"Friends with benefits" wcale nie musi przerodzić się w miłość. "To był idealny układ, a seks był świetny"

Nie wszyscy potrzebują do szczęścia tradycyjnych związków
Nie wszyscy potrzebują do szczęścia tradycyjnych związków Fot. 123rf
Relacja bez zobowiązań, luźny związek, friends with benefits, przyjaźń z korzyściami. Nazw jest kilka, ale to nic innego, jak układ dwóch osób oparty na seksie, a nie na uczuciach. Wydaje się to niemożliwe? Wręcz przeciwnie – to ma szansę się udać. Jak to zrobić? I czy w końcu taka relacja nie przerodzi się to w miłość i wzajemne pretensje? Opowiadają o tym trzy kobiety.


Był już taki film. Ba, nawet nie jeden.

We "Friends with Benefits" (polski tytuł: "To tylko seks") bohaterowie grani przez Milę Kunis i Justina Timberlake'a byli tak zwanymi "przyjaciółmi z korzyściami" do momentu, gdy oboje się w sobie zakochali. Tak samo było zresztą w "Sex Story" z Natalie Portman i Ashtonem Kutcherem. Obie komedie romantyczne zakończyły się szczęśliwym, tradycyjnym związkiem. W końcu to Hollywood.Tak się oczywiście zdarza – związki bez zobowiązań zawsze wiążą się z ryzykiem, że ktoś "coś poczuje". W końcu miłość nie wybiera, jesteśmy tylko ludźmi. I to właśnie ta obawa, że pojawią się uczucia i wszystko się skomplikuje, odstrasza ludzi od zostania "friends with benefits", czyli po prostu dwójką bliskich sobie ludzi, którzy uprawiają seks... i tyle.


Jednak w rzeczywistości nie wszyscy "friends with benefits" nagle zaczynają mieć motylki w brzuchu i lądują na ślubnym kobiercu. Wielu osobom taki układ po prostu na danym etapie życie odpowiada, bo nie oczekują niczego innego, niż przyjaźni i korzyści właśnie.


Przyjaźń plus łóżko
Marta była w relacji "friends with benefits" przez półtora roku.

– Rozstałam się wtedy z facetem i nie miałam ochoty na następny związek, musiałam odpocząć. Jednak tęskniłam za seksem, a numerki na jedną noc to nie dla mnie. Mój przyjaciel ze studiów był wtedy sam i któregoś dnia, podczas jakiejś luźnej rozmowy doszliśmy do wniosku, że dlaczego by nie uprawiać tego seksu ze sobą. Przecież lubimy się, szanujemy, rozumiemy – opowiada.


Najpierw ustalili zasady. – Chcieliśmy normalnej przyjacielskiej relacji, tylko że urozmaiconej o łóżko – śmieje się i dodaje: – Mieliśmy umowę, że mamy być ze sobą stuprocentowo szczerzy. Jeśli jedno z nas zacznie coś czuć do drugiego, zakocha się w kimś innym albo po prostu będzie miało dość, mieliśmy to sobie powiedzieć bez ściemniania.

Było warto? Marta nie ma wątpliwości. – To była zaje...a relacja. Świetnie się razem czuliśmy i bawiliśmy, a seks był wyłącznie dla przyjemności. Uwielbialiśmy się, ale nie było w tym żadnej romantycznej miłości, do tego uniknęliśmy pretensji czy problemów, które często pojawiają się w związkach. Żadne z nas się w sobie nie zakochało. Umieliśmy oddzielić emocje od czystej fizyczności – zapewnia.Marta podkreśla jednak, że była świadoma tego, że kiedyś będzie chciała się z kimś związać na stałe. Przyjaźń z korzyściami była więc dla niej tymczasowym rozwiązaniem. Zresztą tak samo dla jej partnera.

– W tamtym momencie właśnie tego potrzebowałam, musiałam odpocząć po poprzedniej relacji. Po jakimś półtora roku poznałam faceta, do którego coś poczułam i doszłam do wniosku, że chcę z nim spróbować. Powiedziałam to mojemu przyjacielowi, on to zrozumiał. Nadal jesteśmy najlepszymi kumplami, on się niedawno ożenił, ja jestem w szczęśliwym związku już kilka lat – mówi.

– Nie, nasi partnerzy nie wiedzą, co nas łączyło. Nie chcemy dramy – dodaje Marta ze śmiechem.

Trzy razy na luzie
Inaczej jest w przypadku Kasi. Jest po trzydziestce, ma dobra pracę, mieszka w Warszawie i nie chce żadnych związków. – Próbowałam, ale duszę się w nich. Bycie z kimś to dla mnie jak klatka, to zupełnie nie dla mnie – mówi.

Jak podkreśla, związek to jednak jedno, a seks to drugie. Luźne relacje są więc dla niej idealnym rozwiązaniem. – Nie chcę tradycyjnie pojmowanego związku, ale seksu potrzebuję, to przecież naturalne. Od kilku miesięcy spotykam się z moim kolegą – wyłącznie seks, nic więcej. Wyznaczyłam granicę, on na razie jej nie przekracza i mam nadzieję, że nigdy nie przekroczy – mówi.To nie pierwsza taka relacja w życiu Kasi. Miała już takie dwie. – Za pierwszym razem on powiedział mi któregoś wieczoru, że zaczyna się we mnie zakochiwać. Musiałam to więc zakończyć dla wspólnego dobra. Mój drugi kochanek spotkał kobietę, z którą postanowił się związać i przestaliśmy się spotykać. Nie było żadnych problemów – podkreśla.

Kasia twierdzi, że związki bez zobowiązań są w Polsce nadal traktowane po macoszemu. – Tylko moi przyjaciele o tym wiedzą. Nie mówię o tym na głos, bo spotkałam się już z obraźliwymi komentarzami. Raz zostałam nazwaną dziwką, która się puszcza. Innym razem usłyszałam – od mojej bliskiej koleżanki – że jestem zimna i ma nadzieję, że kiedyś się zakocham. Być może, nie mówię "nie", ale tradycyjnych związków na pewno nie planuję – podkreśla.

Były fajerwerki
Z kolei Ewelina zaangażowała się w relację "friends with benefits" ze swoim... byłym partnerem.

– Byliśmy razem niecały rok, doszliśmy potem do wniosku, że to jednak nie to i że dzieci z tego nie będzie, jak to mówią. Okazało się, że to bardziej przyjaźń, niż jakieś romantyczne uczucie. Ale seks był dobry, mieliśmy świetną relację, więc postanowiliśmy, że zostaniemy "friends with benefits" – opowiada.

Ewelina twierdzi, że to był dobry układ. – Wiedzieliśmy, czego chcieliśmy, wszystko było czarno na białym. Nie było żadnych niejasności. Do tego nigdy wcześniej nie miałam tak udanego życia seksualnego. Nie spotykaliśmy się często, bo on przeprowadził się do innego miasta, ale jak już się widzieliśmy, to były fajerwerki – mówi Ewelina.Trwało to kilka miesięcy. – Uznaliśmy, że pora iść dalej, bo każde z nas było już na etapie, że chciało związać się z kimś na stałe. Wspominam tę relację naprawdę bardzo dobrze i polecam każdemu taki układ – zaznacza.

Jednak Ewelina podkreśla, że związki bez zobowiązań nie są dla wszystkich. – To totalnie zależy od osoby. Niektórzy nie wyobrażają sobie seksu bez uczuć i emocjonalnego przywiązania, inni oddzielają to bez problemów – zauważa.

I radzi: – Myślę, że najważniejsze to znać siebie, być szczerym z "partnerem" i niczego nie udawać. Bo inaczej to po prostu nie wypali i to, co miało być przyjemnością bez żadnych zobowiązań stanie się jednym wielkim dramatem.

Imiona bohaterek zostały zmienione.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu