Jego książka jest przerażającym odbiciem współczesnych Polaków. Rozmawiamy z autorem "Nie odpisuj"

Kryjący się pod pseudonimem Marcel Moss pisze o zwierzeniach, które mogą okazać się bardzo niebezpieczne.
Kryjący się pod pseudonimem Marcel Moss pisze o zwierzeniach, które mogą okazać się bardzo niebezpieczne. Fot. Filia / Materiały promocyjne
Za pseudonimem Marcel Moss kryje się autor instagramowego profilu "Zwierzenie". W internecie zwierzyły mu się tysiące Polaków. Rozmawialiśmy o jego powieści kryminalnej "Nie odpisuj", której bohaterowie to ludzie przeżywający codzienny dramat wielu Polaków, wstydzących mówić się głośno o swoich problemach.


Jak to jest znać sekrety tysięcy Polaków?

To dla mnie ogromna odpowiedzialność, ale też nobilitacja, ponieważ "Zwierzeniowcy", czyli członkowie mojej społeczności, często dzielą się ze mną tajemnicami, o których nie wie nikt inny. Wierzę jednak, że ich zaufanie do mnie nie wzięło się znikąd.

Tak naprawdę spędzam każdą wolną chwilę na czytaniu ich wiadomości i udzielaniu im porad. Staram się być ich przyjacielem i opoką. Robię to wszystko całkowicie bezinteresownie, ponieważ nie zarabiam na swoich profilach. Od początku było dla mnie jasne, że jeżeli chcę stworzyć zaangażowaną społeczność bez hejtu, muszę być uczciwy wobec jej członków i nie traktować ich jak łatwe źródło zarobku.
Prowadzenie profilu "Zwierzenie" traktuję jako pasję i pewnego rodzaju misję. Choć pochłania mnóstwo mojego czasu i często koliduje z moimi projektami zawodowymi, nie żałuję czasu, który spędzam na rozmowach z czytelnikami. Dzięki temu nie tylko dowiaduję się czegoś o ludziach, ale też o sobie.

Czy przeszło ci kiedyś przez myśl, by wykorzystać cudze tajemnice dla własnych celów?

Nigdy. Motywem przewodnim profilu jest całkowita anonimowość i wzajemne zaufanie. Nie stalkuję osób, które do mnie piszą, i nie wyciągam od nich wrażliwych danych. Zależy mi tylko na tym, by dzięki możliwości anonimowego zwierzenia się te osoby poczuły się lepiej i z pomocą czytelników znalazły rozwiązanie swojego problemu.

Można powiedzieć, że stanowię przeciwieństwo Martyny, bohaterki mojej powieści. Martyna prowadzi podobny profil, by poradzić sobie z wyniszczającą ją depresją. Czytanie bolesnych historii internautów daje jej satysfakcję, ponieważ dzięki temu wie, że nie tylko ona ma pod górkę. W pewnym sensie żywi się cierpieniem innych ludzi. Mój przypadek jest zgoła odmienny.


Uwielbiam czytać szczęśliwe, wzruszające zwierzenia, które poprawiają mi humor i dają nadzieję. Nie cieszę się z cudzego niepowodzenia, ponieważ staram się nikomu źle nie życzyć. Nauczyłem się odpychać negatywne emocje, które niepotrzebnie zatruwają nam życie.

Komu ty się zwierzasz? Masz kogoś takiego?

Często publikuję na profilu „Zwierzenie” osobiste przemyślenia, ponieważ czuję, że moi czytelnicy na to zasługują. Nie może być tak, że oni dzielą się ze mną swoimi refleksjami, a ja pozostawiam ich z niczym. Zdarza się też, że z niektórymi "Zwierzeniowcami" spoufalam się bardziej. Mailujemy ze sobą i próbujemy nawzajem sobie pomagać.

Oczywiście wszystko z zachowaniem odpowiednich granic. Z kolei w życiu prywatnym mogę liczyć na nieustanne wsparcie rodziny i przyjaciół. Dzięki nim jestem spokojny, że uporam się z każdym problemem.

Co było w wiadomości, na którą nie powinieneś był zareagować?

Było to zwierzenie internautki, która planowała popełnić samobójstwo. Akurat przebywałem wtedy na wakacjach za granicą. Spacerowałem piaszczystą plażą i z przyzwyczajenia wszedłem w skrzynkę odbiorczą na profilu "Zwierzenie". Czytelniczka pisała, że jeśli czytam tę wiadomość, to ona albo już nie żyje, albo za chwilę targnie się na swoje życie.

Zaczęliśmy rozmawiać. Zwierzyła mi się ze swojej trudnej sytuacji rodzinnej i braku zrozumienia ze strony najbliższych. Czuła się bezsilna i kompletnie samotna. Jedyne co mogłem w tamtej chwili zrobić, to uspokoić ją i poprosić, by mimo wszystko porozmawiała z rodzicami. Zasugerowałem też, że byłoby dobrze, gdyby zgłosiła się do psychologa.

Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, choć przypadek tej dziewczyny uświadomił mi, jak poważny jest problem nastolatków w Polsce. Opuszczeni przez wszystkich szukają pomocy u obcych ludzi w internecie. Liczą, że w ten sposób nie zderzą się z bolesną oceną i krytyką.

Jakie wydarzenie było punktem wyjścia dla twojej książki?

Były dwa główne wydarzenia, które pchnęły mnie ku "Nie odpisuj". Pierwszym była wiadomość od tamtej dziewczyny. Drugim był internetowy hejt, który spadł na mnie ze strony ludzi, których przez kilka lat uważałem za swoich przyjaciół. Przez długi czas bezradnie przyglądałem się ich agresywnym komentarzom i zastanawiałem, co mogę zrobić, by powstrzymać ich narastającą manię prześladowczą.

Zacząłem czytać o walce z mową nienawiści i uświadomiłem sobie, że temat hejtu jest wciąż niewystarczająco uregulowany w polskim prawie. Napisałem tę książkę, ponieważ chciałem, by stanowiła ona mój wyraz buntu przeciwko temu, jak łatwo jest kogoś zniszczyć, pomawiając go w internecie.

Ile w twojej książce jest prawdy?

Pod względem postaci "Nie odpisuj" to w stu procentach fikcja literacka. Tworząc zarysy bohaterów, nie myślałem o konkretnych osobach, a już na pewno nie tych mi nieżyczliwych. Książka nie stanowi formy prywatnych porachunków, ponieważ uważam, że to byłoby zbyt duże wyróżnienie dla hejterów. "Nie odpisuj" opowiada jednak o prawdziwych problemach współczesnych ludzi. Spodobało mi się stwierdzenie jednej z recenzentek, która napisała, że "ta książka należy do XXI wieku".

Mimo iż bohaterowie zostali wymyśleni na potrzeby fabuły, czytelnicy bez problemu mogą w nich odnaleźć cząstkę siebie. Wielu osobom nie są obce takie problemy jak hejt w internecie, czyli szeroko pojęta mowa nienawiści, pomawianie, prześladowanie i buntowanie innych przeciwko drugiej osobie. Książka dotyka też trudnego tematu, o którym wielu mężczyzn boi się rozmawiać.

No właśnie… Czy mężczyźni często zwierzają Ci się z przemocy domowej?

Są to bardzo nieliczne przypadki, co tylko pokazuje, jak bardzo mężczyźni wstydzą się bycia ofiarami. Według niektórych badań co piąty mężczyzna pada ofiarą przemocy psychicznej ze strony swojej partnerki. Dziesięć procent doświadcza z kolei przemocy fizycznej.

Choć może to dziwić, w społeczeństwie przemoc wobec mężczyzn wciąż funkcjonuje jako temat tabu. Krótko przed premierą książki nakreśliłem znajomej zarys fabuły. Roześmiała się, gdy usłyszała o historii Michała, bohatera "Nie odpisuj". Stwierdziła, że to niemożliwe, by mężczyzna dał się bić żonie. Nazwała moją książkę "bajką".

Właśnie dlatego panowie wolą zacisnąć zęby i udawać przed całym światem, że nie mają problemu. Duszą to w sobie i boją się o tym pisać nawet w internecie.

Twoi bohaterowie są bardzo mocno poturbowani także przez innych ludzi. Czy zgodzisz się, że to społeczeństwo, a zatem my sami, kreujemy często ludzkie potwory?

Uważam, że zło, którego w trakcie całego naszego życia doświadczamy ze strony innych ludzi, nie może pozostać bez śladu na naszej psychice. Bohaterowie mojej książki to osoby skrzywdzone, tłumiące w sobie żal i poczucie niesprawiedliwości. Szczególnie kobiece bohaterki doświadczyły w przeszłości ogromu cierpienia, które okrutnie je naznaczyło.

W efekcie wyładowują swoje frustracje na niewinnych ludziach. Rozdrapują stare rany, zamiast machnąć ręką i ruszyć naprzód. Pod tym względem większość z nas jest potworami. Gdy już raz nadepnie nam się na odcisk, nie potrafimy odpuścić i próbujemy wymierzyć sprawiedliwość za wszelką cenę, często się przy tym zapędzając.

Do kogo są kierowane historie z "Nie odpisuj"?

Chciałem, by była to książka opisująca problemy współczesnych ludzi. Dedykuję ją wszystkim internetowym hejterom, którzy spędzają całe dnie na szkalowaniu innych w internecie. Problem mowy nienawiści w sieci jeszcze nigdy nie był tak poważny i może się zdawać, że nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić.

Z badań wynika, że 99% osób wypisujących krytyczne komentarze uważa, że nie robi nic złego i nie ma na celu poniżenia drugiego człowieka. Jednocześnie te same osoby uważają, że ponad 60% internautów hejtuje wyłącznie po to, by sprawić komuś przykrość. Dopóki nie dostrzeżemy problemu w tym, co sami piszemy, problem hejtu nie zniknie.

Jak weryfikujesz przesyłane Ci historie?

Zakładam, że czytelnicy nie mają żadnego interesu w przesyłaniu mi nieprawdziwych historii. Zwierzenia publikowane na profilu są całkowicie anonimowe. Zazwyczaj widać też, czy przesłane mi teksty są prawdziwe. Nie brakuje w nich emocji, smutku czy szczęścia. Po tylu tysiącach wiadomości, które otrzymałem, to się po prostu czuje.

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Filia.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0W Polsce tego filmu ludzie boją się jak ognia. Widziałem "Malowanego ptaka" i już wiem dlaczego

POLECAMY

HYDEPARK 0 0Maciej Stuhr kończy 44 lata. I właśnie z tej okazji dał bardzo szczery wywiad
0 0Tak się rozjeżdża konkurencję. Po takiej zapowiedzi serwisu Disney+ Netflix może się bać

TRAGEDIA W WARSZAWIE

FELIETON 0 0Ilu ludzi ma jeszcze zginąć na pasach? Posłowie, przestańcie się bać kierowców!
X-lander 0 0Złożysz go jedną ręką. Mamy cenią go za wielofunkcyjne zastosowanie
PSSB 0 0Konsultanci sprzedaży bezpośredniej. Kim są osoby działające w tej rozwijającej się branży?
POLECAMY 0 0Tak Kaczyński traci władzę. Po wyborach dostał dwa potężne ciosy