"Polki nie potrafią być szczęśliwe". Joanna Przetakiewicz o tym, jakie są polskie kobiety [WYWIAD]

Jaonna Przetakiewicz to właścicielka domu mody "La Mania". Teraz ruszyła również z projektem, którym chce wspierać kobiety
Jaonna Przetakiewicz to właścicielka domu mody "La Mania". Teraz ruszyła również z projektem, którym chce wspierać kobiety Fot. Instagram/ joannaprzetakiewicz
Znamy ją jako odnoszącą sukcesy bizneswoman, właścicielkę domu mody La Mania, gwiazdę telewizyjnych show i okładek magazynów. W tej rozmowie Joanna Przetakiewicz opowiada jednak o innej stronie życia - doświadczeniach, wielozadaniowości i absurdalnie wysokich wymaganiach, jakie współczesny świat stawia kobietom. Zdradza również, co jest prawdziwym sekretem piękna (i nie, tu wcale nie chodzi o wygląd).

Chce dzielić się swoimi przeżyciami z kobietami i inspirować je do tego samego. "Era nowych kobiet” to projekt, mający na celu zainicjowanie powrotu do tradycyjnych rozmów, na które w dzisiejszych czasach, wypełnionych błyskawiczną komunikacją, często brakuje miejsca.

Pomysł powstał dzięki… Instagramowi. Joanna zauważyła, jak chętnie na jej profilu obserwatorki dzielą się przemyśleniami i doświadczeniami. Jak bardzo potrzebują zrozumienia i pewności siebie. Poza wsparciem on-line Joanna Przetakiewicz zdecydowała się również na organizowanie spotkań, podczas których dziewczyny dyskutują, zwierzają się, ale i wzajemnie inspirują.

"Co ona może wiedzieć o problemach, przecież ma wszystko” - jeśli po przeczytaniu wstępu, właśnie taka myśl zrodziła się w twojej głowie - rozumiem, ale jestem pewna, że po przeczytaniu tej rozmowy, zmienisz zdanie.

Piękne kobiety mają w życiu łatwiej?

Często się tak mówi i rzeczywiście to prawda. Jednak paradoksalnie - najczęściej to właśnie te najpiękniejsze kobiety mają największe kompleksy. Dlatego warto zadać sobie pytanie kim jest piękna kobieta? Moim zdaniem to ta, która jest otwarta, uśmiechnięta, radosna. Z takimi kobietami, z takimi ludźmi inni chcą przebywać.


To w ich towarzystwie chcą spędzać czas, pracować i tworzyć związki. Pierwsze wrażenie, pierwsza sekunda, gdy widzimy tylko fizyczność - szybko może się przerodzić w niechęć. Wystarczy być przestraszoną, wycofaną, co często mylnie jest odbierane jako arogancja i niechęć. A to po prostu wielka niepewność. Tyczy się to nie tylko kobiet, ale i mężczyzn.

Ta niepewność to gigantyczny hamulec życiowy, wielka tama do poczucia szczęścia. Piękny jest więc ten, który jest uśmiechnięty, otwarty i naturalny czy ten, kto jest po prostu ładny? Dla mnie odpowiedź jest oczywista.
Wyświetl ten post na Instagramie.

Nie dajmy się poniedziałkowi

Post udostępniony przez Joanna Przetakiewicz (@joannaprzetakiewicz)

"Era Nowych Kobiet” to projekt, który ma wspierać kobiety. Idea jest świetna i wydaje się, że zdobyła aprobatę i zaangażowanie obserwatorek. Czy słyszała też Pani krytyczne głosy?

Moi odbiorcy nie są anonimowymi ludźmi, którzy zieją nienawiścią nie tylko na siebie nawzajem, ale i na każdego, kto się jakkolwiek wychyli. To grupa ludzi, których łączy chęć rozmowy.

To ciekawe, wydawać by się mogło, że hejt jest "wpisany” w funkcjonowanie w show-biznesie.

Rzeczywiście, chyba mam szczęście, bo zebrali się u mnie ludzie, którzy wiedzą, że agresja w stosunku do innych jest objawem lęku, a hejt to ściąganie w dół nie innych, a siebie samych. Obserwuje mnie 280 tysięcy osób, a złośliwe, puste czy przypadkowe komentarze są tak rzadkie, że mogę powiedzieć, że ten problem w zasadzie wcale mnie nie dotyczy.
Wiele osób jak Pani, mogłoby wzbudzać wśród ludzi zazdrość. A jednak wydaje się, że kobiety Pani ufają i to Pani chcą opowiadać o swoich problemach - zarówno w sieci, jak i podczas spotkań "Ery…”

To, co się dzieje na spotkaniach przerosło moje wszelkie oczekiwania. Kobiety opowiadają o swoim życiu bardzo otwarcie. Wielokrotnie mówią, że dzielą się tymi przeżyciami po raz pierwszy, że nie opowiedziały o nich ani najbliższym ani terapeucie.

Dlaczego ja? Dziewczyny czują, że jestem jedną z nich i taka jest prawda. Jestem doświadczoną kobietą, matką trójki dzieci. Wiele etapów przeżywałam w jednym momencie - jednocześnie byłam mamą, żoną i pracującą studentką. Potem byłam rozwódką, starałam się budować wszystko na nowo - coś się udawało, a co innego nie.

Przeszłam przez wiele - zarówno wspaniałych, jak i bardzo trudnych - momentów. Moje doświadczenie daje mi paszport do tego, aby je do siebie zaprosić, zachęcić do wspierania i inspirowania się nawzajem
Jak wyglądają te spotkania?

Na razie odbyły się dwa, ale planuje kolejne. Istnieje ogromna potrzeba takich wydarzeń, to bomba energetyczna, działa jak ładowarka!

Czasami dziewczyny dzielą się wstrząsającymi historiami. Zupełnie różnymi, choć wszystkie łączy wspólny mianownik - zawsze są początkiem czegoś lepszego. Te opowieści dają poczucie ulgi, a wymiana doświadczeń daje poczucie wspólnoty, co jest bardzo potrzebne Każda historia jest inna, ale siła, która każe się podnosić jest jedna i ta sama.

Coś w tych historiach szczególnie Panią zdziwiło?

To, co często - ku mojemu zaskoczeniu - się powtarza to fakt, że dziewczyny wyznają, że w najtrudniejszych momentach swojego życia były kompletnie same. Nikt nie podał im pomocnej ręki, nawet nie zadzwonił. Oczywiście powody były różne - nieumiejętność rozmowy, wygodnictwo, czasem po prostu strach.

Tymczasem w trudnych momentach jedna rozmowa, jeden gest potrafią zmienić wszystko i zdziałać cuda - pomóc podnieść się z upadku. Bliskość i zrozumienie są niezwykle istotne, a w wielu przypadkach niestety ich brakuje.

To opowiadanie historii stało się rodzajem szczepionki, która uodparnia na lęk i poczucie bezradności. Pomaga zrozumieć, że z każdej sytuacji jest wyjście i dlatego te doświadczenia mają taką wartość i ważne jest, by o nich opowiadać. To daje ulgę i moc jednocześnie.
Można powiedzieć, że to taka forma terapii grupowej?

Od tego są uprawnieni terapeuci. My tworzymy społeczność nowej ery. Nowych kobiet, które potrzebują się odnaleźć i wspierać we współczesnym świecie. Być razem.

Nasze spotkania mają nas otwierać. Pokazywać, że z każdej sytuacji jest wyjście, a optymizm i odwaga naprawdę są kluczem do szczęścia. Chcę rozmawiać. Słuchać i wyciągać wnioski.

Jak prawie każda kobieta w Polsce robiłam i robię wszystko na raz. Realizuję wiele planów i dziewczyny chcą o tym dyskutować. Jak sobie dać radę, nie zagubić się, nie obciążyć ponad nasze siły. Jak połączyć rodzinę i karierę.

Współczesny świat wymaga od nas bardzo wiele. Mamy być świetne w pracy i domu, super zadbane ciekawe i oczytane. Tylko jak to zrobić, żeby się nie zatracić, myśleć jednocześnie o sobie i swoich potrzebach? Mamy być przede wszystkim spełnione i szczęśliwe. Wtedy taki świat będziemy wokół siebie kreować.

Nie musimy tylko spełniać oczekiwań innych. Mamy inspirować i wspierać się nawzajem. Byłam poruszona i zaskoczona tym, jak wiele zaufania i szczerości zaoferowały mi dziewczyny.

Spotkania są tylko dla kobiet, a czy w przyszłości zaprosi Pani do nich również mężczyzn?

Tak, najbliższe spotkanie, będzie inne niż dotychczas - pojawią się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Chciałabym, żebyśmy zadali sobie nawzajem pytania - co nas w sobie ciekawi, intryguje, co chcielibyśmy zrozumieć. Tyle szczęścia możemy sobie nawzajem dać. Dzięki zrozumieniu i tolerancji możemy budować bliskość. To nic nie kosztuje, a jest bezcenne.

Czasy, w których żyjemy mają ogromną ilość zalet, ale są też ciemne strony, jak choćby coraz większa liczba rozwodów i coraz częstsza samotność.

Bardzo bym chciała rozpocząć dyskusję - dlaczego sprawiamy sobie przykrość? Bardzo często słowami. Skąd czasami tyle żalu i pretensji? Rozmawiając w ten sposób nigdy nie osiągniemy porozumienia. Agresja to słabość i bezsilność. Czasem po prostu głupota i brak argumentów. Tak niewiele potrzeba, żebyśmy dali sobie szczęście, ale trzeba się otworzyć - zacząć mówić i słuchać. Rozmowa ma być komunikacją, a nie dążeniem do udowodnienia swojej racji.
Wyświetl ten post na Instagramie.

Spotkajmy się! WENUS Z MARSEM!

Post udostępniony przez Joanna Przetakiewicz (@joannaprzetakiewicz)

Podobnie jest w relacjach między kobietami. Z jednej strony słynna kobieca solidarność, a z drugiej… to kobieta kobiecie potrafi najmocniej wbić szpilę.

Niestety. Z badań psychologów wynika, że 52 proc. Polek uważa, że ta pozostała połowa tylko czeka na ich potknięcie! Tyle samo deklaruje, że najbardziej potrzebuje wsparcia właśnie od innych kobiet. I to potwierdzają uczestniczki moich spotkań - w najtrudniejszych momentach tej pomocy nie otrzymały, ale gdy w końcu nadeszła to jednak od kobiety.

Źródłem krytyki są kompleksy. Nie spotkałam jeszcze osoby pewnej siebie i dobrze się ze sobą czującej, która hejtowałaby innych - jeśli ktoś ma dobre życie, to po prostu szkoda mu na to czasu i energii. Nie musi ściągać w dół innych, chcąc dowartościować siebie.

Hejt nie jest tylko kwestią bezmyślności. Bezmyślnie możemy popełnić błąd, palnąć jakąś głupotę. Natomiast hejt to coś dużo gorszego - to przejaw agresji.

Skąd ta niska samoocena u Polek? Przecież często mówi się o nas jako o jednych z najpiękniejszych .

No właśnie, to ciekawe. Według WHO Polki są na 42., ostatnim (!) miejscu, jeśli chodzi o akceptację własnego ciała i kobiecości. To oznacza, że żyjemy w kraju, w którym wątpliwości wzięły górę nad rzeczywistością.

My Polki - jedne z najpiękniejszych kobiet a świecie widzimy siebie w krzywym zwierciadle. Dlaczego zabrakło nam poczucia bezpieczeństwa? Bo to właśnie z tym można tę samokrytykę utożsamić. Kompleksy niepotrzebnie odbierają nam energię i szczęście.

Wieczne porównywanie się do innych i śledzenie idealnego życia na Instagramie nie pomaga…

Porównywanie się do innych do wieczny wyścig bez mety. Najważniejsze jest uświadomienie każdemu, że nie ma nic bardziej pociągającego niż własna dobra energia, pewna lekkość bytu, która nie ma nic wspólnego z arogancją, a jest naszym wewnętrznym światłem.

Wielokrotnie spotkałam się z sytuacjami, gdy na dużym przyjęciu siedziała piękna, świetnie ubrana dziewczyna i nie interesował się nią absolutnie nikt. Miała tak zblazowaną, znudzoną i odpychającą minę, że nikogo nie interesowała. A kobiety, które obiektywnie można by uznać za mnie atrakcyjne fizycznie, były dla innych tak pociągające i ciekawe, że cieszyły się bez porównania większym uznaniem. Warto o tym pamiętać.

Bycie sobą, bycie charakterystycznym bywa o wiele bardziej pociągające niż pięknym, ale zimnym i beznamiętnym.

Mam wrażenie, że Polki nie potrafią być szczęśliwe, tego brakuje - umiejętności bycia szczęśliwą, wierzącą w siebie kobietą. Da się to wypracować.

Znam to z autopsji - kiedy czuję w sobie własną energię i mówię sobie, że moc jest ze mną to wytwarza tak nieprawdopodobnie silne, wewnętrzne wibracje, że autentycznie czuję, że mogę wszystko. I autentycznie wtedy wszystko idzie mi dużo łatwiej i lepiej.

A małe niedoskonałości, na które obsesyjnie zwracamy uwagę nie mają znaczenia, wieczne dopatrywanie się wad nic nie zmieni. To nie o to chodzi. Nasza siła przyciągania jest gdzie indziej.

Można nauczyć się takiej pewności siebie?

Pewność siebie to nie jest cecha charakteru, nie rodzimy się z nią i nie otrzymujemy na całe życie. Daje nam ją wychowanie, dom, najbliżsi, edukacja, ale i świadomość tego, kim jesteśmy i kim chcemy być, a kim wcale nie musimy. Ciągła praca nad sobą jest kluczem.

Trzeba uwolnić się od oczekiwań innych, wsłuchać się w siebie. Nauczyć się kochać siebie i innych, ale też miłość przyjmować.

Dajmy sobie czasem 15 minut i pomyślmy - co ja w sobie lubię. Polki są wobec siebie potwornie krytyczne i bardzo surowe. Musimy same siebie przytulić i mówić sobie miłe rzeczy, a nie wiecznie szukać tego, co robimy źle.

Zresztą - jak przyjmujemy komplementy? Raczej je od siebie odrzucamy, wyprowadzamy komplementującego "z błędu”. Po co? Cieszmy się z tego.
Mam wrażenie, że kobiety nieustająco walczą. O prawa, równość, o siebie. Wszystko powoli idzie do przodu, ale pewne rzeczy pozostają niezmienne - o naszych prawach często decydują mężczyźni, a równości brak w tak fundamentalnych kwestiach, jak choćby pensje…

Badania Goldman Sachs pokazują, że gdyby więcej kobiet zasiadło w największych zarządach w Europie - to PKB tych państw wzrosłoby o 9-15 proc! Według McKinsey z kolei korporacje zarządzane przez kobiety osiągają większe zyski w porównaniu do tych, zarządzanych przez mężczyzn.

Świat musi te dane zrozumieć i wyciągnąć wnioski. Nie chodzi oczywiście o to, aby dążyć do "Seksmisji”, ale o to, abyśmy byli traktowani na równi, nie stając się jednocześnie jednakowymi.

Dążymy do równości i równouprawnienia, ale nie zapominajmy, że to różnice czynią nas intrygującymi i pociągającymi. Nie zacierajmy ich, pielęgnujmy. Nie pozbawiajmy życia i rzeczywistości smaku. Dla mnie to bardzo ważne. Chrońmy kobiecość i męskość. Nie trzeba wybierać między siłą a kobiecością, sztuką jest je połączyć.

Wierzy Pani, że dzisiejszych realiach, choćby politycznych, świat i Polska naprawdę są w stanie zrozumieć kobiety?

Bez względu na to jakie polityczne decyzje zapadną jutro, pojutrze i popojutrze, realia muszą się zmienić. Nie chodzi nawet o tak prozaiczny fakt, że jest nas po prostu więcej (śmiech). Nasz wkład w rozwój społeczny jest tak gigantyczny, że nie sposób tego nie zauważyć i nie docenić.

My, kobiety, nie możemy myśleć - jestem jedna, co da mój głos, poczekam, może samo się zmieni. Jeśli będziemy tak funkcjonować - to rzeczywiście nic się nie zmieni. Każdy krok w dobrym kierunku może okazać się rewolucyjny.

Ja jestem jedna, ty jesteś jedna, otaczają nas takie "jednostki”, a wzajemna współpraca i inspiracja tworzy z nas wielką siłę.

Wytrwałość przyniesie wreszcie skutek?

Oczywiście! Nie mam co do tego wątpliwości. Ważne jest to, żebyśmy po drodze nie zagubiły się w emancypacji i pokazując siłę, potrafiły zachować też delikatność i kobiecość. Najpiękniejsze, co mamy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...