"Dzięki perfumom można dostać nową pracę albo zajść w ciążę". Witaj na warsztatach zapachowych [wywiad]

Zapraszamy do krainy zapachów naprawdę wyjątkowych
Zapraszamy do krainy zapachów naprawdę wyjątkowych Fot. Maciej Stanik/ naTemat
Czy Polki i Polacy chcą pachnieć naprawdę wyjątkowo, czy zadowalają się masówką z wielkich perfumerii? Jak odpowiednie perfumy mogą pomóc nam w życiu i jak je stworzyć? Tego wszystkiego dowiesz się od Moniki Zagajskiej z firmy Mo61 Perfume Lab, oferującej możliwość samodzielnego komponowania zapachów.

Jak pachnie polski tramwaj?

Bardzo kolorowo i bardzo intensywnie. Od połowy pasażerów można wyczuć ten sam oklepany i niesamowicie banalny zapach jakiejś znanej marki albo coś z oferty zapachowej którejś z ubraniowych sieciówek. Ale zarazem muszę zauważyć, że Polki i Polacy coraz bardziej interesują się lepszymi, mniej oczywistymi perfumami.

Sytuacja ulega poprawie już od kilkunastu lat, w dużej mierze to zasługa świetnych perfumerii niszowych – mowa tu zwłaszcza o firmach Galilu, Quality Missala i Lulua – które zrobiły naprawdę świetną robotę, ściągając do naszego kraju produkty dla osób, które mają dosyć masówki, tych płytkich zapaszków, których używa pół wspominanego tramwaju.

To właśnie dla takich indywidualistów powstała także nasza firma, która zaczęła oferować możliwość samodzielnego skomponowania zapachu; takiego, jakiego nie będzie nosił nikt inny, naprawdę unikalnego. Wszystko zaczęło się od stołecznych sklepów na ulicy Mokotowskiej i w Galerii Mokotów. Okazało się, że zainteresowanie jest tak wielkie, że właśnie otworzyliśmy specjalną przestrzeń warsztatową na rogu Puławskiej i Dąbrowskiego. Przeznaczona została wyłącznie do szkoleń, podczas których można nauczyć się komponowania zapachów i wyjść z flakonem zapachu, który trafia do nas w 100 procentach.
Właśnie – któż z nas nie dostał kiedyś od jakiejś cioci dezodorantu albo wody toaletowej, które przyprawiały go o mdłości…


Dokładnie. Preferencje zapachowe są tak indywidualną kwestią, że o ile nie mamy totalnego pewniaka, bardzo łatwo przestrzelić w tej kwestii. Dlatego wprowadziliśmy możliwość zakupu voucherów prezentowych: zamiast wręczania gotowego produktu i zastanawiania się, na ile będzie się podobał drugiej osobie, dajesz możliwość przyjścia do nas i skomponowania swojego zapachowego ideału.

Dodajmy do tego jeszcze jeden "element dedykacji": można stworzyć nie tylko sam zapach, lecz również jego nazwę. Czasami to po prostu ochrzczenie kompozycji czyimś imieniem, lecz zdarzają się przypadki o niebo bardziej zaskakujące. Powstały u nas chociażby zapachy "To moje, nie dotykać"! (stworzyła go pewna pani, która nie chciała, aby perfumy podbierały jej córki) albo "Kurwa mać" – były to jedyne słowa, które klientce przyszły do głowy po skomponowaniu tak dobrego zapachu (śmiech).
Typowy kursant to...
Widzisz, na początku byliśmy przekonani, że tą ofertą zainteresują się wyłącznie panie pomiędzy 25. a 35. rokiem życia. Okazało się natomiast, że klientela jest bardzo mocno przemieszana – pojawia się również całe mnóstwo panów. Dodajmy: w różnym wieku, bo zdarza się również, że nasza oferta jest prezentem z okazji... Dnia Dziadka.

Szkolenia – dla swoich pracowników albo klientów – zamawia też wiele firm. Zdarza się, że takie warsztaty są pomysłem na imprezę intergracyjną, wieczór panieński albo urodziny dla 10-letniej dziewczynki. No albo randkę, bo przecież to świetny pretekst do tego, żeby poobwąchiwać się i podotykać z drugą osobą (śmiech).
W tym przypadku pewnie przydają się jakieś specyfiki, które wywołują u płci przeciwnej wręcz zwierzęce pożądanie?

Czasami śmiejemy się, że jesteśmy jak czarownice, bo do składu dorzucamy rozmaite magiczne składniki. Ale nigdy nie są to legendarne feromony, bo one po prostu nie istnieją. Nie dajmy się zwieść rozmaitym naciągaczom – nauka nigdy nie udowodniła istnienia czegoś takiego, jak ludzkie feromony. Nie jesteśmy zwierzętami, które pod wpływem zapachu są automatycznie gotowe do kopulacji.

W Mo61 Perfume Lab używamy jedynie odrobiny tzw. molekuł feromonalnych. Są praktycznie niewyczuwalne, schowane za innymi nutami zapachowymi, dopiero gdy ciało rozgrzeje się pod wpływem emocji, wnoszą do kompozycji coś, co roztacza aurę zmysłowości.
No dobrze, przychodzę i co dalej? Jak naprowadzam cię na to, abyś pomogła mi stworzyć zapach idealny?

Zaczniemy od wywiadu: podpytam, jakich zapachów używasz, jakie nuty lubisz. Tak w ogóle, to gdy zaczynałam tę pracę, sądziłam, że mężczyźni będą perfumiarsko nieświadomi, nie zdołają wytłumaczyć, jaki chcą osiągnąć efekt. A tu nagle wielkie zaskoczenie: panowie zaczęli zaskakiwać mnie ogromną wiedzą, znajomością nut zapachowych, które lubią. Kobiety są pod tym względem znacznie mniej analityczne, operują głównie markami.

Swoją drogą kiedyś było tak, że zamówienia ograniczały się do sformułowań "coś na dzień", "coś na wieczór", "coś na lato", "coś na zimę". Dziś jest zupełnie inaczej: ludzie skupiają się na tym, jaki efekt ma zapewnić skomponowany dla nich zapach. Dlatego czasem mówimy, że Mo61 jest niczym kozetka u psychologa.

Musimy znaleźć zapachowe rozwiązania, które będą odpowiedzią na naprawdę rozmaite intencje. Bo zdarza się np., że ludzie chcą perfum pomagających zyskać w oczach jakiejś dziewczyny albo wręcz znaleźć męża i zajść w ciążę. Albo inny przykład: dziewczyna idzie do urzędu, załatwiać tam coś ważnego i chce, aby odpowiedni zapach ułatwił jej pomyślne sfinalizowanie sprawy.

Jakaś pani mówi "zasadniczo lubię delikatne zapachy kwiatowe, ale szef właśnie powiedział mi, że jestem zbyt mało śmiała, więc chcę coś odważnego, przebojowego". Tak więc przedstawiamy jej propozycje bardziej ekstrawaganckie, nietuzinkowe. Albo inna klientka: "idę na spotkanie o pracę i chcę być odbierana poważnie".
Co proponujesz w takim właśnie przypadku?

Tutaj ideałem będą nuty zapachowe, które powszechnie uznaje się za męskie. Bo to właśnie one – jak chociażby kadzidło czy różowy pieprze – kojarzą się z profesjonalizmem i siłą. Zaznaczmy, że w perfumiarstwie da się kreować rzeczy, które świetnie łączą w sobie totalne przeciwieństwa: będą słodko dziewczęce, choć jednocześnie znajduje się tam ciężka "męska" baza. W ogóle można wziąć składniki od dawien dawna kojarzone z perfumami dla panów (jak chociażby ambra) i skomponować z nich coś słodszego od kobiecych "ulepków". To świetna, kreatywna zabawa.
A czy wielu mężczyzn ma odwagę roztaczać wonie "kobiece", czy stawiają jednak na rozwiązania bezpieczne; klimaty kolońskie albo fougère'owe, czy też pachnieć sławetnym koniem i tytoniem?

Najlepsze jest to, że czasami panowie są zachwyceni jakimś zapachem, lecz gdy dowiadują się, że w składzie znajdują się "babskie" kwiatki, wszystko zmienia się diametralnie. Zaczynają się bać, że takie coś mogłoby zaburzyć ich męskość. Ale na szczęście Polacy stają się coraz bardziej odważni, coraz śmielej eksperymentują z nieoczywistymi nutami. Dodam: na szczęście dla nich samych, bo z naszych obserwacji wynika, że mężczyźni pachnący słodkimi zapachami naprawdę podobają się płci przeciwnej.

W tym miejscu pewna anegdota: znajomy gej spryskał się Rosie, czyli naszą kompozycją na bazie róży damasceńskiej i serca paczuli, bardzo ale to bardzo kobiecą, po czym wsiadł do taksówki. Po jakimś czasie wpada do nas pewien pan (zaznaczę, że nie jakiś tam młody hipster, ale taki 57-letni wąsacz) i mówi: "no bo jechałem na taryfie i klient mi tak pięknie pachniał, że aż poprosiłem, żeby zapisał mi na karteczce, co to jest za perfuma". Na początku sądziłam, że w tym układzie postanowił kupić taki sam zapach żonie, lecz okazało się, że chce go dla siebie.

Wracając jeszcze do wspomnianego konia i tytoniu – to właśnie jeden ze świetnych przykładów na to, jak można ograć typowo męskie elementy i posłodzić je w mocno kobiecy sposób, tworząc naprawdę fajną całość. W Mo61 posiadamy nawet kompozycję o wymownej nazwie Mustang Sweet Tobacco. Panie szaleją na jej punkcie. Tak, i Polki, i Polacy coraz bardziej lubują się zapachach zaskakujących i niebanalnych, nawet jeśli w grę wchodzą naprawdę specyficzne nuty. Znasz cywet?
Tak, nawet używam tego zapachu, choć to ekstremalna rzecz z gatunku "kochaj albo rzuć": jego aromat kojarzy się m. in. z brudną kocią kuwetą.

Moja klientka miała nieco inny trop: chciała pachnieć cywetem, bo przypominał jej zapach... chorego ucha jej ukochanego cocker spaniela. Ale jakiekolwiek skojarzenia z rzeczami dla nas ważnymi, są rewelacyjnym tropem, gdy chcemy skomponować perfumy naprawdę indywidualne, wyjątkowe. Przychodzą do nas fani "Wiedźmina" i mówią, że chcą pachnieć agrestem oraz bzem. Komuś innemu robi się ciepło na sercu, gdy czuje nuty węgla, soli morskiej albo atramentu. Tutaj ma do nich dostęp, bo tak niszowych zapachów nie znajdzie przecież w wielkich perfumeriach, sprzedających masówkę.
Osoba taka jak ty zapewne bezkompromisowo gardzi mainstreamem.

Ależ skąd, przecież w owej masówce zdarzają się genialne kompozycje. Spójrzmy chociażby na zapachy takie, jak Giorgio Armani Si czy Chanel Chance. To przykłady gigantycznych przebojów sprzedażowych, które dla zapachowych ekscentryków może i są zbyt pospolite, lecz obiektywnie trzeba przyznać, że to świetne kompozycje.

Owszem, z przebojami perfumiarstwa bywa podobnie, jak z muzyką: często wielkie hity podobają się tłumom ludzi dlatego, że są mało ambitne i łopatologicznie proste, natomiast ambitne, znacznie bardziej wymagające w odbiorze kompozycje zostają docenione wyłącznie przez garstkę odpowiednio wyrobionych osób. Ale chyba każdy muzyk chce stworzyć naprawdę wielki przebój! Podobnie jest z perfumiarzami: nawet wybitne postaci tej branży, kreujące kompozycje odważne i nieoczywiste, chciałyby zrobić coś, co stanie się zapachem kultowym wśród milionów ludzi na całym świecie.

W tym miejscu trzeba zauważyć, że wielkie domy mody doskonale zdają sobie sprawdę, że zapachowa niszówka odgrywa coraz większą rolę na rynku. Dlatego oprócz "regularnych" – bardziej oczywistych i bezpiecznych – linii coraz częściej wypuszczają kolekcje takie jak chociażby Giorgio Armani Privé: rzeczy znacznie ambitnejsze i zaskakujące, no a przy tym znacznie droższe.
Można stworzyć perfumy, które będą i tanie, i wybitne?

Nie. Takie rzeczy można zrobić w branży modowej, gdzie w przypadku ciuchów bardzo często chodzi wyłącznie o metkę – jedynie ona sprawia, że produkt za 100 zł różni się od takiego za 1000 zł. Natomiast perfumiarstwo przypomina raczej świat motoryzacji: nie da się sprzedawać tanio czegoś naprawdę dobrego. Po prostu: do stworzenia produktu najwyższej jakości potrzeba najlepszych, starannie dobranych i kosztownych komponentów.

Ale nasza firma od jej początków chce udowadniać, że bardzo dobre zapachy nie muszą kosztować kroci. Zobacz: 30-mililitrowa butelka naszych perfum kosztuje 199 zł. Owszem, jeśli porównać to z "budżetowym" mainstreamem, jest drogo. Lecz jak na perfumiarstwo niszowe, jesteśmy wręcz tani.

W ogóle fajnie, jeśli możesz trafiać nie tylko do osób ekstremalnie bogatych, przecież nie każdy pasjonat zapachów niebanalnych jest człowiekiem zamożnym. Pamiętam taką sytuację: przyjaciółki z jednego akademika stworzyły u nas swoją kompozycję, zrzucając się w cztery na flakon, bo tylko na to pozwolił studencki budżet. Naprawdę wielki szacunek. Właśnie takie sytuacje są najlepszymi dowodami na to, że Polki i Polacy naprawdę chcą pachnieć wyjątkowo.

Materiał powstał we współpracy z Mo61 Perfume Lab
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie