"Z powodu wypadających włosów wylałam hektolitry łez". Teraz ŁysOla dodaje sił innym dziewczynom

Ola cierpi na łysienie plackowate, ale zamiast się załamywać, udowadnia, że można żyć normalnie
Ola cierpi na łysienie plackowate, ale zamiast się załamywać, udowadnia, że można żyć normalnie Fot. Instagram/ lys.ola
Wiele nastolatek słysząc diagnozę: łysienie plackowate, mogłoby się załamać. W końcu włosy dla dziewczyn są atrybutem kobiecości, a ich utrata budzi lęk i niepokój. W przypadku Oli było z początku było podobnie, jednak z czasem zaakceptowała chorobę, niczego nie ukrywa i może być wzorem dla wielu młodych osób.


Na czym polega łysienie plackowate?
To wyjątkowo niewdzięczna choroba zapalna. W wyniku jej wystąpienia mieszki włosowe ulegają uszkodzeniu, włosy wypadają, a na głowie powstają nieregularne, łyse przestrzenie. Istnieje kilka sposobów na leczenie, a ich wybór zależy m.in. od stopnia zaawansowania choroby. To terapie długotrwałe, które często niestety nie przynoszą efektów.


Ona znalazła na to sposób
ŁysOla - już sam pseudonim, jakim dziewczyna posługuje się w mediach społecznościowych pokazuje, jak duży ma do siebie dystans.

Ola na swoim Instagramie pokazuje piękne zdjęcia, którymi obala mit, dotyczący tego, że to włosy kobiety świadczą o jej pięknie. Wbrew temu, co może się dziś wydawać, droga do samoakceptacji i pogodzenia się z chorobą wcale nie była prosta.

– Siedem lat zajęło mi zaakceptowanie siebie. Wylałam hektolitry łez z powodu wypadających włosów – wspomina Ola Przybylska. – Miałam ogromne wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół, co pomagało mi w akceptacji choroby. Myślę też, że pomogła mi w tym świadomość, że nic w życiu nie dzieje się bez powodu. Skoro trafiło na mnie, to jest w tym jakiś cel – dodaje.

Kluczem jest nastawienie
Ola podkreśla jak wielką wagę może mieć podejście do problemu - zamiast użalać się nad sobą i skupiać na jednej kwestii, dziewczyna radzi, by żyć pełnią życia. Większość rzeczy, które wydawać by się mogły najbardziej istotne, siedzi tylko w naszych głowach.

Podejście podejściem, ale dla ludzi łysa głowa u dziewczyny budzi jednak ciekawość - przyciąga wzrok, prowokuje szepty. Jedni myślą "rak", inni - "młodzieńczy bunt". Charakterystyczny wygląd dla niektórych mógłby być powodem do nieprzyjemnych komentarzy. Oli nigdy nie przytrafiła się taka sytuacja, choć wie, że mają one miejsce.


– Na szczęście mnie to ominęło, bo podczas wypadania włosów mamy bardzo zaniżone poczucie własnej wartości. Wiem, że dziewczyny, które od najmłodszych lat chorują na łysienie plackowate, przeżyły wiele nieprzyjemności w latach szkolnych. Ja w najgorszym momencie choroby nie spotkałam się z hejtem ze względu na brak włosów. Teraz również nie słyszę negatywnych komentarzy – opowiada ŁysOla.



Nikt nie potrafi tak dobrze zrozumieć sytuacji chorych na łysienie plackowate niż osoba, która również to przeżywa. Już praca i dotarcie do poziomu samoakceptacji jest godne podziwu.

Teraz może być wzorem dla innych chorych
Ola poszła jednak o krok dalej - na Instagramie dzieli się swoimi zdjęciami, na których bez skrępowania pokazuje, jak wygląda. Robi to nie tylko dla siebie, ale też po to, by udowodnić innym chorym, że łysienie ich nie definiuje. Można żyć dalej, być szczęśliwym i pięknym
– Stwierdziłam, że skoro mi się to udało, to może pomogę w tym innym chorym dziewczynom, pokazując, że wszystko zależy od naszego sposobu patrzenia na siebie – tłumaczy Ola. – Chciałam także uświadomić ludzi, że nie każda łysa kobieta ma raka oraz żeby oddawali włosy dla fundacji, ponieważ to bardzo pomaga łysym kobietom w akceptacji samej siebie – dodaje.