Instagramowa gra w podchody. Jeśli chcesz kogoś poderwać, na pewno robisz te żenujące rzeczy

Niektórzy próbują "zwabić" swój osobę, którą są zainteresowani, doskonałym selfie
Niektórzy próbują "zwabić" swój osobę, którą są zainteresowani, doskonałym selfie Fot. 123rf
Znalazłeś na Instagramie osobę z twoich marzeń? Pora na instagramowe podchody. Bo przecież po prostu do niej nie napiszesz, prawda? Kto by pisał, skoro można lajkować zdjęcia, komentować InstaStories i wstawiać zdjęcia kotów, które uwielbia obiekt twojego zauroczenia. A że to żenujące? Nie martw się. Każdy to robi.


Nie trzeba mieć Tindera, żeby randkować. Po co ci Tinder, skoro jest Instagram. Jest i bezpieczniej (twój mieszkający w okolicy były nie zobaczy, że po miesiącu od zerwania założyłaś konto na randkowej aplikacji), estetyczniej (zdjęcia profilowe na Tinderze często aż krzyczą "jestem sexy", przez co sam chcesz krzyczeć i uciekać) i prościej (nie musisz się bać, że zamiast przesunąć w lewo, przesunąłeś w prawo, a to się naprawdę zdarza).


Jednak Instagram – z racji tego, że jest serwisem do dzielenia się zdjęciami i filmami, a nie szukania sobie osoby, z którą za 10 lat się rozwiedziesz – rządzi się innymi randkowymi prawami. Powiedzmy to wprost, to prawdziwa gra w podchody. Tylko że nie w lesie złożonym z drzew, ale w lesie zdjęć kawy, selfie z dziubkiem i portretów kota. Gra w podchody, która jest momentami – powiedzmy to wprost – żenująca.


Jednak robiliśmy i robimy to wszystkie i wszyscy. Jeśli śmiejesz się z głupich i zdesperowanych ludzi, którzy w ten sposób podrywają, zastanów się, czy sam tego nie robiłeś. Tak myślałam.

Oto lekcja instagramowych podchodów, zwanych podrywem (której wcale nie potrzebujesz).

Po pierwsze, znajdź obiekt westchnień

Obiektem westchnień (którego będą nazywała tu – z racji braku idealnego polskiego odpowiednika – angielskim "crushem") może być każdy. Osoba, którą poznaliśmy w realu, ale boimy się zrobić pierwszy krok, znajomy znajomego czy zupełnie obcy człowiek, którego znaleźliśmy po hasztagu lub na profilu Dawida Podsiadły.


Jak crush staje się crushem? Tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Po prostu... się nim staje. Najczęściej dlatego, że jest piękną osobą, którą mamy ochotę w przypływie desperacji zapytać "bolało, gdy spadałaś z nieba?" (ale tego nie róbmy, bo szanse na miłość zostaną przekreślone). Ale też dlatego, że ma piękne zdjęcia, lubi podobne rzeczy albo wstawia mądre cytaty, które w naszych zakochanych oczach wcale to, a wcale nie są pseudointeligentne.

Crush wybrany? Emocje buzują? Marzymy o randce? Wymyślamy imiona wspólnych dzieci? Czas zacząć instapodryw.

Po drugie, wstrzymaj oddech i kliknij "obserwuj"

Mus. Bez tego się po prostu nie da zbudować wspólnej, post-instagramowej przyszłości opartej na wspólnym oglądaniu Netflixa i jedzeniu pizzy zamówionej z Uber Eats.

Kiedy klikniesz "obserwuj", poczujesz się już prawie jak kochanek swojego crusha. Będzie rozpierała cię duma i uznasz, że twój odważny krok to twoje największe życiowe osiągnięcie.

Gorzej, jeśli crush ma profil prywatny. Oj, oj. Wtedy musisz czekać, czy ciebie zaakceptuje. Wcześniej zmień lepiej zdjęcie profilowe z Kapitana Ameryki (nie, nikt nie uwierzy, że wyglądasz jak Chris Evans) na swoją własną (wyjściową) twarz.

Po trzecie, polub ostatnie zdjęcia crusha

Profil zaobserwowany, teraz trzeba narobić szumu i zwrócić na siebie uwagę. Sam "follow" nie wystarczy, trzeba wyciągnąć ciężką artylerię – lajki.

Polub zdjęcie. Jedno, dwa, no może trzy. Najlepiej selfie albo zdjęcie największej miłości crusha, czyli jego psa, kota albo gekona. Górskie widoki albo zdjęcia z atrakcyjnymi przyjaciółmi twojego wybranka lub twojej wybranki lepiej zostaw w spokoju. Te pierwsze są zbyt ogólne i nie powiedzą autorowi konta absolutnie nic, te drugie mogą mylnie zasugerować, że podoba ci się druga osoba na zdjęciu. A tego nie chcemy.

Uważaj tylko, żeby nie wyjść na stalkera. Jeśli zaczniesz lajkować wszystkie zdjęcia crusha z prędkością światła, to w końcu cię zablokuje albo zawiadomi policję. A droga od wielbiciela do stalkera jest naprawdę niepokojąco prosta.

Po czwarte, niechcący polub zdjęcia crusha sprzed sześciu lat

Bez tej żenującej wpadki instapodryw jest niepełny.

Nudzi ci się i postanawiasz spędzić trochę czasu ze swoim crushem. Włączasz jego profil na Instagramie, scrollujesz, scrollujesz, scrollujesz... Nagle budzisz się i widzisz, że dotarłeś do zdjęć z 2012 roku, kiedy ma jeszcze aparat na zębach i ogląda "Świnkę Peppę".

Ok, pora się wycofać. Albo nie, jeszcze kilka zdjęć. I nagle bum! Kliknąłeś lajka. Polubiłeś zdjęcie sprzed epoki kamienia łupanego. Twój crush to zobaczy. Zrozumie, że jesteś desperatem. Wszystko skończone? Może tak, może nie. Taka pułapka instapodchodów, baw się dalej.

Po piąte, komentuj i nadużywaj emotikonów

Pora na pokazanie, że sztuka mówienia i pisania nie jest ci obca. Pora na komentowanie.

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Bo co napisać? Na pewno coś, co pokaże, że a) nie jesteś zdesperowany, b) nie jestes psychopatą, c) jesteś wspaniałym człowiekiem, d) właściciel profilu ci się podoba, ale bez przesady. Pamiętaj: małe kroki. Nie możesz od razu przejść do wyznawania miłości.

Pod selfie możesz napisać "bardzo ładne zdjęcie" albo "ładnie ci w tym kolorze". Nudno, ale miło. Do tego dodaj emotki, może serduszko? Może od razu dziesięć? A może uśmieszek? Tylko nie ten z robiącym oczko, bo wyjdziesz na seksualnego desperata. Albo najlepiej wstaw 20 emotików, każdy z innej bajki. Chociaż pewnie i tak to zrobisz.

Łatwiej będzie skomentować zdjęcie kota. Po prostu napisz, że to najpiękniejszy przedstawiciel kociego gatunku i jestes w domu.

Po szóste, wstawiaj swoje ponętne selfie i używaj odpowiednich hasztagów

Jeśli druga osoba już cię zaobserwowała (oby, jeśli nie, musisz nadal aktywnie lajkować jej zdjęcia i udawać, że wcale nie masz na jej punkcie obsesji), czas na pokazanie, jaką jesteś piękną bestią. Czyli czas na selfie.

Zasady? Nie rób dziubka. Nie miej drugiego podbródka. Nie bądź smutny. Nie bądź zbyt wesoły. Nie bądź dziwny. Nie wstawiaj filtrów ze Snapchata. Nie przesadzaj z Photoshopem. Pokaż, że jesteś człowiekiem-tajemnicą. Patrz marzycielsko w bok. Otrzyj pot z czoła.

Zdjęcie gotowe, czas na hasztagi. One są kluczowe, muszą przecież zasygnalizować, że jesteś singlem. Ba, one muszą wręcz krzyczeć, że jesteś singlem. Polecam: #single #singlelife #love #relationships #dating. Teraz nikt nie będzie miał wątpliwości, że jesteś singlem, który wcale singlem być nie chce.

Po siódme, pokaż, że jesteś bratnią duszą swojego crusha

Twój crush jest kociarzem? Znajdź na ulicy jakiegoś ładnie wyglądającego kocura i zrób mu estetyczne zdjęcie, po czym wstaw na Instagram z podpisem, który nie pozostawia wątpliwości, że mruczki to twoje życie. Twój crush to podróżnik? Wstaw grafikę z napisem "travel is the only thing you buy that makes you richer".

Możesz zaszaleć. Wszystko dla zwrócenia uwagi, prawda? Zacznij obserwować profile, które lubi crush i lajkować na nich nowe zdjęcia, co twój przyszły mąż czy przyszła żona zauważy, przeglądając swój feed. Stąd już szybki krok do małżeństwa. Prawda?

Politykę też można tu wcisnąć. Jest lewakiem? Żołnierzem prawicy? Wykorzystaj to. Problem jest wtedy, jeśli to zupełnie inny obóz niż twój, ale miłość nie zna przecież żadnych granic.

Po ósme, stań się największym fanem InstaStories crusha

Dzięki Bogu za InstaStories. Mówią tak niewiele, a jednak tak wiele. Pokazują, że żyjesz, że masz jakieś zainteresowania. Że umiesz używać gifów (przydatna umiejętność).

Oglądaj wszystkie InstaStories crusha – sprawdzając, kto je obejrzal, crush zobaczy twoje zwalające z nóg zdjęcie profilowe. I oczywiście komentuj. Żartobliwie, inteligentnie, subtelnie. Bądź wcieleniem erudycji.

Co jest najlepszego w komentowaniu InstaStories? Komentarz trafia od razu do skrzynki odbiorczej autora profilu. A to oznacza, że jeśli ci się poszczęści i twój crush ci odpowie, możecie zacząć rozmowę w cztery oczy, która odmieni wasze życia.

Po dziewiąte, rób InstaStories z podtekstami

Jeśli twój crush cię obserwuje, InstaStories mogą uratować twoje złamane serce. Wstawiaj InstaStories. Dużo InstaStories.

A co w nim? Twoja twarz, twoje jedzenie, memy, inspirujące cytaty. I oczywiście wszystko to, co może przekonać twojego crusha, że jesteś tą jedyną/tym jedynym (patrz punkt siódmy). Widziałeś na Instagramie, że ogląda jakiś serial? Pokaż na InstaStories, że też je oglądasz. I tak dalej, i tak dalej.

Niby proste, ale trzeba pokombinować. Bo jeśli nagle zaczniesz kopiować InstaStories swojego crusha, jesteś spalony. Desperacja nie może być twoim drugim imieniem, pamiętaj.

Po dziesiąte, napisz prywatną wiadomość i zostań tindstagramerem

InstaStories nie zadziałały? Rozmowa na privie nie kwitnie w najlepsze, bo nie istnieje? Nadszedł czas na to, czego się najbardziej bałeś. Trzeba napisać na DM.

Duże ryzyko, ale chyba nie chcesz lajkować całe życie selfie osoby, która ci się podoba? Napisz i przemień Instagram w Tindstagram. Co będziesz pisał? To już zależy od ciebie, ale może lepiej nie bądź dziwakiem i nie pisz od razu o seksie albo małżeństwie. Zacznij od zainteresowań albo... kotów.

Skoro już tindstagramujesz, to teraz płynnie przejdź na zasady randkowania obowiązujące na Tinderze. Może ci się poszczęści i rozmowa nie umrze po jednym dniu? Może się spotkacie? Może randka nie okaże się niewypałem? Może spędzicie ze sobą cale życie i jako staruszkowie będziecie się śmiać z twojego nieudolnego instagramowego podrywu?

Zdarzyć się może wszystko.