Polacy pokochali program o... oglądaniu telewizji. Uczestnicy stali się celebrytami

"Gogglebox. Przed telewizorem" to program telewizyjny o... oglądaniu telewizji. Brzmi banalnie, ale ludzie go kochają
"Gogglebox. Przed telewizorem" to program telewizyjny o... oglądaniu telewizji. Brzmi banalnie, ale ludzie go kochają Fot. Instagram/ ttv.pl
Nie każdy się do tego przyznaje, ale wielu z nas lubi od czasu do czasu, po ciężkim dniu, odpocząć przed telewizorem, oglądając mało wymagające programy. Ale czy wyobrażacie sobie, że ktoś was wtedy nagrywa i pokazuje to na antenie telewizji? A jednak właśnie na tym polega "Gogglebox" - absolutny fenomen i hit ramówki TTV. Właśnie zapowiedziano 10. edycję programu!


Format z Wielkiej Brytanii
"Gogglebox" powstał w 2013 roku w Wielkiej Brytanii i choć koncepcja show jest dosyć banalna, to na Wyspach zdobył ogromną popularność i doczekał się wielu nagród, w tym prestiżowego wyróżnienia od Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych (BAFTA).

Do Polski format przywędrował rok później i szybko podbił serca widzów. Oglądalność rosła z sezonu na sezon, w efekcie czego ostatnią, dziewiątą już, serię obejrzało ponad 600 tysięcy widzów.

Program o ludziach oglądających inne programy telewizyjne brzmi dość absurdalnie, bo w sumie co to za pomysł i kto to będzie oglądał?! Wbrew pozorom "Gogglebox. Przed telewizorem", opierający się właśnie na takiej koncepcji to absolutny hit. Ludzie pokochali sam format i jego bohaterów, którzy mają już status celebrytów.



Instagramowe konta wielu uczestników obserwuje po kilkadziesiąt czy nawet kilkaset tysięcy osób, a niektórzy z nich zostali zaproszeni również do udziału w nowym podróżniczym reality-show stacji - "Orzeł czy reszka".

Na czym to polega?
W każdym odcinku "Gogglebox.Przed telewizorem" kilka par bądź grup uczestników spontanicznie komentuje programy telewizyjne z danego tygodnia, jak np. "Rolnik szuka żony" czy "Kuchenne rewolucje", siedząc po prostu na kanapie we własnym mieszkaniu.



No właśnie - czy wypowiadane opinie aby na pewno mówione są bez scenariusza? I czy dzieje się to w prawdziwych domach czy zaaranżowanych na takowe studiach? Nasze wątpliwości rozwiewa Mariusz Kozak, jeden z barwniejszych i bardziej lubianych uczestników "Gogglebox'a".

– Nagrywamy we własnych mieszkaniach. Nie mamy scenografa, makijażystki ani reżysera. Mówimy to, co chcemy, bez żadnego scenariusza. Odcinki nagrywamy na bieżąco, zajmuje nam to mniej niż 10 godzin tygodniowo – opowiada.

Do programu może zgłosić się w zasadzie każdy, kto nie jest skrępowany obecnością kamer. Mariusz wspomina, że po obejrzeniu jednego odcinka doszedł do wniosku, że sam również sprawdziłby się w takiej formule, a kilka miesięcy później wraz z, dziś już byłym, partnerem otrzymali zaproszenie na casting.



– Podeszliśmy do tego totalnie na luzie, bez spinania się. Nie oczekiwałem od programu zbyt wiele, nie wiedziałem, że to tak się rozkręci – opowiada Kozak. – Potem nagraliśmy pierwszy odcinek i myślałem, że na tym się skończy. Nie miałem wielkiego parcia na szkło, chociaż jako mały chłopiec chciałem występować w TV.

Ludzie są pozytywnie nastawieni
Nasz rozmówca ma za sobą niemal 4 lata nagrań i decyzji o udziale nie żałuje. Jak zdradza, dzięki temu stał się bardziej pewny siebie, śmiały i przebojowy.

Na Instagramie obserwuje go już niemal 60 tysięcy osób, a i w "realu" często zdarzają się sytuacje, że fani zaczepiają go na ulicy. Zarówno wirtualne, jak i prawdziwe rozmowy mają w znakomitej większości pozytywny wydźwięk.

– Przeważają pozytywne reakcje, co mnie na początku dość dziwiło. Otrzymuje tygodniowo kilkaset życzliwych wiadomości od widzów. Często piszą, że dzięki nam zrozumieli, że "gej też człowiek”, szczególnie widzowie z małych miast i wsi – zdradza Mariusz. – Wiadomości z hejtami pojawiają się sporadycznie, zwykle z kont na Facebooku bez zdjęcia i znajomych. W ogóle nie zwracam na to uwagi, nie zaprzątam sobie tym głowy – dodaje.
Mariusz Kozak, bohater programu "Gogglebox. Przed telewizorem"

Na ulicy usłyszałem raz "ty pedale z telewizji”. Jak na niemal cztery lata kręcenia programu to bardzo mało...

Rzeczywiście rosnąca oglądalność programu świadczy o dużym zainteresowaniu widzów i przywiązaniu do występujących w nim bohaterów. Popularność formatu udowadnia zresztą, że czasem najbardziej banalny pomysł okazuje się najlepszy.

Widzowie wybierają prawdziwość
Zdaniem Mariusza Kozaka "Googlebox" fenomen zawdzięcza m.in. temu, że pokazuje różnorodność i odmienne punkty widzenia ludzi - tych z miast i wsi, z najróżniejszych stron Polski.

– To cały przekrój społeczeństwa, a każdy z bohaterów programu to mocna osobowość. Widzowie czują, że Gogglebox jest autentyczny, niewyreżyserowany i lubią podglądać nas w domach. To też fajny przegląd telewizyjnego tygodnia – mówi. – Zresztą chyba każdy, z czy bez obecności kamer, komentuje zabawnie to, co akurat ogląda w telewizji.



Od zawsze lubimy oglądać w programy, w których - choć odrobinkę - możemy podejrzeć życie innych ludzi. Zresztą m.in. dlatego TVN zdecydował się na wznowienie "Big Brothera", który już kilkanaście lat temu mocno namieszał w polskich mediach. Reality-show wszelakiej maści zawsze ciekawią, nawet jeśli czasami budzą mieszane uczucia.

To chyba właśnie normalność, prawdziwość i możliwość utożsamienia się z bohaterami "Googlebox'a" zdecydowały o jego sukcesie. Stacja już zapowiedziała pojawienie się jubileuszowej, 10 edycji programu, w wiosennej ramówce.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...