"Kichanie podczas okresu to horror". 15 sekretów kobiet, o których nie wiedzą mężczyźni

Niektóre zachowania kobiet mogą zadziwić mężczyzn
Niektóre zachowania kobiet mogą zadziwić mężczyzn Fot. Kadr z filmu "Druhny"
Kobiety to też ludzie. Nie pachniemy fiołkami, nie unosi się nad nami brokatowo-różowa aura piękna i uroku, a po obudzeniu nie wyglądamy idealnie (wbrew temu co śpiewała Beyoncé w piosence "Flawless"). Często czujemy się niekomfortowo, walczymy z naszym ciałem i niewygodnymi ubraniami albo robimy wstydliwe rzeczy, o których mówimy tylko innym kobietom. Bo bycie kobietą jest super, ale wcale nie takie proste. Jednak dajemy radę. Kto jak nie my? 15 kobiecych "sekretów" zdradzają użytkowniczki Reddita i znajome kobiety.


1. Potrafimy nie prać ulubionego stanika przez kilka tygodni

Wygodny biustonosz to skarb. Jeśli już go znalazłyśmy (co wcale nie jest łatwe, a wręcz niewiarygodnie trudne), nie chcemy z nim się rozstawać. Bo nie wrzyna się w skórę, nie uciska, nie drapie, nie zsuwa się, ramiączka nie opadają i jest jak druga skóra. A jeśli dodatkowo jest ładny, to wygrana na loterii.


Oznacza to, że jesteśmy w stanie długo go nie prać. Póki nie jest ewidentnie brudny (ta zasada obowiązuje tylko w przypadku jasnych biustonoszy, rzecz jasna) i pachnie względnie znośnie, nosimy go praktycznie codziennie i jesteśmy szczęśliwe. A jak już wrzucimy go do kosza na pranie, to potrafimy go szybko wydobyć i założyć z powrotem.


Chyba, że akurat założymy bluzkę, do której nasz ukochany stanik nie pasuje (rodzajów biustonoszy jest od groma), wtedy musimy się poświęcić i pocierpieć. – Latem lubię nosić sukienki i bluzki bez pleców. Ale to zawsze wiążę się z problemem ze stanikiem i nienawidzę tego. A bez biustonosza nie pójdę, bo wszystko mi wisi – stwierdza Edyta.


Jednak klimat ma tu dużo do rzeczy. Jak napisała jedna z użytkowniczek Reddita, w zimie "nie pierze stanika od listopada". Jednak latem jest to zupełnie inna historia. "W upał piorę mój ulubiony stanik co tydzień" – podkreśliła inna internautka. A to dlatego, że...

2. ...piersi często się pocą, a latem jest to prawdziwy dramat.

Oczywiście nie piersi same w sobie. Co się więc poci? Miejsce pod biustem i przerwa "międzypiersiowa". W upał się tego nie uniknie i naprawdę wcale nie jest to przyjemne.

"Raz włożyłam telefon na imprezie za biustonosz i prawie się zepsuł, bo był tak mokry" – czytamy na Reddicie. "Pocenie się piersi było jedynym powodem, dla którego chciałam schudnąć. Jednak całkowicie tego nie uniknęłam" – brzmi inny post. Mówiąc matematycznie, ilość potu jest bowiem wprost proporcjonalna do wielkości piersi i do wagi.

Koszmarem jest również pot między udami. Nie wszystkie kobiety mają bowiem słynną lukę. Jeśli uda się ze sobą dotykają... w lecie jest bardzo niekomfortowo. Nie mówiąc już o tym, że obcierają się często do krwi, ale to cena za noszenie sukienek bez rajstop, żeby nie umrzeć w upał.

– Chyba tylko szczupłe dziewczyny kochają lato. Dla nas, większych lasek, to jest jedna wielka udręka – skomentowała to dosadnie moja znajoma.

3. Pierwsza rzecz po powrocie do domu? Zdjęcie stanika

Nieważne, czy zima, czy lato, czy ulubiony stanik, czy znienawidzony. Kiedy przychodzimy do domu, od razu go zdejmujemy. To jak rozpięcie spodni po świątecznym obiedzie – ulga jest niewiarygodna. Oddychamy, a piersi są szczęśliwe.

Oznacza to, że większość kobiet opanowały imponującą sztukę – umieją zdjąć stanik bez zdejmowania bluzki. Chyba, że biustonosz ma inne zapięcie, niż standardowe. Ból, kiedy trzeba zdjąć bluzkę, zdjąć stanik i z powrotem założyć bluzkę, jest ogromny.

Nie można też nie wspomnieć o tym, że stanik nie tylko jest średnio wygodny, ale również... atakuje. Kobieta, której kiedyś nie wbił się w ciało drut, który wyszedł z miseczki, niech pierwsza rzuci kamieniem. Albo której nie pękły nagle ramiączka. Najlepiej w miejscu publicznym, bo czemu nie.

A i oczywiście od razu po przyjściu do domu zdejmujemy modelującą i wyszczuplającą bieliznę, którą zakładamy, bo czego się nie robi dla urody. Co swoją drogą jest przerażające – zakładamy bowiem ubrania, które komfortem przypominają zbroję, żeby jak najbardziej wbić się w ideał współczesnego piękna. Afrodyta raczej takich "wielkich gaci" – jak nazywała je Bridget Jones – nie nosiła.

4. Schodząc pod schodach, czasem musimy... podtrzymać biust

Musisz zejść po schodach, a a) masz na sobie akurat miękki stanik, b) nie masz stanika, c) twoje piersi są duże i ciężkie?

Przytrzymujesz je.

"Wchodzenie po schodach jest ok, ale schodzenie... o mój Boże" – napisała jedna z Redditowiczek. Naprawdę schodzenie po schodach i posiadanie (dużego) biustu nie jest komfortowe – jest ciężko i wszystko się macha. A prawdziwy koszmar jest wtedy, kiedy jest się przed okresem. Piersi wtedy bolą i są cięższe niż zwykle, więc idąc na dół, podtrzymujesz je delikatnie niczym wielkanocne pisanki.

No chyba, że jesteś w miejscu publicznym. Bo to wygląda dziwnie i może ściągnąć zboczeńców.

5. "Tam na dole" ciągle coś swędzi i piecze, dyskomfort to nasz stary znajomy

Kiedy byłam niedawno z koleżanką na zagranicznym wyjeździe, musiałyśmy co chwilę szukać toalety. – Wszystko mnie swędzi i piecze, ciągle chce mi się siku – mówiła załamana, pijąc litrami sok z żurawiny. Żurawina to bowiem prawdziwe zbawienie dla wszystkich kobiet, które zmagają się z infekcjami dróg moczowych.

Mało bajkowa prawda jest bowiem taka, że kobiety "tam na dole" często coś swędzi i piecze. Często jest niekomfortowo. "To się zdarza bardzo często. To infekcja grzybiczna? A może bakteryjna? Odrastają ci włosy łonowe? Jest za sucho? To podrażnienie? Coś utknęło ci w bieliźnie? W 99 procentach takich przypadków wszystko jest w porządku, ale ty wciąż się zamartwiasz i niekomfortowo się wijesz, próbując sprawić, żeby było lepiej" – napisała użytkowniczka Reddita.

Infekcje czasem powracają co kilka miesięcy. – Wy, kobiety, macie ten układ moczowy bardzo skomplikowany, nic nie poradzicie – usłyszała moja wspomniana wyżej koleżanka od urologa, kiedy po powrocie do Polski poszła do niego na wizytę. A pieczenie i swędzenie po goleniu bikini to już zupełnie inna historia. Koszmarna historia.

Kiedy kobiety są więc poirytowane, wcale nie muszą być złe na swoich partnerów czy mieć PMS. Może je po prostu... swędzieć.

6. Golimy dziwne części ciała

Nie tylko nogi, pachy i bikini. Kobiety, które chcą być gładkie (i nie ma w tym nic złego – jedne chcą się golić, innym włosy nie przeszkadzają i oba warianty są ok), często traktują maszynką, woskiem lub laserem również inne części ciała.

Jakie? Ręce, duże palce u stóp, fragment ciała pod pępkiem lub nad górną wargą. Czasami plecy albo policzki.

Nie jest łatwo być gładką. A "owłosioną" też nie, bo nie wszystkim to się podoba. Ale w sumie trudno."Kiedyś goliłam to wszystko, ale na szczęście wyrzuciłam moją ostatnia maszynkę do golenia i przestałam" – skomentowała post na Reddicie jedna z kobiet. I gra gitara.

7. Czasem golimy tylko ten fragment nóg, który widać

W temacie golenia nie można nie wspomnieć o nogach. Większość dziewczyn, która je goli, wcale tej czynności nie uwielbia. Ba, to i wysiłek, i ból (wosk to drań), i ryzyko podrażnień. I zwykle wcale nam się chce.

Efekt jest taki, że nogi zimą często przypominają las – przynajmniej jest cieplej. Problem pojawia się wtedy, gdy z szafy zaczynamy wyjmować krótkie spódniczki i szorty. Wtedy wiele z nas postanawia ten las wykarczować.

Jednak trick jest taki, że co bardziej leniwe i praktyczne z kobiet karczują tylko jego fragmenty. Nie nosisz spodni i spódnic powyżej kolan? Golisz nogi od kolan w dół. Lubisz spodnie do kostki? Pozbywasz się włosków dookoła kostek, a wyżej jesteś owłosiona i szczęśliwa.

Grunt to dobra strategia.

8. Kichanie podczas okresu jest absolutnie najgorsze

Okres sam w sobie nie jest najbardziej komfortowy. Nie jest to oczywiście choroba i można normalnie żyć (i wyjście na basen, i wyjazd na biwak, i nawet seks są możliwe, trzeba tylko pokombinować, a w tym trzecim przypadku mieć zgodę partnera), jednak trzeba liczyć się z utrudnieniami.

O PMS-ie i bólu nie trzeba nikomu chyba mówić – u każdej kobiety wygląda to inaczej, raz lżej, raz gorzej, czasem całkiem miło, czasem jest bolesne umieranie. Jednak rzadko mówi się o tym, jak wygląda kichanie podczas okresu. "Nie kichaj, bo wystrzeli z ciebie największa na świecie meduza" – stwierdziła jedna z użytkowniczek Reddita.

Dlaczego meduza? Wyjaśnia to inna internautka: "Niektóre kobiety podczas okresu mają zakrzepy krwi i czujesz się, jakbyś urodziła meduzę". To chyba jedno z lepszych porównań w... świecie porównań. A ktoś inny porównał kichanie do... wodospadu. Zostawiam to wyobraźni.

9. Najbardziej boimy się plamy krwi na spodniach

"Czy mam coś na tyłku?" – jeśli dziewczyna pyta tak drugą dziewczynę (lub faceta), oznacza to zwykle jedno: martwi się, że przecieka jej krew menstruacyjna. Łatwiej pytać w ten sposób, niż czy "hej, czy przeciekła mi podpaska?".

– Pierwszą miesiączkę miałam w wieku 10 lat, byłam wtedy w szkole. Na lekcji czułam, że coś dziwnego dzieje się w moich majtkach, ale nie wiedziałam co. Kiedy zadzwonił dzwonek i wstałam, koledzy z klasy zaczęli się ze mnie śmiać i wskazywać na mnie palcami. Podbiegła do mnie nauczycielka, kiedy zorientowała się, co się dzieje i zaprowadziła mnie do higienistki. Czułam się naprawdę upokorzona i do dziś boję się plamy na tyłku – mówi mi Beata.

To naprawdę duża obawa, szczególnie jeśli siedzisz w miejscu publicznym i nagle zdajesz sobie sprawę, że ni stąd, niż zowąd, nieoczekiwanie i przed czasem zaczął ci się okres. A co jeśli wstaniesz i będziesz cała we krwi? Jeśli obok ciebie jest przyjaciółka, dasz radę – będzie cię zasłaniać. Ale jeśli nie, a nie ma bluzy, którą możesz przewiązać się w pasie? Panika.

Nawet jeśli ma się podpaskę czy tampon, obawa nie znika. To życie w stresie. Zwłaszcza, jeśli masz zamiłowanie do... białych spodni.

10. Nawet jeśli kogoś nie lubimy, poratujemy ją tamponem

Zasada jest taka: jeśli druga kobieta pyta cię, czy masz tampon lub podpaskę, które nie będą ci potrzebne, zawsze je pożyczasz. Zawsze, bo inaczej jesteś po prostu złem wcielonym.

To tyczy się też kobiet, które niekoniecznie są twoimi najlepszymi przyjaciółkami. Albo nawet zupełnie ich nie znosisz. Brak podpaski i tamponu, kiedy masz okres, a nie możesz go w danej chwili kupić, jest bowiem najgorszym koszmarem. Musisz sobie wtedy radzić z... papierem toaletowym.

11. W łazience jesteśmy dłużej, bo mamy w niej więcej do roboty. I stąd kolejki

Jak przytomnie zauważyła jedna z użytkowniczek Reddita, kobiety nie sikają na stojąco, nie wystarczy więc podejść do pisuaru, umyć ręce i wyjść. "Kobiety muszą wejść do kabiny, zamknąć drzwi, zdjąć spodnie, usiąść na sedesie/unieść się nad nim, nasiusiać, podetrzeć się, spuścić wodę, założyć spodnie, wyjść z kabiny i umyć ręce" – wyliczyła.

To wersja podstawowa. Jeśli kobieta nosi kombinezon lub body (albo wyszczuplającą bieliznę, którą dosłownie trzeba na siebie wcisnąć) lub ma okres i musi zmienić podpaskę albo tampon, ten czas w kabinie się wydłuża. Nie wspominając o tym, że jeżeli już siadamy, czasem przeglądamy Instagrama albo Facebooka.

A co po wyjściu z kabiny? Czasami wystarczy umycie rąk, czasem trzeba poprawić makijaż albo się uczesać. A jeśli przyszło się z koleżanką lub koleżankami, trzeba na nią/nie poczekać. Więcej czasu, które spędzamy w toalecie przekłada się oczywiście na kolejki. Ot, cała filozofia.

W temacie toaletowym warto też wspomnieć o kolejnej złotej zasadzie kobiet. Jeśli w kabinie nie ma papieru, zawsze informujesz o tym osobę, która wchodzi do niej po tobie. Zawsze. Jeśli masz chusteczkę, dzielisz się chusteczką. Jeśli nie masz, robisz smutną minę. Brak papieru to zło.

12. Zsuwające się rajstopy potrafią popsuć najlepszy dzień

Dobrze dopasowane rajstopy to – podobnie jak biustonosz – najcenniejszy skarb. Prawda jest jednak taka, że najczęściej to największe wredoty.

Rajstopy mają to do siebie, że lubią się zsuwać. Albo co chwila je poprawiasz, albo chodzisz niczym dinozaur z rajstopami wiszącymi na wysokości kolan. To niewiarygodnie irytujące i niekomfortowe. Podobnie jest zresztą z pończochami, które lubią się rolować i spadać w dół.

Cienkie rajstopy i pończochy są też delikatne, niczym pajęczyna. Nigdy nie znasz dnia i godziny, kiedy zrobi ci się dziura albo puści oczko. Oczywiście najczęściej dzieje się tak na ważnym spotkaniu, randce albo na ulicy. I to w doskonale widocznym miejscu.

13. Kupujemy nowe dżinsy, kiedy stare przetrą się w kroku

Znalazłaś idealne dżinsy? Nie ciesz się, pewnie niedługo przetrą lub przedziurawią się w kroku i znowu będziesz musiała iść na łowy.

Ten problem najbardziej tyczy się dziewczyn z większymi udami. Nie dość, że trudno wtedy kupić dobre dżinsy (bo wiele sklepów nadal uważa, że biodra wszystkich kobiet są grubości ręki), to jeszcze to przecieranie się. To niewiarygodnie irytujące, przecież mamy te dżinsy od niedawna!

To właśnie przetarcia i dziury są znakiem, że trzeba iść na zakupy (a kupowanie dżinsów wcale nie jest najfajniejsze). Chyba, że kiedyś ktoś wymyśli dżinsy nowej generacji, które będą niezniszczalne. Czekamy.

15. Marzymy o dużych kieszeniach

O tym mówi się na szczęście na głos coraz częściej – kobiety potrzebują większych kieszeni. Te w spodniach lub spódnicach są za małe, wręcz mikroskopijne. Nie mówiąc już o sukienkach, które kieszeni najczęściej nie mają.

– Idę niedługo na wesele i szukam sukienki z kieszeniami. Na pięć sklepów znalazłam na razie dwie, które je mają. Cholera jasna! – mówi Sylwia.

Dlaczego chcemy dużych kieszeni? Głupie pytanie: żeby wkładać do nich rzeczy i żeby te rzeczy na dodatek się w nich zmieściły. Telefon, portfel, szminka, klucze, wszystko, co tylko mogą pomieścić kieszenie. To, że ktoś kiedyś stwierdził, że tylko mężczyźni kieszeni potrzebują, jest jakąś tajemnicą wszechświata.

Jedna z użytkowniczek Reddita stwierdziła jednak, że to konspiracja. W damskich ubraniach nie robią kieszeni po to, by... kobiety kupowały torebki. W końcu gdzieś te wszystkie rzeczy trzeba nosić. To daje do myślenia.

15. Nie podnieca nas wysłane na Tinderze zdjęcie penisa

"Osobiście żadna kobieta, którą znam, nigdy nie podnieciła się zdjęciem penisa wysłanym do niej bez jej zgody" – stwierdziła jedna z użytkowniczek Reddita.

Niektórym mężczyznom – tym, którzy wysyłają na Tinderze, Facebooku lub Instagramie zdjęcia swoich przyrodzeń bez konsultacji z rozmówczynią – może to się nie mieścić w głowie. Jednak takie "prezenty" wcale nas nie jarają. Nic w tym pociągającego, bardziej obleśnego. Nie mówiąc już o tym, że to molestowanie seksualne.

Lepiej więc odpuścić robienie zdjęcia częściom swojego ciała i po prostu pogadać. Tylko tyle i aż tyle.