"Kraina lodu", "Atomówki" oraz "Wiedźmin". Tę aktorkę kojarzy cała Polska, choć niewielu... zna jej twarz [wywiad]

Na selfie podczas pracy zawsze znajdzie się czas
Na selfie podczas pracy zawsze znajdzie się czas Fot. archiwum własne
Na czym polega specyfika pracy aktorki dubbingowej? Opowiada nam o tym Magdalena Wasylik, czyli głos, który możesz znać zarówno z filmów (m. in. "Kraina lodu", "Transformers: Wiek zagłady", "Gru, Dru i Minionki"), seriali ("Świnka Peppa", "Atomówki", "Violetta") i gier komputerowych ("Wiedźmin 2: Zabójcy królów", "Heroes of the Storm").


Chociaż jesteś aktorką z wielkim dorobkiem, to przecież jakakolwiek celebrytka może cieszyć się znacznie większą rozpoznawalnością. Jak się z tym czujesz?

Są tego wielkie plusy: możemy teraz rozmawiać spokojnie w kawiarni, a wokół nie ma tłumu fanów, proszących o autografy i wspólne zdjęcia.

Moim głównym zajęciem jest dubbing, czyli działalność, która nie zapewnia takiej popularność. Chociaż zauważam, że coraz większa ilość zgłębia ten temat, co bardzo cieszy .

Nagrywam od jedenastego roku życia, a więc wszystko trwa już dwanaście lat i nieco się tego nazbierało. Ale zajmuję się nie tylko użyczaniem głosu postaciom – śpiewam też piosenki do filmów i seriali oraz pracuję nad tym, by jednak zaczęło mnie kojarzyć troszkę więcej ludzi, np. tworzę właśnie materiał autorski na wymarzoną solową płytę.


Do tego od jakiegoś czasu występuję w programie telewizyjnym "Jaka to melodia”.

No i gram w całej Polsce koncerty "bajkowe" dla dzieci i młodzieży, gdzie wykonuję na żywo utwory, które zaśpiewałam w polskich wersjach filmów animowanych.

Po takich występach często jestem proszona o zdjęcia i autografy. Czasami zdarza się też, że w sklepie ktoś skojarzy: znam pani głos z jakiegoś filmu albo serialu.

Jeżeli mowa o zaletach twojego zawodu: w przeciwieństwie do aktorek, które pojawiają się przed kamerą, nie musisz poświęcać mnóstwo czasu na charakteryzację czy makijaż.

Dokładnie. Mogę zagrać rolę tak, jak wyszłam z domu. Ba! Przed pójściem do pracy w sumie nie opłaca się nawet czesać, bo w studiu spędzam godziny w wielkimi słuchawkami na głowie, które potrafią zepsuć każdą fryzurę.

Przed zagraniem przygotowuję tylko struny głosowe – staram się rozśpiewać, bo często role wymagają mnóstwa krzyku, zmian tonacji, karkołomnego modyfikowania barwy głosu.

O co chodzi w byciu dublerką głosową?

Nierzadko zdarza się tak, że głos do dialogów podkłada jakaś aktorka, ale w partiach wokalnych zastępuje ją ktoś inny. Tutaj idealnym przykładem jest "Kraina lodu", gdzie w rolę Anny wciela się Ania Cieślak, ja natomiast pojawiam się w piosenkach.

Praca przy takich produkcjach świetnie spina się z moją działalnością piosenkarską. Mogłam np. wystąpić podczas wielkiego koncertu na Tauron Arenie, gdzie wyświetlano "Krainę lodu", a wokaliści – z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej – śpiewali na żywo utwory ze ścieżki dźwiękowej.
No i przy okazji prac nad tym filmem poznałam Czesława Mozila, co później poskutkowało pojawieniem się na jego najnowszej płycie "Kiedyś to były święta".


Mówiliśmy o zaletach tej pracy. A co jest w niej najtrudniejsze?

Zdarza się, że rola jest dynamiczna, postać szaleje, ale ty musisz wszytko odegrać, siedząc spokojnie na krześle. Nie można pozwolić sobie na takie ruchy ciała, jak postać na ekranie, bo wywoła to niepotrzebne hałasy. No i trzeba pamiętać, żeby usta znajdowały się w mniej więcej stałej odległości od mikrofonu.

Niełatwa jest też nauka odpowiedniego operowania głosem. Dubbing jest znacznie bliższy teatrowi niż filmowi: wszystko musi być znacznie głośniejsze i bardziej emocjonalne, momentami wręcz przerysowane.

Czy zarobki w aktorstwie dubbingowym można potraktować jako minus?

Nie chcę mówić o konkretnych kwotach, ale powiedzmy tak: robię to, co kocham, a zarobki pozwalają mi na wygodne życie w Warszawie. Zasadniczo stawki w tzw. kinówkach są wyższe niż w serialach.

Ale pamiętajmy, że nagrywanie dubbingu do filmu pełnometrażowego trwa od dnia do tygodnia, natomiast w serialu ma się pracę na znacznie dłużej.
Co istotne, w tej branży zazwyczaj płaci się od wersu, na tej podstawie wylicza się końcową gażę. Gdy dojdą do tego piosenki – płatne osobno – sytuacja wygląda jeszcze bardziej kolorowo.

Chciałabyś mieszkać w jednym z krajów, gdzie dubbinguje się wszystkie filmy, a nie tylko te dla dzieci i młodzieży?

Z zawodowego punktu widzenia oczywiście tak, byłoby więcej zleceń, więcej pieniędzy. Ale z punktu widzenia odbiorcy sprawy mają się inaczej.

Wiesz, ostatnio byłam u koleżanki w Czechach, czyli jednym z krajów, o których wspomniałeś w pytaniu. Gdy obejrzałam tam zdubbingowany serial "Przyjaciele", nie byłam jakoś zachwycona. Obiektywnie rzecz ujmując rzecz została zrealizowana naprawdę profesjonalnie, ale przecież fajnie jest słyszeć język, głosy ulubionych aktorów.

To dlatego zdecydowanie bardziej wolę napisy, które wybieram zwłaszcza w przypadku pozycji anglojęzycznych. Najlepiej w wersji oryginalnej, nie polskiej, co daje możliwość podszlifowania języka.

Nie wspominam już nawet o tym, że często jakieś powiedzenia czy żarty amerykańskie słabo wypadają po przełożeniu ich na polszczyznę. Wtedy zdecydowanie lepiej wsłuchać się w oryginalne dialogi.

Jak zaczyna się karierę w dubbingu?

W moim przypadku pierwszy był teatr. Jako dziesięciolatka trafiłam na casting od spektaklu "Akademia pana Kleksa" w stołecznym Teatrze Roma. Zagrałam tam główną rolę dziewczęcą – córkę ogrodnika Rezedę, którą Adaś Niezgódka wybrał jako towarzyszkę podróży.

Wtedy zarówno ja, jak i rodzice byliśmy zdziwieni, skąd tam w ogóle dziewczynka. Okazało się, że z wyłącznie męskie postaci pojawiły się w najpopularniejszej, "lekturowej" wersji książki Jana Brzechwy, no i w bazującym na niej filmie. Oryginalnie pojawia się tam również ogrodnik, jego żona ogrodnika i pięć córeczek.

W "Akademii…" grałam dwa lata, wzięłam też udział w nagraniu piosenek z tego przedstawienia. W międzyczasie zdobywałam coraz większe doświadczenie (w Romie zawsze występowało mnóstwo aktorów zajmujących się dubbingiem).

W wieku lat 11 zaczęła się natomiast przygoda z telewizją – zaczęłam użyczać głosu tytułowej postaci z serialu animowanego "Świnka Peppa".

Czy z twoim dorobkiem zawsze musisz zdobywać rolę podczas castingu?

Doszłam do takiego punktu, w którym czasami ktoś zgłasza się z propozycją, bo kojarzy to, co robiłam do tej pory i uznaje, że świetnie nadam się do zagrania danej postaci. Lecz zazwyczaj wszystko zaczyna się jednak od przesłuchań.
O ile przez "zwykły" casting do świetnie płatnej reklamy przewijają się setki, tysiące osób, to w przypadku dubbingu nie mamy do czynienia z takim tłumem. Zazwyczaj osoby odpowiedzialne za udźwiękowienie polskiej wersji filmu albo serialu typują sobie kilka osób i zapraszają je na casting.

W jego trakcie nawet nie widzisz konkurencji, bo spotkania są umawiane w różnych godzinach. Tak więc nie trzeba siedzieć wspólnie na korytarzu, patrząc na siebie wilkiem. Czego oni się boją – że się pobijemy?!

To oczywiście żart, bo o ile w świecie tradycyjnego aktorstwa nierzadko podkłada się komuś nogę, tutaj panuje naprawdę fajna atmosfera. Środowisko jest zintegrowane i często spotykamy się prywatnie, np. organizując spotkania wigilijne.

W tym świecie dziewczyny mają bardziej pod górkę?

Przeciwnie. Zasadniczo można powiedzieć, że mamy lepiej. Gdy chłopiec zaczyna odgrywać jakąś rolę w serialu, to z czasem po prostu nie da rady utrzymać odpowiedniego brzmienia – wiadomo, mutacja.

Natomiast u nas to trudne, lecz możliwe. Przykład: kiedy zaczęłam grać tytułową bohaterkę animowanego serialu "Dora poznaje świat", miałam 11 lat, tak więc mogłam używać swojego normalnego głosu.

Ale ową rolę odgrywałam przez ponad dekadę, no i z czasem zaczynałam brzmieć coraz doroślej. Kosztowało to sporo pracy, ale nauczyłam się jak przed mikrofonem wciąż brzmieć jak dziecko.

Rozmawialiśmy o kinematografii kierowanej do dzieci. Zgodziłabyś się udźwiękowić coś zupełnie innego – film dla dorosłych?

Nie neguję tego, że ktoś mógłby potraktować takie przedsięwzięcie jako naprawdę trudne wyzwanie aktorskie, ale ja nie dałabym chyba rady.

Wydaje mi się, że spaliłabym się ze wstydu przed osobą, która nagrywa moje odgłosy w studiu. Nie poruszam tutaj kwestii finansowej, ale nie sądzę, żeby zaproponowano mi taką stawkę, żebym zgodziła się na podobny występ.