"Siedem życzeń", czyli polskie "Stranger Things" kończy 33 lata. Po tylu latach poznaliśmy kulisy jednej ze scen

Daniel Kozakiewicz, odtwórca roli głównej w serialu "Siedem życzeń"
Daniel Kozakiewicz, odtwórca roli głównej w serialu "Siedem życzeń" Fot. screen Vod.tvp.pl
Dziś polskie seriale dla młodzieży nie istnieją. Młodzi ludzie wybierają Netflix, na którym znajdują dla siebie mnóstwo zagranicznych propozycji. Ci, którzy byli dziećmi i nastolatkami w latach 80. z rozrzewnieniem wspominają serial "Siedem życzeń", emitowany na antenie TVP.


Właśnie mijają 33 lata odkąd serial o niezwykłym kocie spełniającym życzenia pojawił się w telewizji. – Ten serial zupełnie się nie starzeje i wytrzyma każdą próbę czasu – wspomina w rozmowie naTemat Wanda Kwietniewska, wokalistka grupy Banda i Wanda, odpowiedzialnej za ścieżkę dźwiękową serialu.


Niebanalna historia, rockowa ścieżka dźwiękowa i fajne, naturalne, niewymuszone dialogi. To tylko niektóre z zalet serialu "Siedem życzeń", który w latach 80. był uwielbiany przez młodzież. Choć zrealizowany został w 1984 roku, na antenę trafił dwa lata później.


Serial dla każdego
1 stycznia 2019 roku "stuknęły" serialowi już 33 lata. I choć zmieniły się czasy, a serialomaniakami zawładnął Netflix, "Siedem życzeń" wciąż ogląda się dobrze po latach. Zresztą produkcja w reżyserii Janusza Dymka dostępna jest na platformie Vod.tvp.pl. To dobra okazja dla tych, którzy po latach chcą przypomnieć sobie losy serialowego Darka i jego niezwykłego kota, mówiącego ludzkim głosem i spełniającego życzenia.
Dla tych, którzy nie znają fabuły, szybko przypominamy. Trzynastoletni Darek (Daniel Kozakiewicz) ratuje przed podwórkowymi chuliganami czarnego kota - Rademenesa. Nie jest to jednak zwyczajny sierściuch, a kot, który mówi ludzkim głosem. Zwierzak, będąc wdzięcznym za uratowanie życia, obiecuje spełnić Darkowi tytułowe siedem życzeń.


Jedno życzenie ma być spełniane w każdą kolejną środę - dzień tygodnia, w którym Darek uratował życie zwierzakowi. Początkowo 13-latek nie potrafi wykorzystać zdolności spełniania życzeń do najbardziej potrzebnych celów i wypowiada je za szybko i zbyt pochopnie. Darek szybko zaprzyjaźnia się z kotem, a ten chętnie spełnia jego zachcianki oraz podtrzymuje na duchu w trudnych momentach. Oczywiście rodzice Darka nie wiedzą, że kot potrafi mówić.

W szóstym, przedostatnim odcinku okazuje się, że kot był człowiekiem urodzonym w Starożytnym Egipcie. Za wyjawienie Starożytnym Egipcjanom teorii ruchu Ziemi wokół Słońca został skazany na karę "odradzania się w postaci kota przez tysiąclecia". W ostatnim odcinku Dariusz decyduje się oddać ostatnie życzenie kotu, a ten zmienia się ponownie w człowieka.

Niebanalna fabuła i rockowa muzyka
Głosu zwierzakowi użyczył Maciej Zembaty - poeta, satyryk oraz scenarzysta, który był odpowiedzialny również za scenariusz serialu "Siedem życzeń". To dzięki niemu pojawiła się też dość makabryczna plotka, która trafiła do mediów.

Na jednym ze spotkań prasowych Zembaty żartował, że kot na planie zachowywał się dość niesfornie, dlatego ekipa zmuszona go była uśpić, wypchać i użyć jako rekwizytu. Oczywiście to tylko okrutna plotka. Serial był niezwykle ciepłą produkcją, które oglądają kolejne pokolenia.
Produkcja była wyjątkowa nie tylko ze względu na oryginalną historię, ale również na aktorstwo oraz muzykę. Ścieżka dźwiękowa została stworzona przez kultową grupę Banda i Wanda, a piosenki zaśpiewane przez wokalistkę grupy - Wandę Kwietniewską.

Powstał również album z piosenkami z serialu, wydany w 2009 roku. Wszystkie utwory zostały nagrane na nowo, w tych samych aranżacjach. Do wydania płyty przyczyniły się liczne prośby fanów serialu. – Kolejne pokolenia wychowują się na tym serialu, więc to był taki ukłon z mojej strony. Nagrywanie muzyki na tę płytę było bardzo fajnym zadaniem. Cieszę się, że po tylu latach udało mi się zaśpiewać łudząco podobnie – wspomina z rozmowie naTemat Wanda Kwietniewska z grupy Banda i Wanda.

Kwietniewska ma kilka wspomnień związanych z serialem, które do dziś zostały jej w głowie. Po latach wspomina je z uśmiechem na ustach. – Wystąpiliśmy na wizji w dwóch odcinkach.
W jednym z nich główny bohater marzy o naszych instrumentach. One więc znikają z naszych rąk. Siedzimy więc z zespołem w serialowej kawiarni. Dwóch aktorów gra policjantów, prowadzących śledztwo, w którym chcą rozwiązać zagadkę zaginięcia instrumentów – opowiada.

Reżyser wydawał kolejne polecenia odnośnie rozmowy z policjantami. Aktorzy, którzy ich grają, pytali, co zginęło. Członkowie zespołu wymieniali po kolei zaginione przedmioty i mówili, że to dorobek ich życia. Któryś z aktorów zapytał na koniec, jaką te instrumenty mają wartość.

– Ponieważ to były czasy, że w Polsce w ogóle nie można było kupić takich sprzętów, wszystkie były ściągane z zagranicy. Więc muzycy podali cenę w dolarach. Na tamte czasy to była horrendalna kwota. Więc jak jeden z aktorów wcielający się w postać policjanta usłyszał cenę tych instrumentów, zapytał: naprawdę to wszystko aż tyle kosztuje? Gitarzysta na to, że tak i to jest dorobek całego naszego życia. Aktor-policjant wypalił nagle " O kurwa!". On jako człowiek zainteresował się tym, że te instrumenty są aż tak bardzo drogie. Całe ujęcie trzeba było powtarzać od początku – wspomina ze śmiechem Wanda Kwietniewska.

Siła "Siedem życzeń" to genialny scenariusz
Wokalistka Wanda i Banda podkreśla, że siłą serialu, do którego starsi wracają z przyjemnością, a młodzi oglądają z zaciekawieniem, jest genialny scenariusz. – To jest bardzo wciągająca historia. Zawodowy serial familijny, który można obejrzeć w każdym wieku. On się zupełnie nie starzeje i wytrzyma każdą próbę czasu. Bo tematyka reinkarnacji i cofania się w czasie jest zawsze bardzo ponętna dla widzów – mówi.

I dodaje: – Poza tym gra tam plejada wielkich aktorów. Dziś możemy pomarzyć o tym, że serial może być obsadzony takimi gwiazdami. Zresztą główny bohater był bardzo ciekawym dzieckiem. To się czuje na ekranie, że to jest dobrze dobrany aktor do roli. Mam nadzieję, że na popularność tej produkcji ma wpływ też nasza muzyka. Świetnie to zostało wymyślone, że każde życzenie jest zobrazowane kolejną piosenką. Parę rzeczy po prostu zagrało ze sobą, dlatego ta produkcja jest taka dobra – podsumowuje Kwietniewska.

Serial ma swoich zagorzałych fanów. Jedną z wielbicielek "Siedem życzeń" jest Agnieszka.
– Moje dzieciństwo przypadało na lata 80. Uwielbiałam ten serial, głównego bohatera, no i oczywiście kota Rademenesa. Z utęsknieniem czekałam na każdy odcinek. Jak pomyślę o tym filmie, natychmiast mam uśmiech na twarzy. Był adekwatny do naszego dzieciństwa. Znajome bloki i otoczenia. No i była w nim jakaś magia – wspomina.

Karolina, której dzieciństwo przypadało na lata 90. również bardzo ciepło wspomina ten serial. Oglądała go kilka razy. – Przypominają mi się szkolne czasy, jak oglądam "Siedem życzeń". Wycieczki, zastępstwa nauczycielskie i sprawy typowe dla dzieci z podstawówki. To taka fajna nostalgia. Poza tym jak ja zazdrościłam głównemu bohaterowi tych życzeń, które spełnia Rademenes – wspomina.
Gdyby porównać produkcję w reżyserii Janusza Dymka do współczesnego serialu dla młodzieży, najbliżej jest jej do "Stranger Things". To, co łączy te dwa seriale to świat widziany oczami dzieci, magia i lata 80. w których rozgrywa się "Stranger Things". Oba są uwielbiane przez młodych, jak i starszych, choć oczywiście skali popularności między tymi dwiema produkcjami nie da się porównać. Polscy fani "Stranger Things" w oczekiwaniu na kolejny sezon, mogą włączyć sobie "Siedem życzeń" i przenieść się do czasów szkolnych lat 80. gdzie rządziły piosenki Wandy i Bandy.