W Warszawie powstaje nowa jadłodzielnia. To świetnie, bo aż 30 proc. żywności trafia do śmieci

Zjawisko foodsheringu rośnie w siłę!
Zjawisko foodsheringu rośnie w siłę! Fot. Instagram/travelingratsh
Foodsharing, czyli zjawisko dzielenia się jedzeniem z innymi, rośnie w siłę. W warszawie powstaje kolejna jadłodzielnia. Tym razem na Żoliborzu, na tyłach Urzędu Dzielnicy. Kto korzysta z tych miejsc i jak możemy wspomóc ich działanie?

Zjawisko foodsharingu rozrasta się w całej Polsce. To dobra wiadomość, biorąc pod uwagę, ze na świecie marnowane jest 30 proc. całej wyprodukowanej żywności.

Według danych federacji Polskich Banków Żywności w Polsce wyrzucanych jest do kosza co roku ok. 9 milionów ton żywności. Aby temu zapobiec, powstało zjawisko zwane foodsharingiem. – To ruch społeczny, idea, działalność ludzi, która pojawiła się w odpowiedzi na horrendalne ilości marnowanego jedzenia. Dlatego ta idea powstała z przekonania, że każdy może w jakiś sposób zapobiegać trwonieniu jedzenia, a działania mogą być po stronie zwykłych zjadaczy chleba – podkreśla w rozmowie "naTemat" Helena Sokołowska z Foodsharing Warszawa i dodaje:

Zmienić podejście do żywności
– Chodzi o zmianę podejścia do jedzenia i szacunku do żywności. Zatem foodsharing opiera się na tworzeniu jadłodzielni, czyli miejsc, gdzie każdy może podzielić się jedzeniem. Każda osoba może zostawić jedzenie którego ma za dużo, zostało po imprezie lub też z jakiegoś powodu nie wykorzystał. Może to być też nietrafiony prezent, na przykład czekolada, a ktoś jej po prostu nie lubi.
Warto podkreślić, że istnieje też druga forma działalności w ramach tego ruchu. Jest to "ratowanie jedzenia". Ludzie, którzy zostali specjalnie przeszkoleni, czyli ratownicy żywności jeżdżą odbierać nadwyżki żywności z miejsc, które współpracują z jadłodzielniami. Są to m.in. piekarnie, czy kawiarnie.

To już 12 jadłodzielnia w Warszawie
Skorzystać z jedzenia może każdy, zupełnie bezpłatnie. Niebawem mieszkańcy Żoliborza będą mogli dzielić się jedzeniem, bo już w piątek, 7 grudnia rusza jadłodzielnia przy ul. Kątowej na tyłach urzędu dzielnicy.

To już kolejna, która powstała w Warszawie, a jest ich dość dużo, bo w całej stolicy funkcjonuje 12 takich miejsc. – Można powiedzieć, że jadłodzielnie to takie lodówki społeczne czy spiżarnie. Opierają się na zaufaniu, bo każdy na własną odpowiedzialność z niej korzysta – tłumaczy Sokołowska.


Bardzo ważne jest to, że nie każda żywność nadaje się do tego, aby oddać ją potrzebującym. Jedzenie, którego nie można zostawić, to produkty zawierające surowe mięso lub jaja, ponieważ najszybciej się psują, a co za tym idzie, łatwo można się nimi zatruć. Oprócz nich zabronione jest dzielenie się alkoholem.
Oczywiście trzeba pamiętać o dacie ważności. – Są dwa terminy, które pojawiają się na produktach. Jeden dotyczy przydatności do spożycia, a drugi minimalnej trwałości. Te pierwsze produkty są oznaczone napisem: należy spożyć przed, a te drugie mają napis: najlepiej spożyć przed – mówi Sokołowska.

Jadłodzielnie mieszczą się na uczelniach, czy bazarkach
Jadłodzielnia nie zawsze musi się mieścić się na tyłach danego budynku, tak jak jest to w przypadku tej na Żoliborzu. Często tworzone są na wyższych uczelniach, w ośrodkach pomocy społecznej, miejscach społeczno-kulturalnych, czy nawet zwykłej bazarkach.

Choć może się wydawać, że z tego typu miejsc korzystają najczęściej osoby bezdomne, jadłodzielnie przeznaczone są dla wszystkich grup społecznych. – To miejsca, do których przychodzą oczywiście osoby bezdomne, ale też seniorzy, a gdy jadłodzielnie mieszczą się na uczelni, korzystają z niej studenci, albo młode matki. Zresztą nie da się jednoznacznie określić, kto korzysta z tego typu miejsc. My też nie chcemy analizować, bo przecież to nie o to chodzi – zdradza Helena Sokołowska.

Choć w Warszawie znajdziemy najwięcej jadłodzielni, zjawisko foodsharingu bardzo prężnie rozwija się w Polsce. W całym kraju funkcjonuje w sumie 30 jadłodzielni.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...