Jest gorąco, duszno i biją. Takie spa pokochało pół Londynu i cała Rosja

Ruska bania w warszawskim Wodnym Parku przyciąga coraz więcej osób ciekawych jej "magicznych" właściwości
Ruska bania w warszawskim Wodnym Parku przyciąga coraz więcej osób ciekawych jej "magicznych" właściwości Fot. materiały prasowe
Jest niewiele miejsc, które z wypiekami na twarzy będzie zachwalał rosyjski polityk, londyńska it-girl, hipster z Brooklynu i warszawski biznesmen. I właściwie chyba tylko w jednym żadne z nich nie będzie narzekało na 70-stopniowy upał, bez żadnych obiekcji da się okładać brzozowymi witkami, a kiedy wyjdzie, stwierdzi, że nigdy nie czuło się lepiej. To miejsce to ruska bania.


Powiedzieć, że bania to odmiana sauny, to właściwie nie powiedzieć nic. Owszem, z technicznego punktu widzenia, jest to pomieszczenie, w którym temperatura może dochodzić do 100 stopni i w którym zbawiennie gorąca para pomaga wypocić z organizmu gigantyczną ilość toksyn, a masaż brzozowymi lub dębowymi witkami poprawia krążenie.

Częściowo to właśnie korzyści prozdrowotne sprawiły, że ruskie banie wyrastają jak grzyby po deszczu w najmodniejszych lokalizacjach Londynu, a do old-schoolowych łaźni, od dziesięcioleci prowadzonych przez rosyjskich imigrantów w Nowym Jorku, ustawiają się kolejki.

Brytyjski Harper’s Bazaar pyta swoje czytelniczki: “Czy jesteś wystarczająco odważna, aby spróbować?” i określa banię, jako “ekstremalny” sposób na osiągnięcie piękna. Z kolei Vogue oświadcza, że nie ma lepszego sposobu na regenerację po całonocnych szaleństwach na londyńskim Fashion Week, niż poranna sesja w ruskiej łaźni.


New York Times informuje, że ruskie łaźnie, które od ponad 100 lat są elementem nowojorskiego krajobrazu, nadal mogą liczyć na stałą, choć nieco odmłodzoną i bardziej wysportowaną klientelę.

Zaokrąglone brzuchy podstarzałych “chłopców z ferajny”, którzy jeszcze kilkanaście lat temu traktowali łaźnie jak miejsca prowadzenia rozmów “biznesowych”, widzi się tam już sporadycznie; częściej: ekstremalnie wyrzeźbione i wytatuowane klatki piersiowe miejscowych baristów, barberów czy barmanów z najbardziej topowych nowojorskich lokali.
W Polsce moda na banię właśnie się rozkręca. Największa w Warszawie znajduje się w Wodnym Parku. Jak tłumaczy Jacek Heflich, kierownik tamtejszej strefy spa & wellness, klienci słyszeli o “magicznych” właściwościach bani i chcą sprawdzić ich działanie na własnej skórze:

- Wizyta w bani i masaż witkami to najlepszy sposób, żeby zacząć tydzień. Taki zabieg znosi napięcie, dogłębnie relaksuje i ładuje pozytywną energią - przekonuje Heflich.

Korzyści zdrowotne i relaksacyjne, z jakimi wiąże się wizyta w bani, to jedno. Drugie - atmosfera tajemnicy i egzotyki otaczająca niemal każde miejsce, którego korzenie sięgają Dalekiego Wschodu i okolic. I właśnie tu należy szukać tajemnicy międzynarodowego sukcesu bani.

Czysta rosyjska dusza
Niektórzy Rosjanie, pytani o to, po co chodzi się do bani pewnie wspomną o tym, że w czasie jednej wizyty można wypocić nawet 300 kalorii oraz że częste przebywanie w ekstremalnym cieple pobudza do działania układ odpornościowy. Mogą też napomknąć o tym, że gorąca para rozszerza naczynia krwionośne, przez co serce pracuje lepiej, a także pobudza produkcję endorfin.

Większość z nich najpewniej stwierdzi, że bania to miejsce, które leczy zarówno ciało, jak i duszę. Bo w bani nie ma tematów tabu: wszyscy są tak samo obnażeni i w taki sam sposób reagują na przeszywający całe ciało żar. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze dużo łatwiej rozwiązuje się najbardziej palące problemy i zbiera myśli po najbardziej wyczerpujących wydarzeniach.
Rosjanie - zarówno ci przeciętni, jak i z pierwszych stron gazet, utrzymują, że to właśnie do głowy, oczyszczonej gorącą parą, przychodzą najlepsze i najbardziej kreatywne pomysły. To również miejsce, w którym celebruje się mniejsze i większe sukcesy.

Ten specyficzny rodzaj psychoterapii praktykował Borys Jelcyn, który do bani zapraszał odwiedzających go możnych ówczesnego świata. Władimir Putin publicznie bez koszuli widziany jest co najwyżej podczas konnych przejażdżek po stepie, ale prywatnie również od bani nie stroni - to właśnie tam spędził wieczór po pierwszych wygranych wyborach.

Poza Rosją zwyczaj oczyszczania ciała i umysłu w bani przyjął się również wśród gwiazd. Częstymi bywalcami nowojorskich łaźni byli, między innymi, John Belushi czy Frank Sinatra.

Chcąc przekonać się na własnej skórze, czy gorąca para rzeczywiście potrafi zdziałać cuda, warto wiedzieć, jak dokładnie wygląda rytuał przebywania w bani.

Jak wygląda zabieg w bani?
– Jednorazowa wizyta w bani to zwykle 3 wejścia – tłumaczy Jacek Heflich. Pierwsze służy rozgrzaniu organizmu i przyzwyczajeniu go do ciepła. W trakcie drugiego rozpoczyna się “witkowanie”, czyli smaganie ciała brzozowymi lub dębowymi witkami. Witkować można samego siebie, można też partnera, z którym “saunujemy”. Trzecie wejście służy wyciszeniu organizmu.

Witkowanie to nieodłączny element ruskiej bani. To właśnie masaż naturalnymi gałązkami sprawia, że nasze ciało staje się jeszcze bardziej pobudzone do pracy. Z kolei olejki eteryczne, które rośliny uwalniają pod wpływem ciepła, działają kojąco na nasz organizm.

– Witkowanie, zarówno od strony witkującego, jak i witkowanego jest zabiegiem obciążającym.Obie osoby wychodzą zmęczone jak po niezłym treningu, ale i szczęśliwe. Doznania, które oczyszczą nas z toksyn, które poprzez mocne rozgrzanie, a potem schłodzenie są jak trening krążeniowy dla naszych organizmów, fundują nie tylko wysiłek, ale i podnoszą naszą odporność – dodaje kierownik strefy spa & wellness w Wodnym Parku.

Przełamanie oporów i zanurzenie rozgrzanego ciała w zimnej wodzie po wyjściu z bani wymaga sporego samozaparcia. Jest jednak niezbędne dla prawidłowego przebiegu wszystkich dobroczynnych procesów:

– Proces wzrostu temperatury ciała postępuje nawet po wyjściu z gorącego pomieszczenia, dlatego bardzo ważne jest schłodzenie go w całości. Tak jak hartowana stal staje się twardsza, tak i gorący zabieg, który kończy się zanurzeniem w lodowatej wodzie (temp. około 13ᵒC) pozwala nabrać odporności – dodaje specjalista od zabiegów w saunie.
Jacek Heflich dodaje, że jeśli okładanie brzozowymi witkami wydaje nam się na początek zabiegiem zbyt ekstremalnym, możemy wybrać inną opcję z szerokiej oferty zabiegów dostępnych w saunach Wodnego Parku. Ciekawym doznaniem będzie na pewno sesja aufguss.

Termin ten pochodzi z języka niemieckiego i oznacza “napar”. Ideą aufguss jest więc tak zwane “naparzanie” czyli kierowanie na uczestników ciepłych fal powietrza, wytwarzanego poprzez topienie na kamieniach aromatyzowanego olejkami eterycznymi lodu.

Sesją kieruje “mistrz ceremonii” wyposażony w specjalne wachlarze, którymi równomiernie rozprowadza gorące powietrze w saunie.

Obecnie sesje aufguss odbywają się w Wodnym Parku dwa razy dziennie (o 20:30 i 21:20). Zainteresowanie jest jednak na tyle duże, że w niedalekiej przyszłości grafik ten stanie się bardziej rozbudowany. Terminów wejścia do bani nie trzeba natomiast nigdzie szukać - jest to atrakcja wliczona w cenę korzystania z całej strefy Spa & Wellness Wodnego Parku.

Artykuł powstał we współpracy z Wodnym Parkiem.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...