"Mieliśmy w Warszawie ulicę Czerwonych Latarni". Wykłady o historii prostytucji przyciągają tłumy

Historia prostytucji w Warszawie sięga w zasadzie samych jej początków
Historia prostytucji w Warszawie sięga w zasadzie samych jej początków ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego
Arkadiusz Żołnierczyk, przewodnik po Warszawie i miłośnik miasta, wraz z grupą przyjaciół wpadł na pomysł prowadzenia nietypowych spacerów i wykładów, opowiadających o mało znanych aspektach historii Warszawy. Wybierają tematy, które zwykle są pomijane, a które warte są odkrycia i poznania.


Już niedługo w warszawskim lokalu „Worek Kości” pan Arkadiusz opowie o historii warszawskiej prostytucji, która istniała, istnieje i - prawdopodobnie istnieć będzie - choć wciąż jest tematem tabu.


Warszawska prostytucja - dlaczego właśnie ten temat?

Miasto ma swoją przeszłość. W zasadzie od początku jego istnienia problem prostytucji był widoczny i realny, choć bardzo rzadko się o tym mówiło w przeszłości i teraz też ten wątek jest pomijany. Młodzież nie usłyszy o tym na lekcji historii, a i dorośli wiedzą na ten temat niewiele. Postanowiłem podjąć ten temat i przełamać pewne tabu. Na przestrzeni wieków zmieniało się podejście do tego problemu.


Ludzie chętnie przychodzą posłuchać o tym - zdaniem wielu - niechlubnym aspekcie historii stolicy?

Kiedy zaczynaliśmy spacery na ten temat to nie cieszyły się wielką popularnością. Temat wydawał się zbyt kontrowersyjny i podchodzono do niego, jak to powiedziano w pewnej reklamie, "z taką pewną nieśmiałością”. Teraz zainteresowanie jest dużo większe. Spacery gromadzą maksymalną ilość uczestników, a wydaje się, że i zbliżająca się warszawska prelekcja zgromadzi tłumy.


W wydarzeniach biorą udział osoby lubiące nietypowe tematy. To dla nich trochę odskocznia od szarej rzeczywistości. Worek Kości szczególnie lubi prezentować odbiorcom tematy związane z mroczną stroną miasta czy osobowości ludzkiej.
Co szczególnie zaskakuje w wykładzie "Warszawa szlakiem czerwonych latarni”?

No cóż, muszę powiedzieć, że w tym temacie dziwi w zasadzie wszystko (śmiech).


Przykładowo mało kto zdaje sprawę, że istniała potężna, założona na przełomie XIX i XX wieku organizacja przestępcza zorganizowana przez Żydów pochodzących z Królestwa Polskiego działająca na terenie Argentyny, początkowo pod nazwą Warszawskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy, a później (po proteście polskiego ambasadora, co miało miejsce w roku 1929) na Towarzystwo Wzajemnej Pomocy Zwi Migdal. Przestępcy zajmowali się na ogromną skalę wywożeniem kobiet z Królestwa Polskiego oraz Galicji do południowoamerykańskich domów publicznych.


Podobnie jest również z domem publicznym pani Nuty Jeleń, działającym w nieistniejącej dzisiaj kamienicy Camponiego, ulokowanej obok wieży kościoła Świętej Anny. Zaskakuje obecność takiego przybytku w sąsiedztwie świątyni, ale ma to uzasadnienie wynikające z dziewiętnastowiecznych przepisów, pozwalających lokować miejsca uciech praktycznie wszędzie oraz polityki rosyjskich władz.


Natomiast bywanie w nich traktowano jako coś naturalnego i zachowały się raporty agentów rosyjskich, informujące o tym, że Stanisław Staszic, osoba zasłużona dla polskiej nauki chętnie i ogólnie szanowana, chadzał na ulicę Kozią, w swoim czasie słynącą z tanich lupanarów.

Można powiedzieć, że spacerując po Warszawie na co dzień, mijamy mnóstwo miejsc, związanych z prostytucją, nie mając o tym zielonego pojęcia?

Oczywiście! Warszawa jest pełna takich miejsc. Przykładem jest choćby miejsce na tyłach figury Matki Boskiej Pasawskiej na Krakowskim Przedmieściu, gdzie Madame Henrietta Lullier, przyjaciółka króla Augusta Poniatowskiego, prowadziła w kolejnej nieistniejącej dzisiaj kamienicy dom publiczny.

W wieku XIX tego typu przybytki były w Śródmieściu w zasadzie wszędzie. Dwa światy sąsiadowały i funkcjonowały obok siebie.

Kolejnym takim miejscem - w przeszłości metaforycznie ozdobionym czerwonymi latarniami - była, wspomniana wcześniej, ulica Kozia, gdzie dziś znajduje się Muzeum Karykatury. Obecnie uchodzi za ulicę cichą i spokojną, a swego czasu była to miejsce pełne tanich domów uciech cielesnych. 

Wcześniej, w wiekach XVI i XVII, prostytucja kwitła pod opiekuńczymi skrzydłami warszawskiego kata na ulicy Rycerskiej na Starym Mieście.

Pod opieką kata? Brzmi strasznie…

Tak, na podstawie prawa chełmińskiego, na którym Warszawa była lokowana, obowiązek opieki nad "kobietami upadłymi” spoczywał właśnie na kacie. Pan małodobry, jak nazywano miejskiego oprawcę, miał monopol na czerpanie korzyści z nierządu, zaś zyskiem dzielił się z władzami miasta. Dbał zatem o eliminowanie działalności konkurencyjnej, zapewniał również podopiecznym odpowiednio wygodny "warsztat pracy” oraz gwarantował im bezpieczeństwo.
Anegdotka podana przez varsavianistę Stanisława Milewskiego w jednej z jego książek mówi o tym, że gdy panie poskarżyły się na chłód w izbach, kat zwrócił się do władz Starej Warszawy o środki na budowę dodatkowych pieców. Władze przerzuciły obciążenie finansowe na mieszczan, ustawiając podatek na ten cel i ponoć był to jedyny podatek z ochotą przez mieszczan zapłacony.

Wygląda na to, że rzeczywiście historia prostytucji sięga samych początków miasta

Można tak powiedzieć. Opowieść (podczas spacerów i wykładów - przyp.red.) zaczynam przy lokacji Warszawy, po roku 1281, a kończę w czasach współczesnych. To cały przekrój problemu na tle dziejów miasta, od początku jego istnienia do dzisiaj.

Poza samą historią, odwołam się również do nomenklatury. Proszę sobie wyobrazić, że w wieku XVII słowo "kobieta” było słowem obraźliwym. Oczywiście z czasem wszystko się zmieniało, jednak ta historia nazewnictwa również jest bardzo ciekawa. Opowiem m.in. skąd się wzięło słowo "burdel” czy "lupanar”.

Skoro o tym - i innych zauważonych przez pana - aspekcie historii wie się niewiele, skąd panu udaje się wyciągnąć te wszystkie pikantne szczegóły?

Nieocenionym źródłem wiedzy są stare gazety, publikacje z początku XX, XIX, a czasem nawet i XVIII wieku. W dobie internetu oczywiście jest to już coraz prostsze, zbiory Biblioteki Narodowej są udostępnione on-line, zatem wszystkie woluminy można wertować w zasadzie bez wychodzenia z domu, a jest to kopalnia wiedzy i ciekawostek.

Wykłady o prostytucji chyba nie nadają się dla najmłodszych?

Wykład i spacery "Warszawa szlakiem czerwonych latarni” zarezerwowane są oczywiście tylko dla dorosłych.

Jeśli jednak ktoś chciałby poznać Warszawę od innej strony, z całą rodziną, mogę polecić spacery z duchami. Proszę jednak nie spodziewać się taniej sensacji. Wbrew pozorom to spacer poważny. Duchy biorą się przecież z wydarzeń poważnych, pojawiają się zwykle po tragicznych zdarzeniach.
Przy okazji tego spaceru zdarzyła mi się kiedyś ciekawa historia. Otóż w spacerze z duchami uczestniczyła… prawdziwa rodzina Duchów.

Są w Polsce osoby noszące nazwisko Duch i pewna rodzina z południa naszego kraju, gdy tylko przybywa turystycznie do jakiegoś miasta, szuka tego typu wydarzeń. Mogę więc śmiało stwierdzić, że i z oryginalnymi Duchami udało mi się spacerować.


Wykład "Szlakiem czerwonych latarni” odbędzie się 17 lipca o 19.30 w Worku Kości. Terminy i tematy wszystkich wydarzeń prowadzonych przez pana Arkadiusza i innych pasjonatów Warszawy znaleźć możemy na stronie facebookowej "Warszawa historia ukryta” oraz stronie www.zwiedzajznami.com

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...