Najtańszy bilet w podróż dookoła świata. Te dodatki do dań momentalnie przeniosą cię do innego kraju

Fot. 123rf.com / Jacek Nowak
Ich opakowania są mniejsze niż karty pokładowe, one same - łatwiej dostępne niż oferty last minute. Żeby z nich skorzystać, nie trzeba przez tydzień negocjować z szefem urlopu, ani wydawać majątku na nowy plecak, strój kąpielowy i buty trekkingowe. Mowa o przyprawach.


O magicznej funkcji teleportacji, jaką posiadają przyprawy, wiedzą wszyscy ci, którzy wracając z wakacji zamiast magnesów czy koszulek ładują do walizek plastikowe torebeczki z aromatycznym proszkiem i przez cały lot modlą się, żeby żadna z nich nie pękła. Ci, którzy w charakterze suwenirów wolą przywozić figurki o wątpliwych walorach estetycznych mogą zapytać:

Po co jeździć do innych krajów po przyprawy?

I wbrew pozorom, nie będzie to pytanie całkowicie pozbawione sensu. Z przyczyn klimatyczno-obiektywnych, nasz kraj jeszcze pewnie długo nie zostanie producentem cynamonu czy kurkumy. Ale już oregano i majeranek wyrosną bez większych problemów w ustawionej na parapecie doniczce. Dlaczego więc trasa Warszawa - Gdańsk nie biegnie pośród pól rozmarynu czy gorczycy?

Argument, który kończy dyskusję na ten temat brzmi: jakość.

Podobnie jak z dobrym winem, w przypadku przypraw kluczowe znaczenie ma tak zwane terroir, czyli suma czynników środowiskowych, panujących w danym regionie. Rodzaj, gleby, jej kwasowość, wilgotność, temperatura - czuły nos sommeliera odnajdzie ich nutkę w każdej lampce.


Takie niuanse składają się również na intensywność aromatu zamkniętego w przyprawowych szczyptach. Chcąc zarezerwować sobie miejsce w pierwszej klasie smaku trzeba więc wiedzieć, w jakich krajach stosowane przez nas na niemal codziennie przyprawy, mają najbardziej optymalne warunki do wzrostu.

Takie informacje znajdziecie m.in. na opakowaniach przypraw z nowej serii Knorra. Uwaga, kierunki nie zawsze będą oczywiste.

Po ziele angielskie do Meksyku

Ziele angielskie to taka fasolka po bretońsku wśród przypraw. Wielu Anglików, choć przyprawę o nazwie allspice zna, ceni i dodaje do puddingów czy ciast, raczej nie określi jej mianem “narodowej” - w przeciwieństwie do mieszkańców Meksyku.
Goździkowo-pieprzny smak ziela znany był już Aztekom, którzy dodawali je do naparu z czekolady. Dzisiaj szerokie zastosowanie w daniach wielu, również egzotycznych kuchni, takich jak jamajska.

Po pieprz do Wietnamu

Myśląc o kuchni wietnamskiej z polskiej perspektywy pomyślimy: zupa. Mało kto postawiłby jednak pieprzniczkę przy misce w orientalne wzory pełnej charakterystycznie falowanego makaronu, zalanego aromatycznym wywarem. Okazuje się jednak, że po najbardziej aromatyczne ziarenka pieprzu należy udać się właśnie na sam skraj półwyspu Indochińskiego.
To właśnie tam znajdują się największe farmy uprawne tej przyprawy określane po wietnamsku jako vườn tiêu czyli “ogrody pieprzu”. Nawiązanie o tyle mylące, że pola pieprzu przypominają raczej winnice. Wsparte na tyczkach pnącza rodzą kiście drobnych zielonych owoców, które suszone na słońcu najpierw stają się czerwone, a dopiero na samym końcu - czarne.

Po Kurkumę do Indii

“Złota przyprawa” definiuje hinduską kuchnię - nie tylko pod względem koloru, który idealnie pokrywa się z aromatycznym curry. Indie są największym eksporterem kurkumy na świecie i to pomimo faktu, że do rodzimych garnków trafia aż 80 proc. produkcji.

Po gałkę muszkatołową i goździki do Indonezji

Indonezję tworzy ponad 6 tys. wysp, które w kulinarnym świecie określane są jako “Wyspy korzenne”. Przydomek w pełni zasłużony: to właśnie stąd pochodzą najbardziej aromatyczne goździki czy gałka muszkatołowa.
Udając się na jedną z indonezyjskich wysp istnieje spora szansa, że zainteresuje nas krzew z charakterystycznymi, czerwonymi kwiatami w których raczej trudno będzie rozpoznać twarde, aromatyczne “gwózdki”.

Gałkę muszkatołową również trudno rozpoznać na pierwszy rzut oka. Jej owoc otoczony jest czerwoną osłonką, znaną jako “kwiat muszkatołowy. On również może służyć jako przyprawa, jest jednak mniej intensywny od proszku pozyskanego z samej pestki.

Po kminek do Polski

Kto powiedział, że z bliższych wojaży nie można przywieźć aromatycznej pamiątki? Polski kminek, którego uprawy spotkamy głównie na północy kraju i Żuławach, jest ceniony ze względu na bardzo wysoką zawartość olejków eterycznych.
Może więc w pierwszą podróż przyprawowym szlakiem warto wybrać się właśnie na Żuławy? A w międzyczasie - do sklepu. Knorr wypuścił na rynek łącznie 20 przypraw, w tym pieprz w ziarnach i mielony, pozyskiwanych z najlepszych upraw rozsianych po całym świecie. Nie byliście jeszcze w Turcji? Wystarczy sięgnąć po opakowanie oregano.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...