"Nigdy nie miałam poczucia straty z powodu płci". Bovska o muzyce, kobietach i życiu po 30. [WYWIAD]

Magda Grabowska-Wacławek, znana jako Bovska, to artystka, która robi hity, pozostając przy tym z dala od świata plotek
Magda Grabowska-Wacławek, znana jako Bovska, to artystka, która robi hity, pozostając przy tym z dala od świata plotek fot. Materiały Prasowe
"Na głowie mam kaktusa i paproci kwiat..." ten utwór na pewno kojarzy mnóstwo ludzi, bo przez kilka lat pojawiał się w czołówce popularnego serialu "Druga Szansa" z Małgorzatą Kożuchowską. To ogromny hit, a jednak osoba, która za nim stoi, dla wielu pozostaje anonimowa. Czas to zmienić! Choć Bovska, bo o niej mowa, od kilku lat mocno miesza na scenie muzycznej, wygląda na to, że dopiero się rozkręca.

Magda Grabowska-Wacławek, aka Bovska, to wykształcona ilustratorka i muzyk. Spełnia się w jednej i drugiej dziedzinie - współpracuje przy oprawie wizualnej płyt i koncertów, a teksty utworów pisze samodzielnie. Wie czego chce i nie idzie na kompromisy - jej piosenki to coś więcej niż banalny pop, natomiast albumy to oryginalny self-publishing.



To fajna, normalna dziewczyna, której błyskotliwe teksty potrafią zaskoczyć. Udało jej się coś, na co wielu mogło mieć chrapkę: osiągnęła sukces, zyskała wiernych fanów, a jednocześnie zachowała anonimowość. Nie opowiada na prawo i lewo o każdej zmianie w swoim życiu prywatnym, dzięki czemu portale plotkarskie raczej o niej nie wspominają.

Jak zachować normalność i nie dać się zwariować współczesnej, przepełnionej sztucznymi ideałami rzeczywistości?

"Trzy zera na liczniku, czas na podsumowania. Już nie ta młodość, nie ten kształt a głowa wciąż ta sama” śpiewasz w utworze "Mocno mocno” z nowej płyty. Trójka z przodu rzeczywiście coś zmienia? U mnie ten moment zbliża się nieuchronnie i jestem przerażona…

Spokojnie, to nie tak, że wszystko się zmienia. Niektórzy zresztą chyba nigdy nie dojrzewają (śmiech), ale trzydziestka rzeczywiście jest jest takim punktem granicznym - zaczyna się myśleć inaczej, podsumowywać jakiś etap i zdawać sobie sprawę z tego, gdzie i kim jesteśmy w szerszym kontekście. Bo w tym podstawowym, pierwszym - już mamy poukładane.


Przekroczenie 30. jest wejściem w nowy etap, ale odbieram to raczej pozytywnie. Wiem, co przeżyłam, wciąż mam świeżość w głowie, jestem pogodzona ze sobą, ale absolutnie nie czuję się stara.

Akceptuję siebie, zdaję sobie sprawę zarówno ze słabości, jak i mocnych punktów. Myślę, że w tym wieku przychodzi moment na samoakceptację. Wreszcie można się naprawdę dobrze poczuć ze sobą.

Czyli nie ma się czego obawiać?

Nie, przeraża tylko to, że te liczby wciąż rosną (śmiech). Ale z drugiej strony - czego tu się bać? Mam poczucie, że całe życie można być tą samą osobą, trzeba jedynie pogodzić się ze zmianami, które zachodzą w ciele i które widzimy w lustrze.

W tej kwestii na pewno mamy łatwiej niż choćby nasi rodzice, możemy się trochę świadomiej starzeć, żyjemy w kulturze dbania o siebie i nie musimy aż tak jak oni walczyć o przetrwanie. Oczywiście nie można popaść w skrajność, ale zdrowe nawyki mogą nas utrzymać w jakiejś sprawności.
Niektórym, przede wszystkim bardzo młodym dziewczynom, trochę trudno w tę skrajność nie popaść, kiedy na Instagramie codziennie widzą idealne życie idealnych dziewczyn. Sama zresztą na płycie wspominasz o Insta-świecie.

To prawda, myślę, że chodzi o dystans, bo muszę przyznać, że sama też jestem częścią tego świata. Mogę wręcz powiedzieć, że go lubię. To zapis pewnych emocji, zdarzeń w moim życiu. Taki fotoreportaż sterowany przeze mnie. Nie pokazuję tam raczej swojego życia prywatnego.

Idealne, wręcz nierealne konta na Instagramie sprawiają, że można – nawet podświadomie – zaaplikować sobie do głowy myśl, że to jest właśnie prawdziwe życie. A przecież wiemy, że tak nie jest.

Lubię Instagram za to, że w każdym zakątku świata pozwala znaleźć fajne miejsca, o których może nie mielibyśmy szansy dowiedzieć się bez pomocy tego medium.

To świetne źródło inspiracji z każdej dziedziny. Ważne po prostu, aby się w tym nie zatracić i przede wszystkim powstrzymać się od porównywania się do idealnych kobiet na zdjęciach, które być może w innym kadrze albo pozycji już wcale tak doskonale nie wyglądają. Nie dajmy się złapać w pułapkę wyidealizowanej rzeczywistości.

No właśnie, ale spędzając na Instagramie kilkadziesiąt minut dziennie, czasem trudno tego porównywania uniknąć…

Tak, ale to chyba nie wina samego medium, a podejścia. Ostatnio w ogóle Instagram stał się nie tylko obrazem idealnego życia, ale też trochę tablicą z ogłoszeniami zakupowymi. Problem leży w braku dystansu.

Ja lubię Instagram, mogę być obserwatorem osób, które podziwiam, których praca mi się podoba, ale to nie jedyne i nie podstawowe miejsce inspiracji. Mam dwa konta - jedno ilustracyjne i tam obserwuję tylko innych artystów wizualnych oraz ilustratorów, dzięki czemu trafiają do mnie tylko treści, które mnie interesują.

Nie chcę natomiast oceniać jednoznacznie osób, które zarabiają na Insta, bo sądzę, że jeśli ktoś umie to robić i dokonuje subiektywnego wyboru rzeczy, to może być fajne i sprawia, że są w tym wiarygodni.

A celebryci, którzy reklamują wszystko?

Jest trochę osób, które przesadzają z ilością reklamowanych produktów, ale z drugiej strony im się nie dziwię. Pewnie dostają za to takie pieniądze, że wynagradzają im odrobinę obciachu, którą dzielą się w swoim feedzie.

Kluczem jest tutaj chyba znalezienie balansu. Zresztą jak we wszystkim. Tobie udało się to w muzyce, bo z jednej strony utwory pojawiają się w filmach czy serialach - jak choćby "Druga szansa” - a z drugiej wciąż pozostajesz w sferze lekko alternatywnej

Pojawienie się mojej piosenki w serialu na samym początku drogi było fartem. Miałam szczęście, bo nagle moja piosenka zagościła w milionach domów. Ludzie znali mój utwór, ale nie kojarzyli mojej twarzy, więc na szczęście żadna ze mnie celebrytka (śmiech). Udało się zdobyć słuchacza i to było najważniejsze. Czymkolwiek w Polsce jest tak zwana alternatywna muzyka pop, to rzeczywiście: myślę, że jestem jej częścią. Wolę określenie art pop.
Zauważyłaś wtedy, że więcej osób przychodzi na koncerty, zna teksty piosenek?

Na pewno więcej było samych zaproszeń na koncerty. To była moja pierwsza płyta. Pewnie nie zapraszano by mnie do mniejszych miejscowości, gdyby nie siła utworu "Kaktus”. W nim rzeczywiście jest coś wyjątkowego - to piosenka nie bardzo popowa, a jednak stała się przebojem. W tym kawałku jest coś magicznego, ale gdybym wiedziała co dokładnie, pisałabym same takie (śmiech).

Chyba wiele twoich utworów, również tych nowych, ma w sobie coś magicznego. Takiej popowej muzyki i błyskotliwych tekstów nie słyszy się często...

Po prostu konsekwentnie robię swoje. Teraz ukazała się moja trzecia płyta"Kęsy". Wydaje mi się, że jest całkiem prosta do przeanalizowania, ale mimo tego posługuję się językiem dość abstrakcyjnym – zarówno w warstwie muzycznej, jak i słownej.

Człowiek musi jednak dokonać pewnego wysiłku, żeby to przyswoić. Mam nadzieję, że słuchaczy będzie z biegiem czasu coraz więcej, bo cudownie jest trafić do serca. Jednak piosenki piszę dla siebie. Z potrzeby wewnętrznej.



W Polsce pojawia się coraz więcej ciekawych artystów - w tym również ty - którzy naprawdę potrafią wykorzystać język polski. Żonglerka naszym słowem ma urok, który trudno uzyskać śpiewając w języku Szekspira, choć jeszcze parę lat temu wielu twierdziło, ze "po angielsku wszystko świetnie brzmi”.

To fakt, ostatnimi czasy twórcy zaczęli odważniej szukać swojej tożsamości, nie napinać się na karierę zagraniczną czy kopiowanie pomysłów zachodnich gwiazd. To pozwala na produkowanie nowych i interesujących rzeczy - zarówno muzycznie, jak i lirycznie.

Polski pozwala na przemycenie wielu niuansów, których w angielskim brak. Wydaję mi się, że zaczyna mijać fascynacja zachodem, którą kilka czy kilkanaście lat temu się zachłysnęliśmy. Teraz wiele osób wreszcie odkrywa jak bogaty, ciekawy i piękny jest nasz język.

Zresztą podobny mechanizm obserwujemy np. w prasie. Wiele lat temu fotografia wyparła ilustrację, która dawnymi czasy królowała w druku. Od kilku lat obserwujemy jej wielki powrót. Historia zatacza koło. Trendy wciąż wracają i miksują się.

Jednak z językiem to głębszy proces. Wynika z przemian społecznych, identyfikacją z językiem. To w ogóle bardzo ciekawy temat.

Kiedyś mówiło się, że sytuacja kobiet w branży muzycznej jest słabsza niż mężczyzn. Coś w tym jest?

No cóż na pierwszym froncie na pewno widzę mężczyzn, na pierwszych pozycjach OLiS-u (Oficjalna Lista Sprzedaży Detalicznej Polskiego Związku Producentów Audio-Video - przyp.red) zresztą też. Najpopularniejsze obecnie hity to również w znakomitej większości dzieła facetów.

Nie mam nic przeciwko temu, jestem fanką mężczyzn (śmiech). Ciekawe, ale mi to nie przeszkadza, szczerze mówiąc sama też głównie słucham głosów męskich.

A zdarzyła ci się kiedyś sytuacja, kiedy poczułaś się potraktowana gorzej tylko ze względu na płeć?

W podstawówce pani od fortepianu faworyzowała chłopców. To chyba jedyny taki przypadek. Poza tym nie miałam z powodu płci jakiegoś uczucia straty, nie czułam się dyskryminowana ze względu na płeć. Mój zespół zresztą składa się z samych facetów - ja po prostu lubię z nimi pracować.

Moja managerka i tour managerka to kobiety i lubię tę damską dłoń, która mocno trzyma sprawy biznesowe, natomiast z mężczyznami dobrze dogaduję się w twórczym procesie. Nie wiem, czy chodzi o płeć, chyba raczej o flow i charakter.

Trafiłam na taką grupę ludzi, z którymi dobrze mi się działa, a to, że są mężczyznami, nie ma znaczenia. Mam też cudowne relacje z kilkoma wyjątkowymi kobietami! Chodzi o znalezienie wspólnej wrażliwości, czułości do drugiego człowieka.

Grasz z mężczyznami, ale twój wizerunek jest jednak mocno kobiecy. Wystarczy spojrzeć na sceniczne kreacje, które nigdy nie są przypadkowe. Drugą tak wyrazistą pod tym względem artystką jest chyba tylko Monika Brodka.

Mojej wykształcenie artystyczne sprawia, że mam dość ukształtowany gust, który staram się realizować w swoich stylizacjach. Staram się myśleć o stroju jako o elemencie całości. Przygotowując kreacje na koncert, biorę pod uwagę nie tylko muzykę, ale też całą identyfikację i komunikację wizualną płyty, wszystko musi do siebie pasować.

Mam trochę graficzno-malarski sposób patrzenia na kostium. Może również to nieco łączy mnie z Brodką, która na stałe współpracuje z Vasiną, potrafiącą budować kostiumy kolorem i formą. Bardzo podziwiam ich pracę. Jestem fanką.
A jak ty pracujesz nad kostiumami?

Przy płycie "Pysk” powstał print, który został również powielony na tkaninie. "Kęsy” są nieco bardziej minimalistyczne niż poprzednie płyty i to też się odrobinę odzwierciedla w kostiumie, który jest uproszczony.

Nie projektuję sama. Myślę, że nie można robić wszystkiego samemu, bo nie da się być dobrym we wszystkim. Współpracuję z Karolina Miko, która poza projektowaniem swoich kolekcji tworzy moje kostiumy. Współpracujemy, ale potrafię poddać się jej wizji, ponieważ wierzę w jej talent i wiem, że ona "widzi” rzeczy.

Są też pewne formy, które po prostu lubię i wiem, że przy mojej figurze wyglądam w nich dobrze. Fajnie też jest inspirować się high fashion i podglądać pokazy największych projektantów. Na koncercie kostium żyje swoim życiem, a oświetlony scenicznym światłem może prezentować się spektakularnie. Na scenie można pozwolić sobie na znacznie więcej.

Zbliżamy się do świąt, więc zapytam tematycznie. Czy masz jakieś życzenia, jeśli chodzi o współpracę z innymi artystami?

Nie chcę ich wypowiadać, bo mogą się nie spełnić.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...