Po tej rozmowie nigdy nie spojrzę tak samo na trawę czy piasek. Biolożki ujawniają, czego dotykamy [wywiad]

Katarzyna Goździk (po lewej) i Małgorzata Bednarska
Katarzyna Goździk (po lewej) i Małgorzata Bednarska Fot. naTemat
Jak bronić się przed groźnymi pasożytami? Aby poznać odpowiedź na to pytanie, odwiedziłem laboratorium firmy AmerLab, prowadzone przez uznane specjalistki w tej dziedzinie. Doktor nauk biologicznych Katarzyna Goździk, na codzień związana z Instytutem Parazytologii PAN i doktor Małgorzata Bednarska z Zakładu Parazytologii na Wydziale Biologii UW, zdradzają sekrety organizmów, od których lepiej trzymać się z dala.


W co mogłem wdepnąć, idąc na rozmowę z paniami?

Mogły to być jaja, chociażby glisty psiej i kociej- nicieni, które mogą powodować u człowieka toksokarozę. Oprócz tego jaja włosogłówki będącej częstą przyczyną zarażeń w strefie klimatu umiarkowanego.


Istnieje także możliwość zarażenia glistą ludzką, choć w tym przypadku nie mówimy raczej o dużych miastach. Glistnica częściej występuje w rejonach ubogich w udogodnienia sanitarne, gdzie odchody ludzkie wciąż stosowane są do nawożenia pól uprawnych.

Rozumiem, że jako dorosły nie znajduję się w grupie największego ryzyka?

O ile tylko przestrzega pan podstawowych zasad higieny. Lecz w największym niebezpieczeństwie rzeczywiście znajdują się dzieci. Zwłaszcza te, które bawią się w piaskownicach.

Zapewne widział pan taki obrazek: uradowany parolatek przesypuje piach w rączkach, co jakiś czas podbiegając do mamy, która wręcza mu jakiś smakołyk; a to ciasteczko, a to banana. Przecież to prosta droga do poważnych problemów zdrowotnych, gdyż w ten sposób pasożyty przedostają się do układu pokarmowego.


Całe szczęście, że polskie piaskownice są znacznie bezpieczniejsze niż kilka, kilkanaście lat temu. Zacznijmy od tego, że właściciele psów coraz poważniej podchodzą do kwestii odrobaczania swoich zwierzaków.

Dodatkowo podczas spacerów rzadziej spuszczają je ze smyczy na placach zabaw, co zmniejsza ryzyko tego, że czworonóg potraktuje piaskownicę jako toaletę. No i zmniejszyła się ilość psów bezpańskich.

Kolejna dobra zmiana: obiekty, na których znajdują się piaskownice, są coraz częściej ogradzane.
Lecz to rozwiązanie zazwyczaj nie powstrzyma kota, który postanowi skorzystać z "wielkiej kuwety".

Dokładnie, tych zwierzaków nie da się upilnować, bo potrafią sforsować większość płotów. Istotne jest że coraz więcej piaskownic zabezpiecza się przy pomocy plandek czy też plastikowych pokryw.

Obecnie w środowisku nie mamy zbyt wielu gatunków groźnych dla zdrowia pasożytów. W przeciwnym wypadku sytuacja zdrowotna wyglądałaby znacznie gorzej, gdyż polskie piaskownice nie są kontrolowane w odpowiedni sposób.
Zaczniemy w tym miejscu narzekać na przepisy, które nie regulują takich kwestii?

Wręcz przeciwnie, przepisy mamy bardzo dobre. Od dawna obowiązują odpowiednie normy, które mówią nie tylko o sposobach badania wody czy ścieków, lecz także materiałów gruntowych na terenach rekreacyjnych, ścieżek w parkach czy piaskownic właśnie.


Uwzględniają zarówno badania bakteriologiczne (głównie pod kątem obecności bakterii Salmonella oraz pałeczki okrężnicy), jak i kwestie parazytologiczne, czyli związane z pasożytami takimi, jak wspominane wcześniej glista ludzka i włosogłówka.

Za odpowiednią czystość piaskownicy odpowiada właściciel terenu; przedszkole albo odpowiednia wspólnota mieszkaniowa. W świetle przepisów powinien wymieniać go dwa razy w roku. W praktyce może być różnie ze względu na koszty. Badania pod kątem pasożytów, próbek z jednej piaskownicy to wydatek rzędu 600-1000 zł.

Czy w tym momencie zza horyzontu nie powinni wyłonić się przedstawiciele Państwowej Inspekcji Sanitarnej?

Stacje sanitarno-epidemiologiczne mają odpowiednie laboratoria i zapewne świadczą takie usługi.
Także Laboratorium Diagnostyki Zarażeń Pasożytniczych i Odzwierzęcych AmerLab od zeszłego roku ma w swojej ofercie badanie piasku. Już zaczęły się zgłaszać do nas wspólnoty mieszkaniowe, prosząc o zbadanie swoich piaskownic.

W naszej działalności nie chodzi jedynie o działalność komercyjną, lecz także uświadamianie problemu urzędom miast, administracjom osiedli, dyrekcjom placówek edukacyjnych. Prowadzimy w ramach realizowanych programów profilaktyki zakażeń i zarażeń prelekcje w przedszkolach i szkołach, pokazując możliwości zarażenia się pasożytami i mówimy o zagrożeniach.

Zapomnijmy na moment o piaskownicach. Chcę wybrać się do parku na wiosenny piknik, poleżeć na trawie...

... czyli wśród rozmaitych resztek kałowych. Pamiętajmy, że takie właśnie tereny są zwierzęcymi wychodkami. Choć na szczęście Polacy coraz częściej zbierają odchody swoich psiaków do woreczków foliowych, czujność nie zaszkodzi.

Pamiętajmy, że jaja pasożytów są uwalniane nie tylko do piasku. Mogą być to również trawniki, czy też mnóstwo nawierzchni, które spotyka się na terenach rekreacyjnych.

A przecież w każdej aptece lub drogerii możemy kupić rozmaite płyny albo chusteczki odkażające, z których można skorzystać, gdy na pikniku planujemy sięgnąć po jedzenie. To niewielki wydatek, a może skutecznie ochronić nasze zdrowie.
Rozumiem, że gdy zrobi się jeszcze cieplej, za wszelką cenę powinienem unikać plaż?

Chodzenie po nich na bosaka – dotyczy to przede wszystkim stref tropikalnych – może wiązać się z rozmaitymi zagrożeniami. Chociażby robaczycą, wywoływaną przez larwy niektórych gatunków nicieni, wkręcające się w nasze ciała przez skórę.

W podobny sposób będą starały wedrzeć się do naszych organizmów larwy przywr, czyli pasożytniczych płazińców, roznoszonych przez ptactwo wodne, wywołując cerkariowe zapalenie skóry tzw. "świąd pływaków".

Takich mrożących krew w żyłach ciekawostek parazytologicznych jest całe mnóstwo, lecz nie wpadajmy w paranoję...

Nawet nam zdarza się chodzić boso po piasku. Bądźmy świadomi faktu, że na plażach w Polsce znacznie bardziej należy obawiać się rozbitego szkła, niż pasożytów.

Zdarza się nam także jeść tatara, choć przecież istnieje ryzyko, że wraz z mięsem połkniemy larwę tasiemca. Chodzi o to, aby zachować zdrowy rozsądek i przestrzegać zasad higieny.

Zachowajmy także zdrowy rozsądek oglądając różne reklamy, w których rozmaici pseudonaukowcy straszą inwazjami morderczych stworzeń, twierdząc, że 95 procent społeczeństwa ma straszliwe pasożyty.

Czy chodzi tutaj o rzecz najbardziej oczywistą, czyli pieniądze?

Tak. To niezły interes, przecież najłatwiej wyleczyć zdrowego człowieka. Wmówmy komuś, że jego organizm został zaatakowany przez pasożyty i zaoferujmy kosztowne, wielomiesięczne leczenie. Po nim można ogłosić radosną nowinę: został wyleczony.

Ważne, aby jakiekolwiek badania diagnostyczne były prowadzone w laboratoriach medycznych i przede wszystkim nie leczmy się sami, bez konsultacji lekarskiej.

Pamiętajmy też, że woda i mydło są niedrogim, a jednocześnie najlepszym sposobem na zachowanie zdrowia; czy to na zewnątrz, czy w domu.
No właśnie: na co zwracać szczególną uwagę w czterech ścianach?

Podstawą jest zdejmowanie obuwia. Gdy wdepnęliśmy w psią kupę, sprawa jest ewidentna. Jednak pamiętajmy, że groźne pasożyty możemy wnieść do mieszkania zawsze; nigdy nie mamy pewności, po czym stąpaliśmy.

Dlatego sugerujemy takie zachowanie prozdrowotne: wchodzisz do mieszkania, zdejmij buty i umyj ręce. Dodatkowo: jeżeli ktoś posiada małe dzieci, buty zawsze powinny być wstawiane do szafy.

W tym miejscu jeszcze jedna kwestia – wielu właścicieli kotów, które nie opuszczają domu, zaniedbuje odrobaczanie. To błąd, gdyż zwierzaki mogą zarazić się właśnie tym, co wnieśliśmy na podeszwach butów.

Czy Polska jest bezpiecznym miejscem, jeżeli mowa o zagrożeniach pasożytniczych?

Z jednej strony można powiedzieć, że tak, co potwierdzają meldunki epidemiologiczne. Nie oznacza to jednak, że możemy zacząć ignorować zasady higieny.

Nawet jeżeli pominąć najgroźniejsze z pasożytów, wciąż nie brakuje innych niebezpieczeństw; owsików, wszy albo pluskiew.

Choć rozwijamy się cywilizacyjnie, a parazytologia stoi na coraz wyższym poziomie, to pasożyty wciąż mają się dobrze.