chce mieć aż 30 tysięcy ludzi Fot. Instagram/Sezane
"Na ten sweter oczekuje 30 tysięcy osób". Takich nagłówków i w bardzo podobnym tonie znajdziemy mnóstwo w internetowej przestrzeni. Sweter zastępowany jest spódnicą, spodniami lub torbą. Łączy je jedno: czeka na nie masa osób, żądnych ich posiadania. Czy warto zapisywać się na długaśną listę, tylko po to, żeby mieć sweter, który owszem jest ładny, ale podobny możemy kupić w zwykłej sieciówce?

Sweter francuskiej marki Sézane jest pożądany przez ponad 30 tysięcy osób. Chodzi o dwa modele: Barry i Gaspard. Pierwszy z nich to kardigan z dekoltem w kształcie litery "V", w kolorach szarym i burgundowym.

Drugi z kolei to model ozdobiony guzikami z masy perłowej, również w kilku wersjach kolorystycznych. Dwa modele, trzydzieści tysięcy osób w kolejce. Trochę nie dowierzam, tym bardziej, że ubranie wygląda najzwyczajniej na świecie i podobne ciuchy można nabyć w co drugiej sieciówce.


Blogerka lub gwiazda jest niezłą reklamą
Czasem reklamą danego ubrania staje się blogerka czy modelka, która ową rzecz założyła. Jednak w wielu przypadkach to pochlebne opinie internautek decydują o tym, dlaczego warto ustawić się w "internetową kolejkę" po wybraną rzecz. Tak nakręca się ta spirala. Skoro tyle kobiet chce mieć taki sweter, to znaczy, że jest super jakości, świetnie się pierze i pasuje do wszystkiego.

Dzieło francuskiego brandu to nie jedyny przykład, który pokazuje taką sytuację. Jeansy marki Reformation też nie wyróżniały się niczym szczególnym, jednak na listę oczekujących zapisało się 3 tysiące osób.

Z kolei amerykański brand Everlane jakiś czas temu wypuścił na rynek spodnie, które idealnie sprawdzą się zarówno do pracy, jak i na spotkanie ze znajomymi. Nie ma w nich nic wyjątkowego, jednak dopasowują się do sylwetki niczym druga skóra. Dodatkowo też są w przystępnej cenie, bo kosztują 166 złotych. Wystarczyła jedna pozytywna opinia posiadaczki owych spodni i machina ruszyła.


W sieciówkach ciuchy znikają jak świeże bułeczki
Zresztą przykładów nie brakuje też w popularnych sieciówkach. Wystarczy, że jakaś gwiazda czy influencerka pokaże się w sukience z kolekcji Mango, czy Zary, a za chwilę w sklepach stacjonarnych czy online już jej nie będzie. Dodatkowo, jeśli ubranie ładnie wygląda i jest w przystępnej cenie, sukces murowany.

Ten boom można zaobserwować też w przypadku młodych marek i projektantów z polskiego podwórka. Gdy kilka lat temu Zofia Chylak wchodziła na rynek ze skórzanymi torbami-workami, sytuacja była dokładnie taka sama, jak w przypadku ubrań zagranicznych brandów. Wszystkie modne warszawskie "it girls" chciały ją mieć. Powstawały listy oczekujących. Ba! powstają dalej.

Nie zraża też cena torby: 840 złotych. Ale w tym przypadku wysoka suma, równa się jakości. Świetne wykonanie, design, ponadczasowość i to, że torebki Zofii Chylak do wszystkiego pasują, sprawiają, że chcą je mieć wszystkie modne dziewczyny. Te, które są jej posiadaczkami chwalą je, że służy im na długie lata.
Inny przykład z polskiej modowej przestrzeni to bluza marki PLNY LALA, którą założyła amerykańska top modelka Gigi Hadid. Kilka godzin później, w sklepie online ubranie było już niedostępne.

Przyznam, że nie rozumiem tego szału i nie zapisałabym się nigdy na listę oczekujących, co nie znaczy, że nigdy nie zgrzeszyłam. Bo również "złapałam" się na torebkę Zofii Chylak, ale zakupiłam ją na długi czas po wielkim boomie.
Sława jednej rzeczy danej marki, brandowi przysparza ogromną popularność i to jest super. Jednak w tym wszystkim zatraca się gdzieś indywidualność, bo nagle okazuje się, że w tym samym t-shircie kilka ulic dalej zobaczymy jeszcze kilka innych osób. A przecież podobną rzecz, a może nawet jeszcze lepszą możemy upolować na przykład w second-handzie i to za dużo mniejsze pieniądze.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...