"Trwa wojna polsko-polska, a buntownicy zmiękli". Ten zespół wiedzie na barykady punków i korpoludków [WYWIAD]

Od lewej: Jarosław Ważny, Łukasz Pękacki i Piotr Połać
Od lewej: Jarosław Ważny, Łukasz Pękacki i Piotr Połać Fot. mat. prasowe
Bracia Figo Fagot, Kult, Tede i Kombii – oto układanka, której elementy pozornie do siebie nie pasują. A jednak ludzie, którzy działając z powyższymi artystami, zdobyli mainstreamową popularność, dziś postanowili zjednoczyć siły, aby tworzyć muzykę naprawdę zaangażowaną. Oto Darmozjady! (koniecznie z wykrzyknikiem), czyli projekt, który oddaje hołd punkowej alternatywie, przy okazji skłaniając Polaków do myślenia. Sprawdźmy, czy w tym szaleństwie jest metoda.


Skoro jesteście darmozjadami, to na kim zamierzacie żerować?

Piotr Połać: Wiadomo, że na polskim społeczeństwie. Utożsamiamy się z nim bardzo mocno – przecież my, Polacy, jesteśmy takimi darmozjadami: od piętnastu lat żremy na koszt Unii Europejskiej i jeszcze się na nią wku*wiamy. Narzekamy, że daje nam pieniądze na te cholerne autostrady, a to przecież skandal!

A mówiąc już poważniej: od skupiania się na nazwie zespołu chyba istotniejsze jest powiedzenie, co chcielibyśmy osiągnąć. Wiesz, co leży u podstaw stworzenia tego projektu? Bunt przeciwko temu, że w polskiej muzyce nie ma już buntu.

Rodzima scena alternatywna umarła, artyści weszli na wyżyny konformizmu. Wszystko dziś jest muzyką pop, czyli czymś potulnym i grzecznym, nawet jeśli z pozoru przypomina rocka, czyli gatunek z natury buntowniczy. Coś takiego można znaleźć np. w twórczości zespołu Nocny Kochanek, choć oni robią to w konwencji żartobliwej.

Łukasz Pękacki: Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio słyszałem polską płytę rockową z naprawdę bezkompromisową oceną świata i mam z tym problemy. Dziś zmiękli nawet inni buntownicy, czyli raperzy. Co najdziwniejsze, tyczy się to zwłaszcza najmłodszych artystów, którzy przecież powinni być najbardziej narowiści, skłonni do rebelianctwa.


Takie coś w rodzimym hip hopie można jeszcze czasami znaleźć u wykonawców trzydziestoparoletnich i starszych. Ja np. usłyszałem to na ostatniej płycie Palucha.

Obaj od lat działacie na scenie alternatywnej, choć pieniądze i popularność masową przyniosły wam bardziej przystępne gatunki muzyczne. Jak wyglądała iskra, która sprawiła, że postanowiliście odpalić buntowniczą bombę?

Łukasz: Piotrek zdobył sławę jako połowa intelektualno-discopolowego duetu Bracia Figo Fagot. Ja od lat jestem muzykiem sesyjnym, działającym i z gwiazdami popu, i z raperem Tede. Pewnego dnia przecięliśmy się przypadkowo gdzieś w trasie, jakiś później pojawił się pomysł grania czegoś, czego Polsce brakuje: mięsistego punk rocka z naprawdę mocnym przekazem. Spotkaliśmy się – oczywiście przy alkoholu, bo bez niego nie ma buntu, reszta jest historią.
Piotr: Zaznaczmy, że nie piliśmy w jakimś modnym, drogim klubie (przecież nie byłoby to punkowe), ale w bardzo "budżetowym" lokalu Azalia na warszawskiej Ochocie. Wiem, jeszcze bardziej fachowa byłaby konsumpcja jabola w krzakach, no ale dziś w sklepach naprawdę trudno trafić na te najtańsze z tanich win.

Tak czy owak nieco później do projektu Darmozjady! dołączył też Jarosław Ważny, na codzień puzonista zespołu Kult. Zaczęliśmy prace nad pierwszą płytą, w tworzeniu której wsparł nas Michał „Sir Michu” Kożuchowski, producent muzyczny, znany głównie ze współpracy ze wspomnianym wcześniej Tede. Do nagrań zaangażowaliśmy też Adama Tkaczyka, perkusistę Kombii.

Naprawdę łudzicie się, że miliony Polaków zaczną słuchać mocnego gitarowego grania z bezkompromisowym, zmuszającym do myślenia przekazem, porzucając ładną, nieskomplikowaną muzyczną papkę?

Piotr: To rodzaj eksperymentu, ale wierzymy w to, że znaleźliśmy jakąś niszę, że spora ilość rodaków chciałaby takiej właśnie muzyki, tylko po prostu nikt im jej nie serwuje. Nie chodzi tu oczywiście o miliony ludzi, bo pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Społeczeństwo przypomina trzydziestoosobową klasę: jej zdecydowaną większość stanowi "normalna" młodzież, która marzy wyłącznie o stabilnej posadzie, świętym spokoju i wygodnym życiu, bez zbytniego wychylania się.

Ale wśród takich ludzi zawsze znajdzie się pięciu tzw. kuców, czyli osób, które chcą czegoś więcej, niż praca w korporacji, bycie nudnymi elementami potulnego tłumu, który nie sprzeciwia się niczemu, co robią politycy.

No właśnie – wasza płyta będzie nosiła tytuł "Czwarty rozbiór Polski". Można zakładać, że będzie tam niemało politykowania…

Piotr: Żyjemy w czasach zwariowanych, niespokojnych i niebezpiecznych, dlatego trzeba naprawdę głośno mówić ludziom, co tak naprawdę wokół nas się dzieje – również przy pomocy muzyki! Przypomnijmy sobie, jak ostro polski rock walczył z systemem komunistycznym w latach 80. ub. w. Dziś chłopcy z gitarami w ogóle nie poruszają zbyt mocnych tematów.

W radiowej Trójce właśnie debiutują nasze pierwsze pierwsze kawałki, ciągle pracujemy nad dokończeniem albumu – za parę tygodni przekonamy się, czy ta płyta wstrząśnie krajem nad Wisłą.

Wojna polsko-polska trwa od lat, ale po zabójstwie Pawła Adamowicza obie strony tego konfliktu już na dobre okopały się po swoich stronach barykady. Do tego na naszych oczach rozsypuje się Unia Europejska – spójrzmy na Brexit albo na podpisany niedawno przez Niemcy i Francję pakt dotyczący bardzo ścisłej współpracy gospodarczej poza UE.

Czy politycy starają się to wszystko jakoś pozszywać? Nie, tylko udają, że to robią, bo przy okazji mogą porwać sobie kawałek tortu. Jeśli czegoś nie zrobimy, wszyscy zostaniemy wyrolowani.

A na czym ma polegać takie działanie wg zespołu Darmozjady!?

Łukasz: Podstawą jest umiejętność analizowania tego, co się wokół nas dzieje i wyrażania sprzeciwu, gdy coś wzbudza podejrzenia. Podkreślmy: niezależnie od tego, jakie masz poglądy polityczne.

A dziś młodym ludziom po prostu nie chce się ani myśleć, a co dopiero buntować. Czy są głupi? Nie. Wydaje mi się, że mogą zacząć interesować się tym, co dzieje się w naszym kraju, na naszym kontynencie, jeśli ktoś nimi potrząśnie, zachęci. Owszem, są media czy politycy, którzy docierają do młodzieży, ale robią to w jasnoukierunkowany sposób: macie myśleć tak, a nie inaczej.
Darmozjady! nie powiedzą ci dokładnie, jak masz myśleć, na kogo głosować, nie wskażą jedynej słusznej drogi. Łudzimy się, że jest zapotrzebowanie na zespół, którego siła to zadawanie trudnych pytań, bez dawania na takie kwestie prostych odpowiedzi. Bo od tego są politycy…

Piotr: Chcielibyśmy też uświadomić ludziom, że elity polityczne wmówiły społeczeństwu pewną dychotomię, która jest im na rękę: musisz dokonywać zerojedynkowych wyborów, wszystko jest albo białe, albo czarne.

Ludzie zaczęli więc wierzyć, że nie ma niczego pomiędzy; albo jesteś człowiekiem wierzącym i przywiązanym do tradycji patriotycznych, albo prozachodnim, otwartym na zmiany obywatelem świata. Albo liberalizm i gwiazdki unijne, albo orzełek i krzyż! A przecież to wszystko można połączyć. Wystarczy zdrowy rozsądek i odrobina intelektu.

Skoro o krzyżu mowa – czy głosząc, że nie jest on kluczowy w tworzeniu definicji prawdziwego Polaka, liczycie się z tym, że księża będą was przeklinać z ambon?

Piotr: Zacznijmy od tego, że obraz prawdziwej Polski jest mocno zafałszowany! Przecież gdyby obcokrajowiec albo kosmita miał wyrobić sobie zdanie o naszym kraju, bazując na przekazach medialnych, pomyślałby, że to największy "katoliban" na świecie. A to nieprawda.

Jesteśmy państwem nieprawdopodobnie antyklerykalnym, tyle tylko, że… nie chcemy się do tego przyznawać. To właśnie kolejny dowód na to, że nie potrafimy rzucić zdecydowanym, buntowniczym "nie". Owszem, są bastiony takiego mocnego katolicyzmu, ale wiele milionów Polaków podchodzi do Kościoła mocno sceptycznie. Tyle tylko, że ubiera to w eufemistyczne sformułowania typu "jestem wierzący, ale niepraktykujący". Przecież to nie ma sensu.

Jesteście naiwni niczym Doda, która parę lat temu uznała, że gdy tylko zaśpiewa dla Żydów i Arabów, zwaśnione strony się pojednają?

Piotr: Oczywiście, że nie wierzymy w to, że zespół Darmozjady! dokona w sekundę jakiejś wielkiej rewolucji. Przecież mówimy tu o wojnie kulturowej, która na naszych ziemiach toczy się od ponad 200 lat. Wiesz, rozdarte szaty Rejtana, Targowica, tego nie można zmienić "na szybko". Fajnie, jeśli nasze kawałki będą choć niewielkim przyczynkiem do zmian, niech dzięki tym piosenkom choć kilku młodych ludzi uświadomi sobie pewne sprawy, zacznie o nich rozmawiać.

Jestem 33-latkiem, Łukasz jest o siedem lat młodszy i przeraża nas to, jak na świat patrzą nastolatkowie albo osoby po dwudziestce. Tyczy się to młodych gwiazd muzyki oraz ich fanów. Tym ludziom wydaje się błędnie, że to, co otrzymaliśmy podczas transformacji ustrojowej, jest czymś "na zawsze". Dlaczego coraz większa ilość takich osób krzyczy "jeb*ć Unię Europejską"?

Młodzież najzwyczajniej w świecie nie pamięta innych czasów. Nie kuma, jak to jest stać w kolejce po paszport, żeby pojechać do Niemiec po dżinsy, albo stresować się obowiązkową służbą wojskową. A jeśli się nie opamiętamy, takie rzeczy mogą wrócić w ciągu trzech lat. Tymczasem wciąż żyjemy w odrealnionym świecie, w którym skupiamy się na tworzeniu definicji prawdziwego Polaka.
Z jednej strony przemawiają do nas ludzie chcący, abyśmy napawali się odrealnionymi wspomnieniami czasów wielkiej świetności, husarzy na gniadych koniach. Z drugiej zwolennicy totalnego odcinania się od polskości. Wszyscy chcą, abyśmy się wzajemnie kąsali, sterują nami, korzystają ze zdobyczy technologii.

Ale czy wynalazki takie jak internet nie sprawia, że mamy możliwość lepszej oceny faktów?

Piotr: Przeciwnie. Heterogeniczność sieci sprawia, że ludziom nie chce się prowadzić merytorycznych dysput. Wolimy znaleźć osoby, które mają poglądy zbliżone do naszych i już, czując się bezpiecznie w takim stadzie, wspólnie hejtujemy przeciwstawny punkt widzenia.

Internet niesamowici ułatwił propagowanie nawet najgłupszych wizji świata. Jeśli usiadłbym i zaczął walić w klawiaturę, pisząc nienawistnie, że Jarosław Kaczyński jest Żydem, choć Lech Kaczyński nie był, to w mig znajdę całe mnóstwo odklejonych świrów, którzy zaczną przyznawać mi rację. Politycy doskonale o tym wiedzą i potrafią z tego korzystać.

Łukasz: Ekstremalni debile są skarbem w internecie. Przecież ich opinie czyta mnóstwo ludzi – im coś głupsze, tym bardziej będzie się niosło po sieci. To, co wyważone, wieje nudą. Natomiast wyraziste idiotyzmy są w cenie.

Cóż, w demokracji głos ma każdy, nawet jeśli jego światopogląd został ukształtowany przez szarlatanów. Chyba nie da się tego mądrze przeskoczyć…

Piotr: Problemem jest to, że nawet nie żyjemy w demokracji. I nie, nie chodzi mi tutaj o narzekanie, że zabrał nam ją PiS, bo to znacznie starsze zagadnienie, które nie dotyczy wyłącznie Polski.

Chodzi o to, że prawdziwa demokracja zakłada edukację wyborców. Tak, aby podejmowali świadome wybory. Natomiast od wielu lat panuje ochlokracja, rządy motłochu. Od ludzi wymaga się jedynie pójścia do urn – mają głosować nawet wówczas, jeśli w ogóle nie wiedzą, co chcieliby w ten sposób osiągnąć.
Spójrz tylko na Wielką Brytanię: w sposób demokratyczny wyszła z Unii Europejskiej, a następnego dnia znaczna część społeczeństwa – popierająca do tej pory Brexit – zaczęła panikować: "jak to?! Nie wiedzieliśmy, że o to w tym głosowaniu chodziło, że opuszczenie struktur unijnych będzie wiązało się z takimi niedogodnościami".

Łukasz: Im młodsi ludzie, tym częściej podejmują życiowe decyzje na podstawie nagłówków, nie chce się im wczytywać w szczegóły, w to, co zapisano drobnym drukiem. Bo nie mają na to czasu i ochoty, bo przy tym trzeba pomyśleć…

Co może nas czekać, jeśli to się nie zmieni?

Piotr: Trzęsienie ziemi! Spójrz tylko na problem prekariatu: mamy całe pokolenie młodych ludzi, którzy nawet nie wiedzą, że można pracować na etacie. Kończą jakieś studia, które nie są im do niczego potrzebne i lądują w firmach, które oferują wyłącznie tzw. śmieciówki. Nie mają ani opłacanego ZUS-u, ani wystarczająco dużych zarobków, żeby odkładać pieniądze na starość we własnym zakresie.

Siedzą w tych korporacyjnych open space'ach, głęboko sfrustrowani, ale i tak się nie buntują. Nie mają swojej reprezentacji politycznej, ani chęci, żeby coś zrobić – a przecież wystarczyłoby spojrzeć na klasę robotniczą, która pokazała, jak można wywalczyć sobie rozmaite przywileje.

Prekariusze wolą żyć pokornie, w zawieszeniu. Na razie, bo za jakieś dwie dekady miliony ludzi uświadomi sobie, w jak głębokiej dup*e się znalazły. Tylko co wtedy? Jeżeli jesteś człowiekiem w okolicach pięćdziesiątki, który całe życie spędził grzecznie przy biurku to sądzisz, że nagle zmotywujesz się do wyjścia na ulicę i rzucenia kostką brukową albo płytą chodnikową w stronę policji?

Będziesz miał z tym problem. Zwłaszcza ze świadomością, że jako prekariusz nie posiadasz przecież opłaconej składki zdrowotnej, tak więc jeśli w trakcie zamieszek coś strzeli w krzyżu, nie będzie cię stać na wezwanie karetki. Uznasz, że taniej będzie położyć się na ziemi i pokornie poczekać na śmierć.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...